,
Obserwuj
Polska

"Ceny bolą". Gdzie i jak szukać mieszkania przed nowym rokiem akademickim?

3 min. czytania
26.08.2026 06:59
Obserwuj nas na Google

Na rynek studencki wchodzą roczniki z reformy szkolnictwa i to więcej niż jeden rocznik. Stąd najbardziej interesujące mieszkania, ciekawe pod względem cenowym, ale też lokalizacyjnym zniknęły bardzo szybko - mówi w TOK FM Marcin Jańczuk z Metrohouse. 

Mieszkanie na wynajem
Mieszkanie na wynajem
fot. Artur Szczepanski/REPORTER
  • Duży ruch na rynku wynajmu mieszkań dla studentów; 
  • Studenci poszukują przede wszystkim mieszkań dwupokojowych i kawalerek;
  • Ile muszą zapłacić za lokum? 

Studenci mają jeszcze ponad miesiąc wakacji, ale to najwyższy czas, by rozglądać się za lokum do wynajęcia. Jak przekonywał w TOK FM Marcin Jańczuk z Metrohouse choć oferty nadal są, to ruch na rynku wynajmu jest wyższy niż rok temu o tej samej porze. 

- Zazwyczaj studenci poszukują mieszkań dosyć późno, bo nawet w końcówce września. Teraz ten ruch się rozłożył i w zasadzie od czerwca mamy coraz liczniejsze zapytania o typowe mieszkania studenckie. Dlaczego? Na rynek studencki wchodzą roczniki z reformy szkolnictwa i to więcej niż jeden rocznik. Stąd najbardziej interesujące mieszkania, ciekawe pod względem cenowym, ale też lokalizacyjnym zniknęły bardzo szybko - mówił. 

Ile student zapłaci za mieszkanie na wynajem? "Ceny bolą"

Jakich mieszkań poszukują studenci? Jak wskazał ekspert Metrohouse to mieszkania dwupokojowe o powierzchni ok. 40 mkw. (najczęściej wynajmują w parach) i kawalerki. Szczególnie jeśli są położone w dobrze skomunikowanych miejscach, chociażby z kampusami uniwersyteckimi. - Część studentów, zwłaszcza roczników nieco wyższych, dogaduje się między sobą i wynajmuje dużo większe mieszkania.  Trzy-, a nawet czteropokojowe, bo w przeliczeniu na osobę wypada to korzystniej. Nawet czasami taniej niż gdybyśmy wynajęli pojedynczy pokój na stancji. Student tak, jak każdy najemca kalkuluje i przelicza to, co mu się najbardziej opłaca - dopowiedział. 

Marcin Jańczuk zastrzegł przy tym, że - co do zasady - "ceny bolą". Średnia za mieszkanie 40 mkw. w Warszawie to 3,3 tys. zł. - Oczywiście na dalekiej Białołęce czy w Ursusie wynająć dużo taniej, ale można wynająć też znacznie drożej. I to jest czynsz dla właściciela. Jeżeli do tego doliczymy jeszcze media, czynszu do administracji, to student albo jego rodzice muszą przygotować się na całkiem duże wydatki - dodał w rozmowie z Wojciechem Kowalikiem. 

Dla porównania w Krakowie za wynajem 40 mkw. trzeba zapłacić ok. 2,8 tys. zł. Ale, jak miasto "bardzo różni, jeżeli chodzi o poziom "tkanki na wynajem". - Niektóre mieszkania, to zostały oddane do użytku w ostatnich latach i są często poszukiwane, ale są gorzej położone. W ścisłym centrum z kolei studenci narzekają na to, że mieszkanie są niedoinwestowane i wymagają czasami remontów.  Właściciele czerpią korzyści jedynie dlatego, że to jest po prostu dobra lokalizacja - wskazał. 

A inne miasta? We Wrocławiu ceny mieszkań są nieznacznie niższe niż w przypadku Krakowa, bo w granicach 2,6-2,8 tys. zł. Ale, jak zastrzegł, podaż mieszkań jest najniższa, więc "boje o mieszkanie musimy zacząć o wiele wcześniej niż na przykład w Warszawie".

- Jeżeli chcemy znaleźć tanie miejsce do studiowania pod względem zakwaterowania, to będą to: Łódź, Białystok i Bydgoszcz. Na Śląsku jest też niedrogo, bo w granicach 2 tys. zł miesięcznie, ale pamiętajmy, że za tymi stawkami często kryje się określony standard mieszkania - radził Marcin Jańczuk. 

Na koniec ocenił, że "studenci stają się coraz bardziej wybredni". Przypomniał czasy, kiedy wystarczyła meblościanka, mieszkanie w średnim stanie, nawet nieodmalowanej i "wynajmowało się bardzo szybko". - Teraz student pyta o miejsce postojowe w garażu, o wyposażenie kuchni, w tym czy zmywarka jest wśród dostępnych sprzętów - skwitował w TOK FM. 

Redakcja poleca

Źródło: TOK FM