Trump chce zmienić... nazwę jeziora. "Jesteśmy w coraz większym kabarecie"
- Ten spór jest z jednej strony ekonomiczny, a z drugiej polityczny. Sięga do jądra patriotyzmu kanadyjskiego i Amerykanie nie do końca zdają sobie z tego sprawę. To moment przełomowy dla całego społeczeństwa kanadyjskiego - mówi w TOK FM prof. Marcin Gabryś z Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego Trump chce zmienić nazwę Jeziora Ontario?
- Czego dotyczy wojna handlowa między USA a Kanadą?
- Jakie trwałe zmiany może to wywołać?
Donald Trump chce zmienić nazwę Jeziora Ontario na Jezioro Ameryki. Zapowiedź amerykańskiego przywódcy ma związek ze sporem handlowym, jaki toczy z Kanadą. Prezydent USA zapowiedział ostatnio podwyższenie ceł do 50 proc. na samochody, ciężarówki, części samochodowe i stal z Kanady, a znaczna część produkcji pojazdów skoncentrowana jest w prowincji Ontario.
- Mam wrażenie, że jesteśmy w coraz większym kabarecie. Różne pomysły Trumpa, publikowane odpowiedzi ze strony premiera Ontario, który w ogóle się nie patyczkuje z prezydentem USA. Mówi, że miał do czynienia z takimi ludźmi wcześniej, bo to jak w szkole: nie trzeba się dać sprowokować - skomentował w audycji "Zapytam inaczej" w TOK FM amerykanista prof. Marcin Gabryś z Instytutu Amerykanistyki i Studiów Polonijnych Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Gość Anny Piekutowskiej zgodził się, że to kolejna odsłona wojny handlowej. - Z punktu widzenia handlowego to całkowite pogwałcenie umowy o wolnym handlu między Kanadą a Stanami Zjednoczonymi - podkreślił.
Ale zdaniem Gabrysia to Kanada jako mniejsza gospodarka jest w tej wojnie na straconej pozycji. - To mniejszy ponosi większy koszty. Ale nie jest tak, że większy nie ponosi żadnych kosztów - stwierdził jednak. To choćby przykład alkoholu amerykańskiego, który kilkanaście miesięcy temu został usunięty z półek kanadyjskich sklepów i zalega w magazynach producentów.
- Wiele się mówi o tym, jak poszczególne stany amerykańskie są uzależnione od handlu z prowincjami kanadyjskimi. Maine, Michigan to stany, dla których Kanadyjczycy są głównymi partnerami handlowymi - zwracał uwagę ekspert.
- Ten spór jest z jednej strony ekonomiczny, a z drugiej polityczny. Sięga do jądra patriotyzmu kanadyjskiego i Amerykanie nie do końca zdają sobie z tego sprawę. To moment przełomowy dla całego społeczeństwa kanadyjskiego - ocenił Gabryś. USA w wyniku sporu może bowiem przestać być punktem odniesienia dla północnego sąsiada.
- Relacje kanadyjsko-amerykańskie były jednymi z najbardziej przyjaznych między dwoma państwami. Były oparte na zaufaniu, przestrzeganiu reguł, wspólnym pomyśle, jak można z handlu, pogłębionych współpracy wyciągnąć korzyści dla obu stron - mówił gość TOK FM.
Czy ta zmiana będzie trwała? Gabryś powoływał się na badania socjologiczne, które to potwierdzają. - Produkty amerykańskie będą traktowano jako te, które nie są preferowane. Mamy głęboki podział, o czym wspomniał premier Mark Carney w Davos - odparł. I wspomniał o tym, że decyzja premiera o zakończeniu negocjacji spotkała się z 70-80-procentowym poparciem Kanadyjczyków.
- Okazuje się, że (Carney) jest jedynym przywódcą - kolokwializm - z jajami. Który powiedział Trumpowi "nie", że się nie ugnie, jest linia, której nie można przekroczyć - zastrzegł też gość TOK FM.
Spór handlowy między USA i Kanadą zaczął się po tym, jak Waszyngton i Ottawa nie osiągnęły porozumienia w sprawie układu handlowego. Obie strony oskarżają się wzajemnie o zerwanie negocjacji w ostatniej chwili.
Źródło: TOK FM