,
Obserwuj
Dolnośląskie

"Ukrainka mnie uratowała". Mieszkaniec Kłodzka uderza w "prawdziwych Polaków"

6 min. czytania
17.09.2024 06:28
Mieszkaniec Kłodzka musiał w sobotę uciekać przed wielką wodą. Pomogła mu Ukrainka, którą po wybuchu pełnoskalowej wojny przyjął pod swój dach. - Uratowała mnie - mówi w tokfm.pl Rałaf Kowal.
|
|
fot. Marcin Rutkiewicz/REPORTER / MARCIN RUTKIEWICZ/REPORTER

Tragedia powodzian z południa Polski jest już wykorzystywana do uderzenia w Ukraińców. Tak dzieje się w mediach społecznościowych, które są zalewane komentarzami:

"Oglądam wszystkie relacje z powodzi, szczególnie okolice Kłodzka i Lądka, ponieważ mam tam bliską rodzinę. Tragedia wielu ludzi, utrata zdrowia, dobytku. Strażacy, ratownicy, normalni ludzie, żołnierze niosą pomoc. Teraz zapytam, gdzie są Ukraińcy, którzy zalali swoimi obywatelami nasz kraj? Dostali wszystko na pierwszy kontakt z naszym krajem. Gdzie jest od nich pomoc?" - pisze Jadwiga.

"Oni nie są od tego, żeby dawać, tylko brać?" - stwierdza kąśliwie Paula.

Rafał Kowal z Kłodzka czyta to i się wścieka. W końcu postanawia odpowiedzieć, nieco emocjonalnie: "Wy, prawdziwi Polacy, pocałujcie mnie w polską d...pę. To mnie zalało, nie was. To nie wy mi pomagacie i ratujecie, tylko Ukrainka, którą kiedyś przyjąłem pod swój dach. Chcecie pluć jadem, to plujcie, ale nie woźcie się na plecach ludzi, którym woda wszystko zabiera!".

Zaskakujący efekt wojny. 'żołnierze wrzucają obrączki do bagien'

Pod jego wpisem ktoś cytuje słowa Donalda Tuska z niedzieli: "Przed chwilą premier Ukrainy Denys Szmyhal przesłał na moje ręce wyrazy solidarności z Polską i gotowość natychmiastowego wysłania stu ratowników wyposażonych w specjalistyczny sprzęt do walki z powodzią. Poruszające". Inny internauta odparowuje, że wspomniany sprzęt pewnie i tak Ukraina dostała od Polski. Następny dodaje, że teraz Kijów w geście solidarności "da dychę", żeby później "wyłudzić milion".

Rafał Kowal nie ma cierpliwości ani czasu, żeby na to odpowiadać. Dojada kanapki, które przygotowała mu Ukrainka, po czym wraca do swojego mieszkania w Kłodzku, by ocenić straty po powodzi.

Ukrainka rusza Polakowi z pomocą. "Przyjedź, przeczekasz powódź"

Jeszcze w piątek 13 września był dobrej myśli. Czytał ostrzeżenia przed ulewnymi deszczami, ale się nie bał. Alarmistyczne tony w mediach wydawały mu się przesadzone. Podobnie, jak porównania tego, co ma się wydarzyć, do powodzi tysiąclecia z 1997 roku. - Może dlatego, że jej nie pamiętam. Urodziłem się ledwie dwa lata wcześniej - stwierdza Kowal.

Strach poczuł w sobotę 14 września. Kłodzko zostało już podtopione, a w drodze do niego była wielka fala. Kluczowa miała być najbliższa noc. Rafał wyjrzał przez okno swojego mieszkania na pierwszym piętrze i pomyślał, że tam powódź go nie dosięgnie. Ale słuchał też starszej sąsiadki z parteru, która mówiła, że u niej w 1997 roku woda sięgnęła sufitu. Kobieta dodała, że nie ma zamiaru tego znów przeżywać. Uciekła do górnej części miasta, gdzie mieszka jej rodzina.

F-35 będą strącane jak kaczki? Pilot ujawnia najsłabsze ogniwo zakupów za miliardy

- Myślałem: "Fala pewnie mnie nie zatopi, ale może odciąć od świata. Lepiej byłoby gdzieś to przeczekać. Tylko gdzie? Rodziny już w Kłodzku nie mam, bo mama zmarła, a ojciec dawno temu wyjechał na drugi koniec Polski. Aż tak daleko nie ucieknę przed tą wodą". Wtedy zadzwoniła Natalia, której pomogłem po wybuchu wojny w Ukrainie. Mieszka we Wrocławiu, 100 km ode mnie. Powiedziała: "Przyjedź, przeczekasz" - wspomina mieszkaniec Kłodzka.

Odparł, że stolica Dolnego Śląska też może zostać zalana, a wtedy on wpadnie z deszczu pod rynnę. Później jednak przeczytał zapewnienia prezydenta Wrocławia, że miasto jest bezpieczne. - Wahałem się: jechać, nie jechać? W jednej chwili wmawiałem sobie, że w Kłodzku nic złego się nie stanie, a w drugiej: "Woda zaraz odetnie wszystkie drogi, a mnie z mieszkania będą wyciągać przez okno. Albo gorzej, pomoc nie dotrze i szlag mnie trafi". W końcu zdecydowałem się pojechać - mówi 29-latek.

'A w Ukrainie mopa znacie?'. Co słyszą Ukrainki w polskich domach?

Wrzucił do samochodu trochę ubrań, kosmetyki, dokumenty, laptopa oraz... wino, które w pośpiechu zabrał z lodówki. Pomyślał, że na razie tylko tak może podziękować Natalii za pomoc. Planował wrócić w niedzielę rano. Nie wiedział jeszcze, że w nocy poziom wody na Nysie Kłodzkiej będzie o prawie 1,5 m wyższy niż w 1997 roku. Miasto zostanie zalane, a o świcie jego burmistrz Michał Piszko ogłosi: "Przegraliśmy tę batalię".

Ją wygnali z domu Rosjanie, jego powódź. Teraz znalazł u niej schronienie

Natalia pochodzi z Charkowa. Gdy w lutym 2022 roku Rosjanie ruszyli z inwazją na Ukrainę, spakowała 13-letnią córkę i o dwa lata starszego syna, po czym uciekła do Polski. Z mężem rozeszła się już wcześniej. Wyjechał z Charkowa i słuch po nim zaginął.

- Na polskiej granicy dostaliśmy pomoc i nocleg w pobliskim hotelu. Później dobrzy ludzie - jak to mówicie - przekazywali nas sobie z rąk do rąk. Dawali nam dach nad głową, jedzenie i ubrania, ale tymczasowo, bo tylko tak mogli. Trafiliśmy do Wałbrzycha, a potem właśnie do Kłodzka, gdzie przyjął nas Rafał. Odstąpił nam jeden pokój, czyli połowę swojego mieszkania. Z początku trochę się go bałam, bo to przecież samotny mężczyzna. Ale szybko się okazało, że jest dobrym człowiekiem, nikogo by nie skrzywdził - opowiada Natalia.

Mieszkała u niego przez cztery miesiące. Na początku dogadywali się po angielsku, a z czasem zaczęli rozmawiać po polsku, przynajmniej częściowo. Rafał uczył ją swojego języka i pomagał znaleźć pracę. Natalia najpierw sprzątała i gotowała u miejscowych w Kłodzku, a później przeprowadziła się do Wrocławia, gdzie zatrudniła się jako kucharka w dobrej restauracji (w Charkowie była szefową kuchni). Dalej utrzymywała kontakt telefoniczny z Rafałem, a co kilka miesięcy się odwiedzali.

Putin może odpowiedzieć krwawym odwetem? 'Zemsta za zdobycie punkcika na mapie'

- Rafała traktuję jak młodszego brata, bo mam 41 lat, a on 29. Czasem, gdy ma zmartwienie, po prostu dzwoni, żeby się wygadać. Polubił się z moimi dziećmi. Nigdy nie zapomnimy, że nam pomógł. Gdy więc usłyszałam, że powódź zbliża się do Kłodzka, od razu chwyciłam za telefon. Dobrze, że z tym nie zwlekałam, bo potem już zerwało łączność - mówi.

Jak dodaje, gdy Rafał dotarł do niej, wyglądał na zestresowanego. Później było tylko gorzej. Nie spał całą noc z soboty na niedzielę, ponieważ śledził w internecie doniesienia z Kłodzka. Pożyczył od Natalii telefon, bo swój roztrzaskał przy pośpiesznej ewakuacji. Próbował dodzwonić się do znajomych, by sprawdzić, czy są bezpieczni. - Później całą niedzielę siedział przed laptopem. Trochę przypominał mnie z czasu, gdy czytałam, co działo się w Charkowie po moim wyjeździe. Przestałam się interesować dopiero, gdy usłyszałam, że mój blok rozwalili Rosjanie. Coś we mnie wtedy umarło. Powódź to nie wojna, ale człowiek podobnie reaguje - tłumaczy Natalia.

- Może dlatego mnie teraz rozumie? - zastanawia się na głos Rafał.

Woda zniszczyła wszystko. "Jak długo można uciekać?"

Kowal przyznaje, że się rozpłakał, gdy w poniedziałek wrócił do Kłodzka. - Niby wcześniej wiedziałem, że woda tam dotrze, ale teraz nie mogłem uwierzyć, że zniszczyła wszystko - mówi łamiącym się głosem.

Opisuje, że gdy fala opadła, na ulicach zostawiła szlam, gruz, wyrwany asfalt i połamane drzewa. W budynkach widział powybijane szyby i rozwalone drzwi, jakby je ktoś wyważył łomem. Na jego klatce schodowej wszystko pokrył muł. - Na szczęście woda nie dotarła do mojego mieszkania, ale i tak na razie nie da się tam wrócić, bo śmierdzi jak diabli. Sąsiadka z dołu straciła wszystko. Jeszcze to do niej nie dociera, bo jest w szoku - opowiada Rafał. Jak dodaje, pociesza go jedynie myśl, że wszyscy jego znajomi przeżyli.

Franciszkanie z zalanego Kłodzka proszą parafian o pomoc. Ich apel wywołał burzę w sieci

W poniedziałek po południu wrócił do Natalii. Teraz strach przeżywa na nowo, bo Wrocław szykuje się na falę kulminacyjną na Odrze. - Może być długa. Będzie przechodzić przez Wrocław przez kilka dni - ostrzegał w poniedziałek prezydent miasta Jacek Sutryk.

- Nie wiem dlaczego, ale Natalia się nie boi. Może wojna ją zahartowała? W każdym razie ja się boję i mam dość. Mogę jeszcze uciec do ojca, na drugi koniec Polski. Tylko że jak długo można uciekać? Natalia mówi, że zawsze trzeba być na to przygotowanym - puentuje mój rozmówca.

Chcesz zgłosić temat, opowiedzieć swoją historię? Napisz do autora: konrad.oprzedek@tok.fm