Zdobywa medale, ale państwo o niej nie pamięta. "To był jedyny sposób, żeby spłacić długi"
Justyna Franieczek, mistrzyni świata i Europy w biegach na 200 i 400 metrów, apeluje w sieci o wsparcie. Zawodniczka zmaga się z brakiem środków na profesjonalne przygotowania do igrzysk w Los Angeles w 2028 roku, a niedawna kontuzja dodatkowo komplikuje sytuację. W desperacji próbowała sprzedać część prywatnego majątku, by móc dalej trenować i reprezentować Polskę na najwyższym poziomie.
- Sportsmenka najpierw walczyła z nowotworem, potem 8 lat wracała do zdrowia po wypadku samochodowym;
- Ostatnio musiała przejść operację biodra;
- Jak mówi TOK FM - chce być dowodem, że nawet z najtrudniejszej sytuacji można się podnieść.
Kariera paraolimpijki mogłaby być wzorem dla kolejnych pokoleń: złoto mistrzostw świata, srebro mistrzostw Europy, trzy triumfy w Diamentowej Lidze w Chorzowie i pięciokrotne odznaczenia państwowe. - Dla mnie zawsze najważniejsze było reprezentowanie Polski, nawet gdy wiedziałam, że finansowo to się nie spina - podkreśla w rozmowie z TOK FM.
Wszystko zmieniła kontuzja. Operacja biodra sprawiła, że lekarze dawali jej niewielkie szanse na powrót do biegania. - Mówili, że mogę co najwyżej jeździć na rowerze. A ja po dziewięciu miesiącach wróciłam i wygrałam. To nie był mój sukces, to był sukces kibiców - opowiada.
Ogłoszenie w sieci: sprzedaż działki
Kiedy zabrakło środków na rehabilitację, a kolejne rachunki rosły, zawodniczka zdecydowała się na desperacki krok - sprzedaż rodzinnej ziemi. - Nie miałam sponsorów, nie było wsparcia ze związku. To był jedyny sposób, żeby spłacić długi i przygotować się do zawodów - mówi.
Choć ostatecznie ziemi nie sprzedała, ta historia pokazała, jak cienka jest granica między medalem, a rezygnacją z kariery. - Wszyscy widzą błysk fleszy, podium, medale. Nikt nie pyta, co działo się wcześniej i jakim kosztem tam stanęłam - dodaje.
Nikt nie zapytał, czy żyję
Lekkoatletka nie ukrywa goryczy wobec instytucji sportowych. - Każdy wiedział, że miałam operację. Pisałam o tym w mediach społecznościowych. Ale nikt nie zadzwonił, nie zapytał, czy żyję. Kiedy zdobywam medale - nagle wszyscy są zainteresowani - mówi.
Propozycje pomocy przyszły z zagranicy. - Dostałam ofertę zmiany barw narodowych. Mogłam reprezentować inny kraj. Ale odmówiłam. Polska jest dla mnie najważniejsza - podkreśla w rozmowie z TOK FM.
Franieczek przyznaje, że trudności finansowe i treningowe obciążają życie rodzinne. - To nie jest tylko kwestia bieżni czy treningów. W domu też nie zawsze jest łatwo. Czasem mam wrażenie, że muszę walczyć na kilku frontach jednocześnie - wyznaje.
Zawodzi system w sportach indywidualnych
Szef sztabu zawodniczki, dr Kamil Całek, podkreśla, że problem Franieczek nie jest jednostkowy. - W sporcie indywidualnym, szczególnie paraolimpijskim, wsparcie jest minimalne. Pieniądze trafiają do związków, a nie do zawodników. Jeśli ktoś wypada przez kontuzję, traci stypendium - nawet jeśli to mistrz świata - mówi.
Według niego miesięczne koszty utrzymania sportowca na najwyższym poziomie sięgają 20 tys. zł. - Suplementacja, rehabilitacja, sprzęt, obozy - to wszystko kosztuje. Justyna przez lata finansowała 70 proc. przygotowań z własnej kieszeni - dodaje.
O sprawę Justyny Franieczek zapytaliśmy Ministerstwo Sportu i Turystyki. W przesłanym stanowisku resort podkreśla, że zawodniczka w 2025 roku otrzymuje stypendium sportowe. - Od 1 stycznia do 31 lipca br. wynosiło ono 2720 zł, a od 1 sierpnia do 31 grudnia br. wynosi 2000 zł - informuje ministerstwo. Resort zaznacza również, że Franieczek jest objęta szkoleniem w ramach programu dofinansowania ze środków Funduszu Rozwoju Kultury Fizycznej, związanego z przygotowaniami do igrzysk paraolimpijskich. Zadanie realizuje Związek Stowarzyszeń Sportowych Sprawni-Razem, który w 2025 roku otrzymał na ten cel 1,6 mln zł.
Zawodniczka zaznacza jednak, że nie dostała z tej puli żadnych pieniędzy. Pytaliśmy o sprawę także Polski Komitet Paraolimpijski, który stwierdził, że sportsmenka nie znajduje się pod jego opieką. Pieczę nad zawodniczką sprawuje działający przy Komitecie Związek Stowarzyszeń Sportowych Sprawni-Razem, który do momentu publikacji nie skomentował sprawy. Justyna Franieczek pytana o kontakty ze związkiem twierdzi, że nikt nie interesował się jej powrotem do zdrowia i możliwości startów.
Chcę być dowodem, że można się podnieść
Mistrzyni świata przyznaje, że dziś największą siłą są dla niej kibice. - To uczucie, że wróciłam i mogę znów walczyć, jest warte wszystkiego. Chcę być dowodem, że nawet z najtrudniejszej sytuacji można się podnieść i sięgnąć po sukces.