,
Obserwuj
Polska

Łobodziński o żałobie o stracie córki. "Bałem się, że zwariuję"

3 min. czytania
31.10.2025 06:00

Filip Łobodziński w audycji "Zagubiona Autostrada" opowiada o wielkich stratach w życiu, mierzeniu się z chorobą onkologiczną i tym, co dało mu siłę, by przetrwać. - Tego się nie wyruguje, ale teraz umiem z tym żyć - mówił gość TOK FM. I dodał, jak niemal wysłał swojego psychoterapeutę na kozetkę.

Filip Łobodziński
Filip Łobodziński
fot. Adam Jastrzebowski/REPORTER

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Filip Łobodziński opowiedział Kamilowi Wróblewskiemu o swoim aktorskim dzieciństwie, umiłowaniu do natury, pracy jako dziennikarz, tłumacz i muzyk oraz wolontariacie dla bezdomnych zwierząt;
  • Łobodziński przyznał, że bał się przeżyć okres żałoby po tym, jak odeszła jego córka Maria. Dlatego dzień po pogrzebie zaczął nową pracę;
  • Pisarz opowiedział, czy pomógł mu psychoterapeuta i jak udało mu się wygrać z chorobą nowotworową.

Tekst opublikowaliśmy w sierpniu 2025. Przypominamy go Czytelnikom w związku z 1 listopada. 

Filip Łobodziński, muzyk, dziennikarz, pisarz i tłumacz, w szczerej rozmowie z Kamilem Wróblewskim podzielił się swoimi najbardziej osobistymi przeżyciami. W audycji "Zagubiona Autostrada" opowiedział o stracie córki i o tym, dlaczego uciekł od formalnej żałoby; ale także wspominał lata dzieciństwa w Warszawie oraz sny, zdradził, że lubi "zarosłe ruiny" i wrócił do momentu diagnozy onkologicznej. Rozmowa Łobodzińskiego z Wróblewskim jest także o tym, co daje siłę, by przetrwać - o wsparciu najbliższych, pasji do muzyki i literatury oraz o wrażliwości, która jest jednocześnie darem i ciężarem.

Łobodziński o żałobie. "Bałem się, że zwariuję"

Łobodziński doświadczył znaczących strat. W ciągu 8 lat odeszła jego córka Maria, rodzice, kuzyn i bliscy przyjaciele. - Formalnie nie przeszedłem żałoby po Marysi - przyznał gość Kamila Wróblewskiego. - Bałem się tego okresu, bo czułem, że zwariuję. Właściwie dzień po pogrzebie Marysi zacząłem pracę w nowym miejscu - wspominał pisarz, który został wówczas pracownikiem w Najwyższej Izbie Kontroli.

Posłuchaj:

- Być może był to błąd, ale kompletnie nie potrafiłem dać sobie z tym rady. Chciałem się jak najszybciej czymś zająć i to spowodowało, że pewne rzeczy we mnie się widocznie kumulowały - stwierdził Łobodziński, mówiąc o nieprzeżytej żałobie. Jak dodał, dopiero wywiady, których udzielił po latach, pozwoliły mu się nieco "oczyścić się z bólu". - Tego się nie wyruguje absolutnie, ale teraz umiem z tym żyć - wyjaśnił pisarz.

Redakcja poleca

Psychoterapeuta nie pomógł. "Wciągnął w swój tunel"

Łobodziński zaznaczył, że sięgnął też po pomoc psychologiczną i farmakologiczną. - To był stan, jakbym był otoczony celofanem. Nie macałem świata. A to oznacza również, że nie widziałem celu. Wszystko było jakieś zamazane i właściwie nieważne - wspominał tłumacz. I dodał, że nie było w nim "woli czekania na kolejny dzień".

Jednak spotkania z psychoterapeutą, jak stwierdził Łobodziński, przyniosły skutek "odwrotny od zamierzonego". - Kiedy opowiadałem mojemu psychoterapeucie o kolejnych problemach, widziałem, że on znosi to coraz trudniej. Mówił: "o rany, ja nie wiem, jak pan to wszystko znosi". Zamiast zaproponować mi jakieś światełko w tunelu, to on mnie wciągnął jeszcze w swój tunel - wspominał dziennikarz. W końcu Łobodziński zrezygnował ze spotkań z tym terapeutą. - To był bardzo dobry ruch, ponieważ miesiąc później dowiedziałem się, że mam raka. Gdybym mu to powiedział, to chyba on by się momentalnie zakwalifikował na kozetkę - stwierdził rozmówca Kamila Wróblewskiego.

Redakcja poleca

Łobodziński wygrał walkę z nowotworem. "Radykalne kroki"

Filip Łobodziński przyznał, że zastanawiał się nad zmianą terapeuty, ale po usłyszeniu diagnozy onkologicznej zrozumiał, że "tutaj psychoterapeuta nie ma nic do gadania". - Inny cel był ważny. Od pierwszego dnia godziłem się na radykalne kroki - powiedział gość "Zagubionej Autostrady". - Choroba, rak prostaty, została usunięta. Przy tego typu chorobach nigdy nie możemy być pewni, ale czwarty rok żyję bez komplikacji - oświadczył. Łobodziński zdradził, że wręcz "pobiegł" na salę operacyjną. Teraz bada się co miesiąc.

Na pytanie Kamila Wróblewskiego, jak się czuje, Łobodziński odpowiedział, że "normalnie". - Jak na 66-latka przystało, bywa różnie, czasami łapie zadyszka. Ale gdybym się dowiedział, że mam zagrać dwugodzinny koncert, to absolutnie wchodzę i gram - oświadczył.