Chaos wokół szczepień noworodków na gruźlicę. Wszystko przez badania przesiewowe
Główny Inspektor Sanitarny zbiera dane dotyczące odroczeń szczepień noworodków na gruźlicę. Od września - w związku z realizacją przez szpitale badań przesiewowych w kierunku ciężkich niedoborów odporności - część rodziców nie decyduje się na szczepienie, odsuwając je w czasie. I potem pojawia się problem.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Czym jest ciężki wrodzony niedobór odporności (SCID)?
- Jak często występuje ta choroba?
- Dlaczego szczepienie na gruźlicę jest trudne do wykonania?
Szpital Uniwersytecki nr 2 w Bydgoszczy od września realizuje badania przesiewowe i jednocześnie cały czas szczepi noworodki przeciwko gruźlicy. Jak podkreślają lekarze, procedury są niezmienne. - Każde szczepienie poprzedza kwalifikacja oparta na uproszczonym, dostosowanym do noworodków wywiadzie medycznym. Rodzice pytani są m.in. o nagłe zgony w rodzinie czy inne zdarzenia mogące sugerować ciężkie wrodzone niedobory odporności. Jeżeli pojawiają się jakiekolwiek wątpliwości, szczepienie zostaje odroczone - tłumaczy prof. Iwona Sadowska-Krawczenko, wojewódzka konsultant ds. neonatologii oraz specjalista epidemiolog ze Szpitala Uniwersyteckiego nr 2 w Bydgoszczy.
- Jeśli jednak noworodek jest zdrowy, a wywiad rodzinny i badanie kliniczne nie wykazują nieprawidłowości, dziecko kwalifikowane jest do szczepień obowiązkowych, w tym przeciw wirusowemu zapaleniu wątroby typu B oraz gruźlicy. Mimo obowiązkowego charakteru szczepień, personel każdorazowo pyta rodziców o zgodę - podkreśla nasza rozmówczyni.
"To ultra rzadka choroba"
We wrześniu ubiegłego roku Ministerstwo Zdrowia rozpoczęło ogólnopolskie badania przesiewowe całej populacji noworodków w kierunku ciężkiego wrodzonego niedoboru odporności (SCID). Jego wynik nie jest dostępny w momencie kwalifikacji do szczepienia BCG, bo trzeba na niego czekać od 5 do 14 dni. To o tyle istotne, że w zespole SCID przeciwwskazane jest podawanie szczepionek zawierających żywe drobnoustroje, w tym przeciw gruźlicy.
Jak wyjaśnia prof. Sadowska-Krawczenko, SCID jest chorobą niezwykle rzadką. - Występuje średnio raz na 60 tysięcy urodzeń. Przy około 240 tysiącach porodów rocznie oznacza to zaledwie kilka przypadków w skali kraju - wylicza. Nasza rozmówczyni podkreśla jednocześnie, że nawet jeśli dziecko z nierozpoznanym jeszcze niedoborem odporności zostanie zaszczepione BCG, rokowanie pozostaje dobre, bo prątki zawarte w szczepionce są wrażliwe na standardowe leczenie.
Zdaniem wojewódzkiej konsultant, znacznie większym zagrożeniem jest masowe odraczanie szczepień przeciwko gruźlicy u zdrowych dzieci. Zapadalność na tę chorobę szacuje się na 9-11,4 na 100 tys. ludności i jest ok. 10-krotnie wyższa niż częstość występowania SCID. - Musimy pamiętać, że jeżeli dojdzie do zakażenia prątkiem gruźlicy występującym w otoczeniu, to często jest on oporny na rutynowe leczenie - tłumaczy prof. Sadowska-Krawczenko. - Najcięższe postacie, takie jak gruźlicze zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych czy gruźlica prosówkowa u niemowląt niemal zawsze prowadzą do trwałych uszkodzeń neurologicznych - dodaje.
POZ nie chcą szczepić
Na szczepienie swojego syna Bogdana - jeszcze podczas pobytu w szpitalu - zdecydowała się pani Marlena. - Mam czwórkę dzieci i uważam, że muszą mieć szczepienia, bo to jest dla ich bezpieczeństwa. Teraz dużo ludzi nie szczepi dzieci i później mamy nawrót tych dawnych chorób. Przesiew nie zmienił mojej decyzji - podkreśla w rozmowie z tokfm.pl.
W styczniu w bydgoskim szpitalu urodziło się 151 dzieci. W 27 przypadkach szczepienie na gruźlicę odroczono, bo albo rodzice w ogóle nie chcieli szczepić albo czekali właśnie na wyniki badania przesiewowego i planują zaszczepić dziecko później. I tu pojawia się problem. Placówki Podstawowej Opieki Zdrowotnej nie chcą lub po prostu nie mogą szczepić, ponieważ nie mają wykwalifikowanego personelu. - Jest to szczepienie śródskórne, wymagające dużej precyzji, ściśle określonego miejsca podania, dokładnej dawki i odpowiedniej głębokości wkłucia - tłumaczy pediatra Małgorzata Muchacka-Bianga. - W przeciwieństwie do szczepień domięśniowych nie jest to procedura, którą może wykonać każdy członek personelu, bez wcześniejszego przeszkolenia - dodaje.
Gdzie szukać pomocy?
Nie oznacza to jednak, że szczepienie jest niedostępne. - Standardowe postępowanie zakłada, że rodzice powinni zgłosić się do poradni, do której dziecko jest zapisane, a jeśli ta nie wykonuje szczepienia BCG, ma obowiązek skontaktować się z sanepidem i wskazać miejsce, gdzie szczepienie zostanie przeprowadzone - tłumaczy pediatra.
W Bydgoszczy naprzeciw rodzicom wychodzi m.in. Szpital Uniwersytecki nr 2. - Wiedząc, że w rejonie jest problem z realizacją tego szczepienia, pozostajemy w kontakcie z rodzicami. Jesteśmy w trakcie organizacji dni szczepiennych dla dzieci, których rodzice chcieli poczekać na wyniki badań w kierunku ciężkiego wrodzonego niedoboru odporności - zapewnia prof. Sadowska-Krawczenko. - Dla wielu oddziałów noworodkowych myślę, że to będzie jednak trudne do wykonania, bo nie wszędzie działają poradnie patologii noworodka - dodaje.
Zdaniem naszej rozmówczyni kluczowy pozostaje czas podania szczepionki. Im młodsze dziecko zachoruje na gruźlicę, tym cięższy jest przebieg choroby i tym większe ryzyko nieodwracalnych uszkodzeń rozwijającego się mózgu. O ile krótkie, kilkunastodniowe odroczenie może być akceptowalne, to przesuwanie szczepienia poza pierwszy miesiąc życia znacząco zwiększa ryzyko poważnych konsekwencji zdrowotnych.
źródło: TOK.FM