Rodzice zastępczy na granicy sił. "Pozyskanie nowych graniczy z cudem"
- Rodzice zastępczy są przestymulowani, często przeciążeni obowiązkami i potrzebują wsparcia wytchnieniowego - apeluje pani Celina z Bydgoszczy, która od dziewięciu lat jest mamą zastępczą dla dzieci z niepełnosprawnością. W Polsce dramatycznie brakuje zawodowych rodzin zastępczych, a potrzeby są ogromne. Tylko w Bydgoszczy na umieszczenie w pieczy czeka 28 dzieci.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie dzieci trafiają do pieczy zastępczej?
- Na co mogą liczyć rodzice zastępczy?
- Czym jest pomoc wytchnieniowa?
W Bydgoszczy jest 28 zawodowych rodzin zastępczych. Pozyskanie kolejnych graniczy z cudem. Bywały już lata, w których nie udawało się nikogo znaleźć, mimo kampanii społecznych i ogromnych potrzeb. Kandydaci zgłaszali się, ale po czasie zmieniali zdanie.
Aktualnie w trakcie szkolenia są dwie rodziny. - Proces kwalifikacji, w którego skład wchodzi szkolenie, to jest właśnie taki moment dla tych ludzi, żeby podjęli ostateczną decyzję - tłumaczy Marta Jankowska z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Bydgoszczy. - My dajemy im pełne, rzetelne informacje, jak ta praca by wyglądała. Ta ostateczna decyzja jest dopiero przed nimi i trzymamy kciuki, że się zgodzą - liczy nasza rozmówczyni.
Dzieci z FAS, autyzmem i ADHD
Od dziewięciu lat dom rodzinny dziecka w Bydgoszczy prowadzi Celina Kamecka-Antczak. Ma pod opieką piątkę dzieci - biologicznego syna w wieku 12 lat oraz dzieci w pieczy zastępczej w wieku 11, 7, 5 i 3 lat. - Wymagają codziennego wsparcia, wszystkie mają orzeczenia o niepełnosprawności z punktami wskazującymi na potrzebę stałego udziału osoby dorosłej w codziennej egzystencji. Mają przeróżne trudności, wszystkie dzieciaki są neurologiczne, część to dzieci z niepełnosprawnością intelektualną, dzieci w spektrum zaburzeń autystycznych, wysokoaktywne ruchowo z ADHD - wymienia.
- Są zachowania agresywne, autoagresywne, dużo zachowań opozycyjno-buntowniczych, dużo szalonych pomysłów. No i coś, co jest takie typowe dla dzieci z FAS [alkoholowy zespół płodowy], czyli nieuczenie się na własnych błędach, wielokrotne powtarzanie tych samych trudności - tłumaczy. Zespół ten ma troje z czwórki dzieci z pieczy będących pod opieką pani Celiny.
Umowa-zlecenie dla rodziców zastępczych
Nasza rozmówczyni podkreśla, że w ciągu ostatnich lat sporo zmieniło się na lepsze, głównie w kwestii finansów. - Same pieniądze, które otrzymuje rodzina zastępcza na wychowanie dziecka z pieczy - takie imienne, dla niego, są świetne. Jestem rodziną zastępczą od lat dziewięciu i zauważam dużą poprawę - ocenia. - Natomiast jeżeli chodzi o wynagrodzenie dla rodziców zastępczych, to oczywiście jest to druga strona medalu - dodaje.
Rodzice zatrudniani są bowiem na umowę-zlecenie, na czas określony - w Bydgoszczy to cztery lata. - Z uwagi na polskie prawo pracy nie mamy możliwości bycia zatrudnionymi na umowę o pracę. Pracujemy na umowę zlecenie, która nie normuje naszego czasu pracy, więc pracujemy 24/7 za niezbyt wysoką kwotę wynagrodzenia. Jest ona - w moim odczuciu - zdecydowanie za niska w stosunku do pracy, którą wkładamy na co dzień w prowadzenie domu i w wychowywanie dzieci - uważa Kamecka-Antczak. - Te dzieciaki, kiedy skończą 24 lata i przestaną być podmiotami pieczy zastępczej, to i tak zostaną naszymi dziećmi - dodaje.
Miasto płaci rodzicowi zastępczemu 5000-5200 złotych brutto. - Są w Polsce bogate gminy, które mają własne środki, żeby dodatkowo jeszcze te rodziny wesprzeć i coś dołożyć, ale w Bydgoszczy tak nie jest - rozkłada ręce Marta Frankowska z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej. - Proszę pamiętać, że to jest praca zawodowa, rodzice są profesjonalistami i powinno się ich wynagradzać tak samo. Bo jeżeli my zaczynamy wykazywać jakieś różnice w ogóle między tymi rodzinami, to będzie prowadziło do konfliktów i niesnasek, do porównywania się, że ktoś jest lepszy, bo więcej dostaję, a ja lepiej wykonuję swoją pracę - dodaje.
"Rodzice zastępczy są przestymulowani i przeciążeni"
Rodzice nie mają też odpowiedniego wsparcia psychologicznego i terapeutycznego. MOPS w Bydgoszczy zatrudnia dwóch psychologów oraz koordynatora. - To jest taki dedykowany pracownik, konkretnie dla tej rodziny, który najlepiej zna sytuację. Jeżeli w rodzinie jest jakikolwiek problem czy kryzys, to koordynator na pewno na niego zareaguje - zapewnia Jankowska.
Zdaniem rodziców to wsparcie jest jednak niewystarczające. - Sytuacje kryzysowe, trudne, graniczne z dziećmi zdarzają się często. Mimo tego, że ja jestem osobą z wykształceniem pedagogicznym, cały czas się szkolę, staram się zdobywać jak największą wiedzę dotyczącą moich dzieci, to często są sytuacje, w których potrzebowałabym właśnie takiego psychologicznego wsparcia na tu i teraz. Nie otrzymujemy tego - nie ukrywa Kamecka-Antczak.
- Taką chyba najbardziej graniczną sytuacją, której pewnie doświadcza każdy rodzic zastępczy, jest to, że dziecko mówi: "Nie kocham cię, jesteś głupia, wolałabym mieszkać z rodzicami biologicznymi". I to jest strasznie trudne, bo nawet jeżeli ma się to jakoś poukładane i wiemy, że to dziecko wcale tak nie myśli, to jednak może bardzo dotknąć - zauważa pani Celina.
Rodzice potrzebują też pomocy wytchnieniowej - żeby ktoś przyszedł im pomóc w opiece nad dziećmi, a sami mogliby w tym czasie "złapać oddech". - Rodzice zastępczy są przestymulowani, często przeciążeni obowiązkami. To, czego ja bym bardzo potrzebowała, to większe wsparcie wytchnieniowe, ale profesjonalne. Żeby to był ktoś, kto rzeczywiście jest w stanie sobie poradzić z niepełnosprawnością moich dzieci, kogo ona nie przerasta. Ktoś, kto wie, jak się zachować, kto się jej nie wstydzi - wyjaśnia nasza rozmówczyni. Pani Celina złożyła taki wniosek w MOPS, ale jeszcze nie otrzymała odpowiedzi.
28 dzieci czeka na miejsce w pieczy
Na miejsce w pieczy zastępczej czeka w Bydgoszczy 28 dzieci. - 15 ma już postanowienie sądu. To są trzy liczne rodzeństwa - od 3 do 7 dzieci - wylicza Marta Frankowska. - Dodatkowo sąd zapytał nas o wskazanie rodziny zastępczej dla 13 dzieci, które czekają w kolejce - dodaje.
Szóste dziecko do swojego domu mogłaby wziąć pani Celina, ale nie ma możliwości lokalowych. Nieruchomość, w której mieszkają, jest wynajmowana, a właścicielka nie zgadza się remont pozwalający wygospodarować miejsce.
Inne rodziny również takich miejsc nie mają i dlatego dzieci trafiają do placówek opiekuńczo-wychowawczych, mimo że nie powinny tam być. - W sytuacji, kiedy bezpieczeństwo zdrowia i życia dziecka jest zagrożone, a nie mamy możliwości skierować dziecka wymagającego wsparcia do form pieczy zastępczej rodzinnych, bo po prostu nasze rodziny są już przepełnione, to wtedy rzeczywiście - mimo łamania przepisów ustawy o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej - my takie dzieci poniżej 10. roku życia, jesteśmy zmuszeni kierować na pobyt placówkowy - bezradnie rozkłada ręce Frankowska.
- Dlaczego tak mało osób idzie w pani ślady? - pytamy panią Celinę.
- Współcześnie jest mało społeczników. Wydaje mi się, że gdyby rodzicielstwo zastępcze zawodowe było traktowane zawodowo, było rodzajem prestiżowego zawodu, który jest dobrze wynagradzany, może liczyć na wsparcie miasta, na superwizję psychologa, to mogłoby wiele zmienić - uważa Kamecka-Antczak. - Dopóki zawody społeczne nie będą traktowane poważnie, jako poważne profesje, które są ultraważne, to trudno znaleźć takiego po prostu szaleńca - podsumowuje.
Źródło: TOK FM