To nowe "dzieci gorszego Boga". "Pracują tu głównie panie na emeryturze"
W Polsce nie ma skoordynowanej opieki nad osobami starszymi. Brakuje opiekunów do zajmowania się seniorami w ich mieszkaniach, nie ma wystarczającej liczby miejsc w domach pomocy społecznej i zakładach opiekuńczo-leczniczych. Chorzy miesiącami czekają na pomoc a rodziny często nie wiedzą, gdzie jej szukać.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak wygląda zinstytucjonalizowana opieka nad osobami starszymi?
- Dlaczego potrzebne są zmiany systemowe?
- Na jaką pomoc mogą liczyć seniorzy i ich rodziny?
Polska stoi na progu jednego z najważniejszych wyzwań społecznych: dynamicznego starzenia się społeczeństwa. Już dziś osoby powyżej 60. roku życia stanowią blisko 26,6 proc. ogółu ludności, a ich liczba w 2024 roku wyniosła niemal 10 milionów.
Narasta zatem zapotrzebowanie na różnorodne formy opieki długoterminowej - zarówno instytucjonalnej, jak i świadczonej w środowisku domowym. Cały czas brakuje jednak pieniędzy, opiekunów i przede wszystkim koordynacji wsparcia dla rodzin i pacjentów, którzy są zagubieni w systemie.
250 osób na liście do ZOL w Toruniu
W Toruniu na liście oczekujących do zakładu pielęgnacyjno-opiekuńczego jest 250 osób. - Ja się zgadzam, że deinstytucjonalizacja jest potrzebna, ale do pewnego momentu. Nie ma możliwości, abyśmy zaopiekowali się osobą, która ma zaawansowanego Alzhaimera. Potrzebne są zakłady pielęgnacyjno-opiekuńcze - podkreśla wiceprezydent Torunia, Dagmara Zielińska. - My robimy wszystko, by było więcej miejsc, ale - nie ma co ukrywać - dziś w kolejce jest 250 osób. Część nigdy nie doczeka tego pobytu - rozkłada ręce.
Sprawdź, czy wiesz, co ważnego wydarzyło się w mijającym tygodniu. Tylko najbardziej zorientowani udzielą więcej niż 8 dobrych odpowiedzi...
Quiz: Sprawdź, czy jesteś na bieżąco i czy wiesz, co wydarzyło się w mijającym tygodniu!
Ukończ quiz i odbierz nagrodę do -40% na TOK FM Premium!
Zniżka zależy od uzyskanego wyniku.
Promocje nie łączą się.
Spora część osób, które z uwagi na pogarszający się stan zdrowia powinny trafić do ZOL i pod specjalistyczną opiekę lekarską, jest jednak w swoich domach lub domach pomocy społecznej. Nie ma bowiem żadnej koordynacji systemów, a w efekcie pacjentami zajmują się albo same rodziny, albo osoby, które nie są do tego przygotowane.
System potrzebuje pieniędzy i koordynacji
Specjaliści wskazują, że pilnie potrzebne są zmiany systemowe - zarówno w opiece społecznej, jak i szpitalnej - tak, by mogły ze sobą współdziałać. - W tych systemach my się nie widzimy, my się nie słyszymy. My wręcz mamy takie wrażenie, że pomoc społeczna jest traktowana - ośmielę się powiedzieć - jak dziecko gorszego Boga - mówi rozczarowana Emilia Nikodem-Boczek, dyrektor Zespołów Domu Pomocy Społecznej w Bydgoszczy.
- Wynika to z podstawowych rzeczy: są przede wszystkim dwa różne systemy i dwa różne finansowania. Mamy różnice w wynagrodzeniach kadry, która jest zupełnie inaczej finansowana w służbie zdrowia, niż my, którzy funkcjonujemy na podstawie wynagrodzeń pracownika samorządowego - dodaje.
W obliczu barier coraz głośniej mówi się o potrzebie rozwoju usług w środowisku, takich jak mieszkania wspomagane, dzienne domy opieki czy opieka domowa, które pozwalają seniorom pozostać możliwie jak najdłużej w znanym otoczeniu, przy jednoczesnym wsparciu specjalistycznym. Urzędnicy mówią o konieczności deinstytucjonalizacji, ale tu też piętrzą się problemy, których od wielu lat nie udaje się rozwiązać.
- My o tej potrzebie zmian systemowych mówimy od dwudziestu lat i tak naprawdę niewiele w tym zakresie się dzieje - ocenia Grażyna Śmiarowska, prezes Polskiego Towarzystwa Opieki Długoterminowej. - Potrzebne są ośrodki, które mogłyby wszystko skoordynować, bo nie da się podzielić pacjenta na pół - ja cię teraz umyję, a pieluchę czy opatrunek zmieni kto inny. To wszystko musi współgrać ze sobą - podkreśla nasza rozmówczyni.
Rodziny często nie wiedzą, na jaką pomoc mogą liczyć, a ta oferowana przez Miejskie Ośrodki Pomocy Społecznej jest niewystarczająca. - Maksymalny wymiar to są dwie godziny dziennie. To jest bardzo mało - przyznaje rzeczniczka MOPS-u w Bydgoszczy Marta Frankowska. - Wiemy, że to kropla w morzu potrzeb, natomiast przy skali potrzeb i budżecie, którym dysponujemy, nie jesteśmy w stanie zapewniać więcej - dodaje.
W Polsce jest też ogromny kryzys pomagania. - Dopóki zawody pomocowe nie będą dobrze wynagradzane i prestiżowe, to będziemy mieli problemy z kadrą. Na studia z pracy socjalnej na bydgoskim uniwersytecie nie było naboru, bo nie zgłosił się żaden kandydat - mówi Frankowska. - W roli opiekunek pracują głównie panie na emeryturze, które jeszcze czują się na siłach, żeby sobie dorobić. Ludzi młodych jest bardzo mało - dodaje.
Brakuje pielęgniarek w domach pomocy społecznej
Specjalistycznych kadr brakuje też w DPS. - Na palcach jednej ręki mogę policzyć pielęgniarki, które funkcjonują w domu pomocy społecznej. To są osoby, które są już w wieku emerytalnym i całe szczęście podjęły tutaj chęć dalszej współpracy z nami - cieszy się Emilia Nikodem-Boczek. - Pielęgniarki nie chcą pracować ze względu na to, że w domu pomocy społecznej zarabiają mniej niż ich koleżanki w służbie zdrowia, bo takie są przepisy. I proszę mi wierzyć, że to jest trzykrotność mniejszego wynagrodzenia. Trzykrotność - podkreśla nasza rozmówczyni.
Brakuje także wykształconych opiekunów. Do pracy w domu pomocy społecznej może przyjść każdy ze średnim wykształceniem. - Nieważne, czy ktoś jest po technikum samochodowym czy budowlanym. On stanie przy łóżku podopiecznego, a proszę pamiętać, że połowa pacjentów to osoby wymagające opieki takiej, jak w zakładzie opiekuńczo-leczniczym, mają demencję, choroby otępienne - tłumaczy Nikodem-Boczek. - Powinien wybrzmieć ogromny apel, że jeżeli nie będziemy wkładać właściwej pomocy w opiekę długoterminową, to tak naprawdę znajdziemy się w ogromnym kryzysie - podsumowuje nasza rozmówczyni.
Źródło: TOK FM