"Za pół roku komunikacja w tym mieście zostanie pogrzebana. Sytuacja jest tragiczna"
Zarząd MZK - który działa zaledwie od dwóch miesięcy - podał się do dymisji. Prezes Piotr Szałkowski nie chce podpisać nowej umowy na zasadach zaproponowanych przez miasto, bo uważa je za niekorzystne dla spółki. Jego zdaniem nie uda się też skutecznie wprowadzić oszczędności, których od MZK wymaga miasto.
Prezydent Bydgoszczy zaproponował miejskiej spółce 10 procent podwyżki do kwoty z przetargu. - Ta propozycja cały czas leży na stole - mówił na sesji Rady Miasta prezydent Rafał Bruski. - To jest sposób pomagania naszemu przewoźnikowi. Za chwilę pewnie my zakupimy nowe tramwaje, którymi będą jeździć, bo oni potrzebują takiego wsparcia i takich kroplówek. Ja żałuję, że tak jest, bo mnie by się widziało, że będzie to firma, która jest dobrze zarządzana i potrafi konkurować na rynku - dodawał.
MZK chce z kolei 21 procent więcej niż przewidują zapisy przetargu. Wówczas - według wyliczeń zarządu - spółka wyszłaby na zero i nie przynosiła dalszych strat. Negocjacje cały czas trwają, choć będą coraz trudniejsze, bo czas ucieka.
"Każdy z nas się boi, że nie będzie miał pracy"
Andrzej Arndt ze związków zawodowych w MZK poinformował w czwartek, że spółka jest w tragicznej sytuacji finansowej. - Myślę, że jest to kwestia pół roku, kiedy zostanie pogrzebana komunikacja autobusowa w Bydgoszczy - ostrzega związkowiec. - Został nam tydzień do nowej umowy. My nie mamy dziś żadnych warunków. Mamy wsiąść w autobusy i po prostu jeździć, a jak nam zapłacą, to oni zobaczą w przyszłości. No tak być nie może! - grzmiał na konferencji prasowej przed siedzibą MZK przy ulicy Inowrocławskiej.
Na początku roku w MZK pracowało 1100 osób, dziś 1000. Część kierowców odeszła na własne życzenie, część przeszła na emeryturę. Szykują się też zwolnienia. - Każdy z nas się boi, że nie będzie miał pracy, bo to do tego zmierza. Ciężko nam, bo nie wiemy, czy od 1 stycznia możemy wyjechać - przyznaje kierowca autobusu Kamila Kamińska. - Z naszej strony nie będzie żadnego strajku. My chcemy jeździć, tylko problem w tym, że nie wiemy, czy możemy - dodaje nasza rozmówczyni.
W czerwcu kierowcy i motorniczowie przez dwa tygodnie strajkowali i nie wyjeżdżali na ulice, domagając się wzrostu wynagrodzeń. Ratusz przystał wówczas na 350 złotych podwyżki.
W Bydgoszczy jest jeszcze drugi, prywatny przewoźnik - firma Mobilis, który od 1 stycznia będzie obsługiwał 11 linii autobusowych.