Atak wirusów, lekarze rozkładają ręce. "Dzieci leżą na korytarzu"
- Szpital Dziecięcy w Bydgoszczy każdego dnia przyjmuje około 10 pacjentów. Najczęściej są to dzieci z RSV i grypą;
- Szpital jest tak przepełniony, że niektóre dzieci muszą leżeć na korytarzu w oczekiwaniu na łóżko;
- "Sytuacja jest dramatyczna. Mamy wstrzymane hospitalizacje planowane pacjentów z chorobami przewlekłymi po to, żeby mieć miejsce dla pacjentów z zakażeniami przede wszystkim wirusem RSV" - mówi wicedyrektorka szpitala.
Praktycznie na wszystkich oddziałach Wojewódzkiego Szpitala Dziecięcego w Bydgoszczy leżą dzieci chore na infekcje górnych dróg oddechowych. - Każdego dnia przyjmujemy około 10 nowych pacjentów - wylicza zastępca dyrektora dr Danuta Kurylak. - Najwięcej jest zakażeń wirusem RSV oraz grypą, a także powikłań - zapaleń oskrzelików oraz masywnych zapaleń płuc. Zakażenia COVID-19 zdarzają się sporadycznie - dodaje.
Szpital jest tak przepełniony, że niektóre dzieci muszą leżeć na korytarzu w oczekiwaniu na łóżko. - Nie możemy położyć na przykład dwójki dzieci z RSV z pacjentem kardiologicznym czy neurologicznym - tłumaczy Kurylak. - Dzieci z infekcjami dróg oddechowych muszą być bezwzględnie izolowane - podkreśla nasza rozmówczyni.
Starsze rodzeństwo zaraża maluchy
W pokoju na drugim piętrze, na oddziale Pediatrii i Kardiologii przebywa - razem ze swoją 4-miesięczną córką - pani Krystyna. Dziewczynka zaraziła się wirusem RSV od starszego rodzeństwa. - Dzieci mają 7 i 4 lata i jakoś sobie z infekcją poradziły, ale z nią to już był strach, bo nie bardzo można było wdrożyć leczenie w domu. Była wysoka gorączka, katar i kaszel - opowiada tokfm.pl. - W piątek jeszcze nie było źle, to nas odesłali do domu. Kazali wrócić, jak się pogorszy. No i wróciliśmy. Od niedzieli, czyli od czterech dni, jesteśmy na oddziale - dodaje.
Na tej samej sali leczy się 1,5-roczny Marcel. On także ma RSV i także zaraził się od starszej siostry, która chodzi do przedszkola. - Wysoka gorączka utrzymywała się przez długi czas, potem doszedł kaszel. Pojechaliśmy na nocną opiekę, potem od razu na SOR i zostaliśmy przyjęci na oddział. Jesteśmy tu od niedzieli - wspomina pani Monika, tuląc niespokojnego syna. - Marcel dostał dożylne sterydy, żeby lepiej zadziałały inhalacje. Jest już poprawa, więc może w czwartek wyjdziemy już do domu - liczy po cichu.
"Sytuacja jest dramatyczna"
Dr Kurylak przyznaje, że zachorowań jest bardzo, bardzo dużo. - Sytuacja jest dramatyczna. Mamy wstrzymane wszystkie hospitalizacje planowane pacjentów z chorobami przewlekłymi po to, żeby mieć miejsce dla pacjentów z zakażeniami przede wszystkim wirusem RSV - tłumaczy lekarka. - Wiadomo, że rodzice się niecierpliwią, ale niestety muszą czekać. Musimy w tej chwili przejść przez ten okres szalejących zakażeń chorób infekcyjnych - rozkłada bezradnie ręce.
Wirus RSV jest bardzo niebezpieczny dla niemowląt poniżej 6. miesiąca życia, ale do szpitala trafiają też starsze dzieci. - Najczęściej są to zapalenia płuc - jako powikłania po RSV lub grypie, a także ciężkie zapalenia oskrzelików małych, związane z dusznością. Takie dzieci często wymagają wsparcia tlenoterapią. Tego nie da się już leczyć w domu - podkreśla lekarka.
Naszą rozmówczynię martwi jeszcze coś innego. - Mam nadzieję, że nasz personel nie zacznie chorować, bo to już by było bardzo źle. Oczywiście stosujemy maseczki, ale to może nie wystarczyć przy takim kontakcie z wirusami - tłumaczy.
"Mieliśmy pojechać w góry a tu szpital"
Na Kujawach i Pomorzu trwają zimowe ferie. Dr Kurylak radzi unikać zatłoczonych miejsc. - Nie chodźmy w skupiska ludzkie, jak galerie handlowe, kina. Jest bardzo dużo zachorowań na grypę - ostrzega. - A jeśli już zachorujemy, to zostańmy w domu, żeby dalej nie zarażać. W leczeniu grypy czy innych infekcji trzeba przyjmować leki i - mówiąc kolokwialnie - wygrzać się w domu - radzi.
Choroba może pokrzyżować plany całej rodziny. - Właśnie mam urlop. Mieliśmy pojechać w góry, no i niestety jest taka, a nie inna sytuacja - ubolewa pani Monika. - Chyba przechwaliłam moje dzieci, bo od września praktycznie nie było u nas chorób, a starsza córka chodzi do przedszkola. Po prostu nie jest nam pisany urlop w tym roku - podsumowuje bydgoszczanka.