,
Obserwuj
Łódzkie

Ponad 3 godziny spędziła w lodowatej wodzie. "Sama nie wiem, jak to możliwe"

Katarzyna Giedrojć
4 min. czytania
09.03.2024 09:00
- Mi to daje spokój. W bardzo szybkim tempie odcina mnie od wszystkich problemów, od chaosu, który mam w głowie - mówi o morsowaniu Anna Kacperska, która właśnie pobiła swój rekord i wytrzymała w lodowatej wodzie ponad trzy godziny. Nie ona jedna ma taką pasję.
|
|
fot. zbiory własne Anny Kacperskiej

Anna Kacperska przyznaje, że zawsze chciała robić rzeczy nietypowe, aby pokonywać swoje granice. - Jestem ciekawa doświadczania czegoś, co nie jest uznawane za normalne - mówi. - Sama sobie to wymyślam. Nie lubiłam biegać, ale z drugiej strony marzyłam o tym, żeby przebiec maraton. Zrobiłam to, więc musiałam trenować i walczyć sama z sobą - dodaje.

Tak samo było z morsowaniem. Nie lubiła zimnej wody, a jako dziecko nosiła sweter, gdy jej siostra zakładała koszulkę z krótkim rękawem. Mimo to spodobało jej się podziwianie ludzi, którzy wchodzą zimą do wody, której temperatura niekiedy wynosi poniżej 0 stopni. Chciała to zrobić. - Podzieliłam się tym marzeniem z koleżanką. Ona miała kolegę morsa, więc umówiłyśmy się z nim w Arturówku w Łodzi. To było jakieś cztery lata temu. Weszłam i zakochałam się w morsowaniu - opowiada.

Anna spędziła wtedy w wodzie 15 minut. To bardzo dużo jak na początek, bo zwykle zaczyna się od 3 do 7 minut. - Mi się tam tak szalenie podobało, że chciałam być w wodzie jak najdłużej. A potem podobało mi się jeszcze bardziej - uśmiecha się.

Zaczynał w przeręblu

Sławomir Lucjan Szczesio na co dzień jest historykiem z Uniwersytetu Łódzkiego. Po pracy jest zapalonym morsem. Jego początki nie były takie oczywiste. - Dwie koleżanki zaprosiły mnie w Boże Narodzenie, abym przyszedł na świąteczny event popatrzeć, jak morsują. To była większa akcja zorganizowana na pabianickim Lewitynie, czyli ośrodku rekreacyjnym. Bardzo chciałem zobaczyć ludzi w strojach kąpielowych w święta. Zastanawiałem się, czy z ich głowami jest wszystko w porządku - śmieje się.

- Następnym razem mój kolega Damian poprosił mnie, abym poszedł z nim nad wodę, aby go zabezpieczać. Chciał zamorsować, a jego żona była wtedy w ósmym miesiącu ciąży, więc nie chciał narażać jej na dodatkowy stres. Było wtedy -15 stopni, więc musieliśmy piłować gruby lód, aby można było tam w ogóle wejść. Powiedziałem, że mogę go z brzegu ubezpieczać, ale jeśli zacznie się topić, to ja nie wejdę do wody. Mogę co najwyżej zadzwonić po służby. Gdy skończył, na szczęście bezpiecznie, zapytał, czy jutro wejdę z nim. Zastanowiłem się i rzeczywiście przyszedłem na drugi dzień. To było sześć lat temu i tak się zaczęło. Kąpałem się wtedy w tym przeręblu zrobionym przez nas dzień wcześniej - wspomina Szczesio.

Ponad trzy godziny w 0 stopni

Anna Kacperska zajęła niedawno drugie miejsce w 1. Międzynarodowych Mistrzostwach w Morsowaniu V. Romanowski Polska 2024 w Mielnie. Spędziła w wodzie o temperaturze zero stopni aż trzy godziny i 16 minut. - Nie wiem, jak to jest możliwe. Założyłam sobie, że pojawię się na tych mistrzostwach i sprawdzę siebie. Moim celem było siedzieć w wodzie dwie godziny. Do tej pory moim sukcesem było 40 minut. Tymczasem na zawodach szło mi świetnie. Bardzo dobrze utrzymywałam temperaturę centralną swojego ciała. Dużo medytuję i możliwe, że to mój klucz do sukcesu. Silnie skupiam się na tym, co dzieje się ze mną i dzięki temu odcinam się od bodźców zewnętrznych - opowiada Anna.

Na szóstym miejscu wśród panów uplasował się Sławomir Lucjan Szczesio, który wytrzymał dwie godziny i 12 minut. - Najpierw chciałem pojechać jako suport, żeby wspierać kolegów i koleżanki. Jednak pewne wydarzenie, czyli śmierć mojego kolegi z uczelni, profesora Przemysława Waingertnera, tak mnie dotknęła, że pomyślałem, że zrobię to teraz. Nie ma co odkładać nic na później, bo nie wiem, co się wydarzy. Sprawdziłem, jaki jest najkrótszy wynik mężczyzny w tego typu zawodach. To było 27 minut, więc stwierdziłem, że tyle na pewno mi się uda - opowiada.

Zawodnicy siedzieli w specjalnych baliach po maksymalnie pięć osób. Byli podzieleni na kategorie: męską i żeńską, a dodatkowo także według współczynnika BMI. Regularnie sprawdzano temperaturę ich ciała oraz temperaturę wody. Jeśli była zbyt ciepła, część odlewano i dosypywano lodu. Przed przystąpieniem do zawodów również zostali przebadani. - Po zakończeniu zostaliśmy dosłownie wsadzeni do śpiworów i powoli nasze ciało wracało do normalności. To trwało dość długo - mówi Kacperska.

Nigdy nie mów 'nigdy'

Wiele osób zarzeka się, że 'nigdy nie wejdą do zimnej wody', a potem jednak to robią. Kluczem do morsowania, jak mówią moi rozmówcy, jest głowa. - Mi to daje spokój. W bardzo szybkim tempie odcina mnie od wszystkich problemów, od chaosu, który mam w głowie. Gdy wychodzę z wody, to czuję, że mam o połowę mniej problemów niż gdy do niej wchodziłam. Uczę się wierzyć w swoje możliwości i ufać sobie. Głowa mówi: 'wyjdź bo walczysz o przetrwanie', a ja wiem, że moje ciało może więcej niż mówi mi głowa. Wytwarza się dużo dopaminy. Nie potrzebuję używek, bo mam morsowanie. Wydaje mi się, że mam lepszą odporność dzięki temu - opowiada Kacperska.

Podobne obserwacje ma Sławomir Szczesio. - Kiedyś w okresie jesienno-zimowym miałem zazwyczaj kilkutygodniowy katar, kaszel i problemy z gardłem. Pracuję na uczelni kilkanaście lat, prowadzenie zajęć ze studentami było wtedy trudne. Tymczasem teraz nie mam takich problemów - mówi.

Poza tym na morsowanie jest teraz moda. Tworzą się specjalne grupy, które morsują i spędzają miło czas. W regionie łódzkim jest ich kilka. Po wyjściu z wody często organizują poczęstunek. Niektórzy pieką ciasta, inni przygotowują coś innego. Wiele z tych osób to również biegacze albo osoby chodzące z kijami nordic walking. W regionie łódzkim wiele osób morsuje w Arturówku albo na pabianickim Lewitynie.