Barykady z kartonu i wycięty pistolet. Ukraińskie dzieci odreagowują, bawiąc się w wojnę. "To nie musi być objaw agresji"
Ośmioletni Bogdan wie, że jego tata walczy na wojnie. Nie zna szczegółów, ale rozumie, że to ważne. Dlatego zabawa w wojnę stała się dla niego czymś zupełnie naturalnym. Są bitwy, strzelanie, budowanie barykad z kartonów. - Na początku byłam tym przerażona, ale psycholog mnie uspokoił. Syn w ten sposób odreagowuje to, co nas spotkało. Putin zabrał mu dzieciństwo, tak jak innym dzieciom - mówi mama chłopca, która - uciekając przed wojną - trafiła z dziećmi do Lublina.
Inni rodzice opowiadają m.in. o zabawie klockami. - Syn z kolegą budują z klocków czołgi, samoloty, inne pojazdy wojenne. Walczą między sobą, czasami się sprzeczają, kto jest po dobrej, a kto po złej stronie - mówi pani Ina. Chłopcy nie mają militarnych zabawek, ale sami sobie je robią. - Na przykład wycinają z papieru pistolet czy rakietę. Staram się rozmawiać z synem o wojnie. Nie mogę udawać, że wojny nie ma. Kiedy pyta, ja odpowiadam. Uspokajam, wyjaśniam, bez wdawania się w bolesne, dramatyczne szczegóły - mówi pani Ina. Przyznaje jednak, że natknięcie się w sieci na wojenne zdjęcia czy filmy nie jest trudne.
- Często rodzice czy nauczyciele mają w sobie strach przed zabawą w wojnę. Bo to wygląda tak, że dziecko wydaje się agresywne. Rodzice najczęściej nie potrafią określić, jaka zabawa jest normalna, a gdzie już jest niebezpiecznie - mówi dr Olga Tkaczuk, psycholożka, wykładowczyni jednego z ukraińskich uniwersytetów.
Przyjechała do Lublina - uciekając przed wojną - z dwoma synami.
Jeden chodzi do szkoły, drugi do przedszkola.
- Oczywiście, że moi synowie też czasami bawią się w wojnę. Sama zabawa nie jest objawem agresji. Dziecko próbuje poczuć się w tej niepewnej rzeczywistości bezpiecznie - mówi nasza rozmówczyni. Jak tłumaczy, nie można dziecku takiej zabawy zabraniać czy z tego powodu na nie krzyczeć. Jeśli nie robi krzywdy koledze, bratu czy np. ukochanemu zwierzakowi, warto taką zabawę przeczekać. Oczywiście - rozmawiając i tłumacząc. - Dzieci przez zabawę często odreagowują swoje emocje. Próbują znaleźć sposób na własny strach - tłumaczy psycholożka.
Dziecko robi sobie karabin
Zabawy w wojnę zdarzają się wszędzie tam, gdzie przebywają ukraińskie dzieci. Katarzyna Munio, która jest wolontariuszką w schronisku dla bezdomnych w Warszawie, przyznała, że widziała dzieci konstruujące karabiny. - Było mi wtedy bardzo smutno. Wydaje mi się, że to wina nas dorosłych - tu w Polsce - że trochę nie modelujemy tych zabaw - dodaje.
Ivanna Kyliuszyk z Ukraińskiego Domu w Warszawie przyznaje, że miała okazję obserwować dzieci w trakcie zabawy nawiązującej do tego, co dzieje się w Ukrainie. W czasie organizowanych dla ukraińskich mam warsztatów z gotowania, dzieci mają zajęcia w świetlicy. - Zauważyłam, jak bawią się w wojnę. Ktoś w kogoś strzelał, ktoś inny upadał. Niestety, to odbicie tego, co dzieje się w Ukrainie. Bo te wydarzenia wpływają na wszystkich. Dzieci musiały bardzo szybko dorosnąć. Zabrano im normalne dzieciństwo - mówi pani Ivanna.
Rodzice zwracają uwagę na coś jeszcze. - Na początku, po przyjeździe do Lublina mój syn malował wszystko w ciemnych barwach, na czarno. Samoloty, wybuchy, pociski, mówiąc krótko - wojnę. Pani psycholog powiedziała, by nie zabierać mu tych czarnych kredek, by dać mu wyrazić te emocje, które w nim siedziały. Jednocześnie zachęcała, by próbować odwracać jego uwagę innymi zabawami. Małymi krokami, ale się udało. Dziś, po ponad trzech miesiącach pobytu w Polsce, do rysowania używa też kredek w innych kolorach. Wiele się zmieniło. Ale potrzeba było czasu - mówi pani Tania.
Ema ma 11 lat, przyjechała do Lublina z Łucka. W rozmowie z nami przyznaje, że czasami polskie dzieci nie rozumieją, czym jest wojna. - Jeden chłopak był niemiły i bawił się w wojnę. Powiedział do mnie: 'O, Ukraina! Bach i już jej nie ma'. Powiedziałam mu, że to nie jest śmieszne, że tam umierają ludzie, bardzo dużo ludzi. I że tak mówić i bawić się nie można. Ale nie wiem, czy zrozumiał - dodaje 11-letnia Ukrainka.