,
Obserwuj
Lubelskie

Historia bez kitu. O Ukrainie w niecałe 17 minut. Lubelscy naukowcy w nowym projekcie

4 min. czytania
16.10.2022 07:30
"Dlaczego Ukraina padła ofiarą agresji ze strony Rosji?" - to pytanie stawiane przez lubelskich historyków w filmie, który powstał w ramach inicjatywy "Historia bez kitu". Projekt jest odpowiedzią na nowy przedmiot historia i teraźniejszość oraz kontrowersyjny podręcznik autorstwa prof. Wojciecha Roszkowskiego.
|
|
fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl

- Wiedza Polaków o dziejach Ukrainy, naszego wschodniego sąsiada, nie wykracza zazwyczaj poza bolesne epizody w stosunkach polsko-ukraińskich - mówią twórcy filmu zatytułowanego 'Brama Europy. Ukraina między Wschodem i Zachodem', który jest dostępny TUTAJ. - Powinniśmy lepiej poznać historię ukraińskich wysiłków niepodległościowych nie tylko dlatego, żeby zrozumieć, skąd wziął się masowy opór Ukraińców w reakcji na agresję rosyjską, ale także dlatego, że jest to opowieść o ludziach, którzy żyją w naszym bliskim sąsiedztwie - dodają nasi rozmówcy.

W filmie historię Ukrainy opowiada m.in. dr Roman Romantsov, pochodzący z Ukrainy historyk, pracownik Pracowni Instytutu Europy Środkowo-Wschodniej im. Jerzego Kłoczowskiego, która jest częścią lubelskiego Ośrodka 'Brama Grodzka - Teatr NN'. - To jest króciutki film, przygotowany z myślą o młodzieży, choć oczywiście nie tylko. Wiemy, że godzinnego filmu nikt by raczej nie oglądał. Dziś film, który ma zainteresować młodych, musi być krótki. Co nie było łatwe - przyznaje historyk.

Historycy i edukatorzy z Lublina postanowili stworzyć alternatywę dla historii i teraźniejszości, by pomóc nauczycielom, uczniom, ale też rodzicom poradzić sobie z nowym przedmiotem. By nie uczono na nim propagandy, ale dawano młodzieży pole do historycznych sporów i dyskusji. Powstają więc gotowe scenariusze lekcji, a także krótkie filmy (np. rozmowy z historykami), które można wykorzystać podczas zajęć.

Skąd pomysł na film o historii Ukrainy?

- Zdecydowała o tym dziejąca się na naszych oczach historia, czyli rosyjska agresja na Ukrainę i fala uchodźców wojennych, która pojawiła się w Polsce - mówi dr Sławomir Poleszak z Pracowni Instytutu Europy Środkowo-Wschodniej i Instytutu Studiów Politycznych PAN, a jednocześnie redaktor naczelny portalu ohistorie.eu.

- Jednocześnie przyświecała nam świadomość, że wiedza Polaków o historii Ukrainy jest minimalna. Że ogranicza się do kilku haseł, a główne z nich jest takie, że Ukraińcy to bojownicy UPA, którzy odpowiadają za rzeź Polaków na Wołyniu. Tymczasem historia Ukrainy jest niesamowicie długa, ciekawa i fascynująca. Ważne, by Polacy mieli możliwość - w ciągu tych kilkunastu minut - wysłuchać opowieści o tej tysiącletniej historii - tłumaczy Sławomir Poleszak. I dodaje, że to film przygotowany z myślą o uczniach, ale też wszystkich tych, którzy goszczą u siebie ukraińskich uchodźców i chcą poznać ich przeszłość.

Dr Roman Romantsov nie kryje, że najtrudniej było dokonanie wyboru, co ma się znaleźć w filmie, a co należy pominąć, ze względu na ścisłe ramy czasowe. - Wszystko by się po prostu nie zmieściło. Dyskutowaliśmy wspólnie, co zostawiamy, a co nie. Przygotowałem większy scenariusz, ale 30-40 procent z tego trzeba było wyrzucić - tłumaczy. Jak dodaje, pracował nad tym wspólnie z polskimi historykami. Chodziło o to, by opowieść była jak najbardziej treściwa, ciekawa, obiektywna i prawdziwa. - Nie patrzyłem na to przez pryzmat nowego przedmiotu HiT, ani przez pryzmat polityki czy ministra Czarnka. Chciałem, by ten film opowiadał o historii, tak jak ja to widzę. To jest - można byłoby powiedzieć - ciekawy produkt współpracy między historykami, którzy przyjechali z Ukrainy a polskimi badaczami - tłumaczy współautor.

Gdy pytamy, co - z perspektywy scenariusza - było najtrudniejsze, słyszymy, że XX wiek, II wojna światowa i stosunki polsko-ukraińskie. - Nie możemy tego wykreślić z historii i pozbyć się. Trzeba to "przepracować", choć nie przepadam za tym słowem. Ale warto to opisywać, tak mi się wydaje. Historyk jest jak lekarz - nie może być emocjonalnie przywiązany do tego, o czym opowiada. Było tak jak było, opowiadają o tym źródła. I tyle - tłumaczy dr Romanstov.

Film opowiada o korzeniach ukraińskiej państwowości, które sięgają IX wieku. Wówczas plemiona wschodniosłowiańskie i Waregowie pochodzenia normańskiego utworzyli organizację państwową pod nazwą Ruś Kijowska, która w X wieku przyjęła chrześcijaństwo. Rozwój Rusi zahamował najazd Mongołów, a ona sama znalazła się na peryferiach Europy. Autorzy filmu opowiadają, że obecne ziemie ukraińskie na przestrzeni wieków wchodziły w skład różnych struktur państwowych.

W XIV wieku znalazły się w granicach Wielkiego Księstwa Litewskiego i Królestwa Polskiego, a po Unii Lubelskiej - w Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Z kolei w wyniku rozejmu w Andruszowie w 1667 r. Ukraina została podzielona pomiędzy Rzeczpospolitą a Rosję. Natomiast po rozbiorach Polski w końcu XVIII wieku ziemie Ukrainy weszły także w skład Cesarstwa Austriackiego.

Film to także m.in. opowieść o Wielkim Głodzie i o tym, że po wybuchu II wojny światowej ukraińscy nacjonaliści podjęli współpracę z Niemcami.

Najbardziej radykalni chcieli państwa jednolitego etnicznie, dlatego w latach 1943–1945 przeprowadzili czystki etniczne na Wołyniu i w Galicji Wschodniej, w których wyniku zamordowali do 100 tys. Polaków. W odwecie z rąk polskich partyzantów zginęło kilkanaście tysięcy Ukraińców. To najbardziej bolesna karta historii w relacjach polsko-ukraińskich" -

czytamy na portalu ohistorie.eu.