Pół tysiąca traktorów zjechało na Lubelszczyznę. "Zboże leży, kukurydza leży. Sytuacja jest podbramkowa"
Do Czerniczyna pod Hrubieszowem zjechali rolnicy z Lubelszczyzny i Podkarpacia, ale też z innych części Polski. Jak mówili, czują się oszukani przez rząd i ministra rolnictwa. Po okrągłym stole, który odbył się w zeszłym tygodniu, miała się poprawić sytuacja na rynku zbóż. Jak twierdzą, tak się nie stało.
Na protest przyjechał m.in. pan Piotr z Podkarpacia, z powiatu przemyskiego. - Mam zboże zalegające w magazynach i ze względu na niskie ceny nie mogę tego sprzedać, bo to nie zrekompensuje kosztów, które poniosłem. Mam jeszcze kilkaset ton zboża. Gdybym sprzedał po obecnej cenie - 700 złotych za tonę - okaże się, że muszę do tego dołożyć. Musimy walczyć, bo sytuacja jest fatalna - mówił.
Fot. profil Stowarzyszenia 'Oszukana Wieś' na Facebooku
W podobnym tonie wypowiadał się też pan Jan spod Chełma. Przekonywał, że sytuacja w jego gospodarstwie jest podbramkowa. - Zboże leży, kukurydza leży. Ceny niskie. Nikt nie chce tego kupić. Mam nadzieję, że te protesty coś dadzą - rozkłada ręce. I dodał: 'Zboże dalej napływa z Ukrainy, a władza nie robi nic, by to zmienić. Na obietnicach się kończy'. - Rolnik jest twardszy jak stonka ziemniaczana. Jakoś na pewno przetrwa, ale ile można znosić takie upokorzenia? - pytał retorycznie.
- Gdzie mamy szukać pieniędzy na kredyty czy na obsługę gospodarstwa? Nie mówię już o jakimś zysku, ale nam też coś się należy, za coś musimy żyć - wtórował mu Piotr, rolnik z Lubelszczyzny.
Lider protestujących - Wiesław Gryn ze stowarzyszenia Oszukana Wieś - podkreślał, że rolnicy mają konkretne postulaty.
- Po pierwsze, zatrzymanie importu na czas rozładowania sytuacji w Polsce. Po drugie, intensywny eksport, by do żniw opróżnić polskie magazyny, obojętne w jaki sposób. Trzecia sprawa to ujawnienie całego procederu, bo ktoś musi odpowiedzieć za to, co od wielu miesięcy dzieje się na rynku zboża w Polsce - wyliczał.
Fot. Anna Gmiterek-Zabłocka/ Radio TOK FM
Protest rolników przebiegał spokojnie, nie było blokad dróg czy innych aktywnych form strajku. Protestujący ograniczyli się do półtoragodzinnej pikiety, od czasu do czasu słychać było trąbki i gwizdki.
Rolnicy dowodzili, że zboże, które jest w magazynach, a którego nikt za granicą nie chce, można byłoby przeznaczyć na biopaliwa. - Trudno. Jak nie ma wyjścia, to nie ma. Żniwa coraz bliżej, a my mamy jeszcze w swoich magazynach zboże z poprzednich zbiorów. Tak nie może być - argumentowali.
Fot. Anna Gmiterek-Zabłocka/ Radio TOK FM
Na proteście pojawili się też rolnicy, którzy swoje zboże zdołali sprzedać, ale nie wiedzą, co będzie dalej. - Czekamy na rozwiązania systemowe. Liczba rolników, którzy tu dziś przyjechali, pokazuje, że wieś się budzi. Rolnicy rozumieją, że jest bardzo źle, a może być gorzej - powiedział TOK FM pan Marek z gminy Grabowiec na Lubelszczyźnie.
- Ja już liczyłem, jak będzie ze zbożem w tym roku i wiem, że nie wyjdę na zero. Raczej będzie na minusie. Jestem na proteście, bo na polskiej wsi musi się polepszyć - podkreślał z kolei Jacek spod Zamościa.
Problem z ukraińskim zbożem w Polsce jest ogromny. Jak przyznał w rozmowie z nami wojewoda lubelski Lech Sprawka, zdecydowana większość zboża, które trafia do Polski z Ukrainy, już przy wjeździe nie jest deklarowana jako tranzyt. Dzieje się tak, choć ukraińskie ziarno miało jechać przez nasz kraj jedynie tranzytem w ramach korytarza solidarnościowego. Mimo to tylko w tym roku przez przejścia graniczne na Lubelszczyźnie wjechało 800 tys. ton, z czego zaledwie 4 tys. ton pojechało do krajów trzecich, poza Unię Europejską.
Minister Rolnictwa Henryk Kowalczyk przekonuje, że 'porozumienie w sprawie zbóż z organizacjami rolniczymi jest kontynuowane, realizowane i na pewno nie zostało zerwane przez Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi'.
– To jest absolutna nieprawda, że eksport jest wzmożony. Właśnie ta wzmożona kontrola powoduje, że są dużo większe kolejki i mniejszy przepływ zboża przez granicę. To, że jakiś samochód przejedzie przez granicę, nie oznacza większej ilości. Jest to więc absolutnie nieprawda. Myślę, że tutaj jest to wykorzystywane politycznie, tylko i wyłącznie w sensie takim, że porozumienie jest zerwane – podkreślił wicepremier, odpowiadając na głosy samych rolników.