"Chłopy! My wiemy, że jak trzeba coś zrobić, to się rano wstaje, a oni w tym rządzie są rozleniwieni"
Hrubieszów został wybrany nieprzypadkowo na miejsce protestu. To tutaj - codziennie, od wielu miesięcy - przyjeżdżają z Ukrainy pociągi ze zbożem. To tu odbywa się odprawa graniczna. Rolnicy chcieli zablokować tory, by nie przepuszczać ukraińskich transportów, ale policja - wspólnie ze Strażą Graniczną - im to skutecznie uniemożliwiła.
W nocy działacze Agrounii chcieli zbliżyć się do rogatek kolejowych, by nagrać przejeżdżający pociąg, ale - jak mówi organizatorka protestu Magdalena Zawiślak - policjanci zagrodzili im drogę. - Zakazują nam podejścia do rogatek, mimo że zgłosiliśmy nasz protest oficjalnie i mamy na to zgodę. Nawet jeszcze kilkaset metrów za rogatkami mamy prawo protestować, ale oni nam cały czas zakazują. W jakim my kraju żyjemy? - pyta pani Magda.
Protest trwa od środy i ma potrwać siedem dni - na tyle jest zgłoszony w Urzędzie Miasta. Działacze Agrounii zapowiadają jednak, że jeśli trzeba będzie, zostaną w Hrubieszowie dłużej. Zmieniają się co kilka bądź kilkanaście godzin, mają rozpisane dyżury. Jedni w ciągu dnia wracają do domów, by móc wyjechać w pole i podjąć wiosenne prace w rolnictwie, a w nocy przyjeżdżają na dyżur. Inni są na proteście w ciągu dnia, by w nocy wrócić i odpocząć.
"Czeka nas wielki kryzys"
W nocy ze środy na czwartek do protestujących dojechała grupa rolników z Małopolski, a nad ranem pojawili się też działacze Agrounii spod Poznania. - Przyjechaliśmy 650 kilometrów. Skończyliśmy wczoraj wieczorem prace w naszych gospodarstwach, wsiedliśmy w samochód i przyjechaliśmy, bo problem importu zbóż dotyczy rolników z całej Polski - przekonuje Filip Pawlik, reprezentujący wielkopolskich rolników.
Zdaniem Michała Kołodziejczaka, lidera Agrounii, kluczowe jest przywrócenie ceł na zboża i inne produkty rolne. Bez tego, jak mówi, kryzysu nie da się rozwiązać. - Minister rolnictwa Robert Telus już powinien wysłać wniosek do Brukseli o przywrócenie ceł, ale wciąż tego nie zrobił. Na co czeka? - pytają rolnicy.
- Chłopy, przecież wszyscy wiemy, że jak trzeba coś zrobić, to się rano wstaje i do pierwszego śniadania jest to zrobione, a oni w rządzie są rozleniwieni. My już w styczniu prosiliśmy ministra Henryka Kowalczyka, by wysłał wniosek w sprawie przywrócenia ceł do Komisji Europejskiej. Ten człowiek kłamał, powiedział, że pojedzie, że złoży ten wniosek, że namówi do tego inne kraje. Mówił to samo, co dziś mówi nowy minister Robert Telus. A co poza mówieniem? Nic - grzmi Kołodziejczak.
"Jesteśmy naprawdę na skraju bankructwa"
W Hrubieszowie jest kilkadziesiąt osób i traktory. Policja cały czas ich pilnuje, by nie weszli na tory. Rolnicy mówią, że żadne zapowiedziane czasowe wstrzymanie transportów zboża do Polski nic nie da. Podkreślają, że jedynie cła mogą zmienić sytuację. Boją się, że to samo, co obecnie mamy na rynku zbóż, zaraz będzie dotyczyć też warzyw, owoców i kurczaków z Ukrainy.
- Dziś w nocy, w te okolice, przyjechało sześć tirów z mrożonymi truskawkami z Ukrainy. I to są też produkty, które powodują nadwyżkę produktów rolno-spożywczych w Polsce z powodu zniesienia cła dla Ukrainy. Dla nas kluczowe jest dziś patrzenie do przodu. Co będzie w nadchodzące żniwa? Czy my je przetrwamy? Czy nasze gospodarstwa będą dalej funkcjonować? - pyta lider Agrounii.
- My nie mamy za co obecnie inwestować. Wszystko leży, zboże w magazynach. My jesteśmy naprawdę na skraju bankructwa - mówi Magdalena Zawiślak, rolniczka która prowadzi rodzinne gospodarstwo i ma wciąż niesprzedane ponad 50 ton zboża. - Gdy chcieliśmy to sprzedać, to nie było gdzie. Teraz zdarza się, że jest gdzie, ale cena jest taka, że my nawet nie wyjdziemy na zero - dodaje.
- Najważniejsza rzecz to zablokowanie zboża, które jest przywożone do Polski oraz wyeksportowanie tego, które w naszym kraju zalega, czyli około 4 mln ton - powiedział w czwartek minister rolnictwa Robert Telus. Po raz kolejny wyraził też nadzieję, że w piątek zostanie podpisane porozumienie ze stroną ukraińską i że zboże z Ukrainy przestanie jechać do Polski. - To są mrzonki, nie wierzymy w te obietnice. Zboże cały czas jedzie - odpowiadają rolnicy.