,
Obserwuj
Lubelskie

Medycyna na KUL. Zaczyna się konkurencja o przyszłych studentów. "Nie oszukujmy się, musimy walczyć"

4 min. czytania
02.05.2023 09:00
W Lublinie od października będą dwa kierunki medyczne. Przyszłych lekarzy, oprócz Uniwersytetu Medycznego, kształcić będzie też Katolicki Uniwersytet Lubelski. - Nie oszukujmy się, musimy walczyć o każdego studenta. Władze rektorskie tego nie przyznają, ale to, że tworzy się medycynę na KUL, wcale nas nie cieszy - słyszymy od jednego z wykładowców.
|
|
fot. KRZYSZTOF MAZUR

Od października 2023 roku na KUL rusza kierunek lekarski. Uniwersytet nie ma w tym doświadczenia, ale uczelnia podpisała szereg umów o współpracy. Dzięki temu, jak czytamy na stronie KUL, studenci medycyny odbywać będą praktyki zawodowe m.in. w Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej, Instytucie Medycyny Wsi, Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym, Wojskowym Szpitalu Klinicznym, Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym przy Alei Kraśnickiej czy w szpitalu w Puławach.

Początkowo na KUL ma być 60 studentów medycyny, docelowo - 120. Uczelnia nie ma na razie prosektorium, w którym przyszli medycy mają się uczyć anatomii. Nie jest wykluczone, że taki obiekt jednak powstanie. KUL opublikował też kilka miesięcy temu program zajęć. Obok takich przedmiotów jak anatomia, fizjologia czy mikrobiologia znalazły się też inne, jak 'Biblia', 'antropologia rodziny' czy 'profesjonalizm i duchowość w medycynie'.

Konkurencja dla Uniwersytetu Medycznego

KUL to druga uczelnia w Lublinie, która ma kształcić lekarzy. Pierwszą, która zajmuje się tym od wielu już lat, jest Uniwersytet Medyczny. Powstanie nowego kierunku może być dla niego konkurencją. Stąd m.in. pomysł na nowe projekty na tej uczelni.

1 czerwca ruszy rekrutacja na kierunki Terapia zajęciowa oraz Produkty farmaceutyczne i kosmetyczne - nauka i przemysł. Na obu będzie po 30 miejsc.

- Uczelnia precyzyjnie analizuje sytuację na rynku pracy. Dysponując rozbudowaną bazą kliniczną, widzi też, jak duże jest zapotrzebowanie na specjalistów. Nowe kierunki są odpowiedzią na te potrzeby - mówił w trakcie konferencji prasowej prof. Kamil Torres, prorektor Uniwersytetu Medycznego w Lublinie. - Opieramy wszystkie nasze projekty o filozofię edukacyjną, która się nazywa: 'Dostosowanie programu studiów do zadań funkcjonalnych'. Staramy się uczyć tych treści, z którymi nasi absolwenci rzeczywiście się zetkną. Jesteśmy w stanie szybko reagować i dostosowywać się do potrzeb rynku pracy - stwierdził prorektor do spraw kształcenia i dydaktyki.

Kierunek Terapia zajęciowa powstaje na Wydziale Nauk o Zdrowiu. Ma przygotowywać przyszłych absolwentów do pracy z osobami w różnym wieku, wymagającymi fachowego wsparcia terapeutycznego. Chodzi o pracę m.in. z osobami w spektrum autyzmu, z seniorami czy osobami niepełnosprawnymi intelektualnie.

- Zanim rozpoczęliśmy prace nad programem na tym kierunku, wystosowaliśmy pisma do różnych placówek - oświatowych, terapeutycznych i szpitalnych - z prośbą o zaopiniowanie samego pomysłu. Większość odpowiedziała bardzo pozytywnie. Niektórzy od razu zadeklarowali chęć zaproszenia przyszłych absolwentów na rozmowy kwalifikacyjne - stwierdziła dr Anna Kozak, koordynatorka kierunku. Absolwent Terapii zajęciowej ma potrafić pracować z grupą, ale też indywidualnie z konkretnym pacjentem.

Dr Kozak podkreśla, że program przewiduje bardzo szeroką grupę odbiorców. - Jest m.in. duży moduł poświęcony terapii zajęciowej w pediatrii, czyli w wieku rozwojowym. Moduł poświęcony pracy terapeuty zajęciowego z osobami z problemami neurologicznymi czy w wieku geriatrycznym. Jest też choćby moduł poświęcony terapii zajęciowej w psychiatrii - dodaje koordynatorka.

'Musimy walczyć o każdego studenta'

Jak podkreśla prorektor prof. Kamil Torres, tworząc nowy kierunek, uniwersytet podchodzi kompleksowo do opieki nad pacjentem. - Ja dzisiaj nie wyobrażam sobie środowiska pracy bez wielu przedstawicieli zawodów medycznych. Myślę, że za kilka lat nie będziemy sobie jako lekarze wyobrażać pracy bez współdziałania z terapią zajęciową czy specjalistami w zakresie produktów farmaceutycznych - dodaje profesor.

Rektor podkreśla, że ma nadzieję, że - w obliczu tworzenia kierunku medycznego na KUL - Uniwersytet Medyczny na tym nie straci. - Nie przewidujemy zmniejszenia liczby miejsc na poszczególnych kierunkach, wręcz przeciwnie - liczba ta zostaje na dotychczasowym poziomie - mówi Torres.

- Nie oszukujmy się, musimy walczyć o każdego studenta. Władze rektorskie tego nie przyznają, ale to, że tworzy się medycynę na KUL, wcale nas nie cieszy. Bo wiemy, że to uczelnia, która nie ma w tym zakresie doświadczenia, nie ma bazy. Samo podpisanie umów ze szpitalami to - w mojej ocenie - za mało. Bo w szpitalach są lekarze praktycy, a rzadko - są to akademicy, którzy potrafią przekazywać swoją wiedzę kolejnym pokoleniom. Ale cóż. Takie mamy czasy, że idzie się na ilość, a niekoniecznie na jakość - mówi jeden z profesorów Uniwersytetu Medycznego (chce pozostać anonimowy).

Coraz więcej uczelni chce kształcić medyków

Coraz więcej uczelni - nie tylko stricte medycznych - w Polsce zaczyna kształcić lekarzy. Chociaż - jak alarmują eksperci - nie ma odpowiedniej liczby wykładowców, a baza pozostawia jeszcze wiele do życzenia, to studia na kierunku lekarskim ruszają. Część z nich nie ma nawet pozytywnej opinii Polskiej Komisji Akredytacyjnej. Ostatnio taka sytuacja dotyczyła kierunku lekarskiego w Radomiu. Wtedy sprawa trafia do ministra edukacji, a ten może (ale nie musi) taki kierunek wygasić. Jeśli tego nie zrobi, studenci dalej się uczą.

Zdaniem prezesa Naczelnej Rady Lekarskiej Łukasza Jankowskiego, rząd nie ma strategii i nie wie, ilu lekarzy będzie w Polsce potrzebnych za 5 czy 10 lat. - Na problem związany z brakiem lekarzy rządzący znaleźli prostą receptę: wyprodukować jak najwięcej studentów medycyny - powiedział Łukasz Jankowski w TOK FM. Jak dodał, nie tędy droga. W jego ocenie, trzeba przede wszystkim stawiać na jakość kształcenia, a nie na ilość. - W dokumentach rządowych próżno szukać strategii na rozwój sektora kadr medycznych. Ale nie chodzi przecież o powstawanie jak grzyby po deszczu uczelni z negatywną jakością kształcenia - tłumaczył dr Jankowski.