,
Obserwuj
Lubelskie

"Genderowa nauczycielka". Fundacja Kai Godek uderza w popularną anglistkę

3 min. czytania
12.05.2023 09:00
Fundacja "Życie i Rodzina" Kai Godek rozesłała do odbiorców swojego newslettera list, w którym pisze o "genderowej nauczycielce" z lubelskiego liceum. - Poziom manipulacji jest w tym liście niebywały - odpowiada Ewa Leonowicz, anglistka, której dotyczy pismo.
|
|
fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl

List, który fundacja rozesłała do odbiorców swojego newslettera, w tym do księży, trafił m.in. do pana Grzegorza, słuchacza TOK FM i to on poinformował nas o sprawie. - Zdębiałem - stwierdził krótko. Jak relacjonował, e-mail zawierał nagłówek: "Wielebny Księże, Drogi Obrońco Życia Dzieci". W wiadomości, jak mówi, znajdowało się zdjęcie nauczycielki Ewy Leonowicz - anglistki z II Liceum Ogólnokształcącego w Lublinie. Pod nim widniał tekst, że nauczycielka "do pracy przychodzi bez stanika i informuje o tym swoje otoczenie".

"Popiera LGBT. Dzielnie stawiała się w Radiu TOK FM i ogłaszała, że wobec uczniów, którym wydaje się, że są innej płci, stosuje imiona i zaimki zgodne z deklaracjami, a nie z tym, kim faktycznie jej podopieczni są. Czyli genderuje dzieciaki" - czytamy w liście. Jest w nim mowa również o rzekomym "sukcesie" Fundacji Życie i Rodzina i o tym, że nauczycielka - po pikietach tej organizacji przed szkołą - miała zostać "odsunięta od bezpośredniego kontaktu z nastolatkami".

Wywiad w TOK FM, do którego odnoszą się przedstawiciele fundacji Kai Godek, jest z października ubiegłego roku. Leonowicz, a także inni nauczyciele II LO, opowiadali w nim, jak powinno się traktować transpłciowych uczniów. Podkreślali, że jeśli uczeń prosi, by nazywać go Adą, bo tak czuje, oni to szanują. Po tej rozmowie przed wejściem do II LO regularnie odbywały się pikiety organizowane przez Fundację Życie i Rodzina. Ich uczestnicy mieli ze sobą transfobiczne hasła.

Fundacja Kai Godek znów pikietowała przed liceum. 'Jestem zdruzgotana, że miasto na to pozwala'

"To oczywiste kłamstwa"

Ewa Leonowicz - pytana przez nas o nowy list rozesłany przez fundację, mówi stanowczo: "Co do tego, czy i jaką bieliznę noszę, nie mam zamiaru się wypowiadać. To moja prywatna sprawa, tak samo jak jest to prywatną sprawą każdej mojej uczennicy".

- Natomiast co do rzekomego odsunięcia mnie od pracy z młodzieżą, to oczywiste kłamstwo. Odsunięcie mnie od obowiązków oznaczałoby jakąś procedurę dyscyplinarną, której zostałam poddana, a nic takiego nie miało miejsca. Rzeczywiście przebywam na dłuższym zwolnieniu lekarskim, ale jego przyczyna nie ma nic wspólnego z Fundacją Życie i Rodzina - mówi TOK FM Leonowicz.

Jak dodaje, nigdy nie żałowała i nie żałuje, że udzieliła wywiadu Radiu TOK FM, by okazać wsparcie dla transpłciowych uczniów i uczennic. Tłumaczy, że zawsze promowała i promuje wartości związane z tym, by szanować każdego człowieka, niezależnie od jego pochodzenia, wyznania czy orientacji albo tożsamości płciowej. - I swoich zasad nie zmieniam - podkreśla.

W liście fundacji można też przeczytać, ile zła wyrządzają dzieciom nauczyciele tacy jak Ewa Leonowicz. "Genderowanie to wstęp do tranzycji, czyli procedur 'zmiany płci'. Procedury te trwale okaleczają młodych ludzi, odbierają możliwość posiadania w przyszłości dzieci, powodują niemożliwe do usunięcia dysfunkcje organizmu. Jeśli ideologię LGBT sprzedaje nauczyciel uczniom, to mamy do czynienia z wykorzystaniem stosunku podległości" - przekonuje fundacja.

- Poziom manipulacji jest w tym liście niebywały. Jak zobaczyłam, co zostało tam napisane, nie byłam tym szczególnie zaskoczona, co nie znaczy, że list nie godzi w moje dobra, bo jest w dużej części kłamstwem. Są tam też sformułowania, których nie rozumiem. Piszą, że jestem "genderową nauczycielką". Okej, nie mam problemu ze słowem "gender", ale nie wiem, co to oznacza - mówi Leonowicz.

Afera ze stanikami

II Liceum Ogólnokształcące im. Jana Zamoyskiego w Lublinie to - według rankingów - jedna z najlepszych szkół w mieście. Od wielu lat uznawana też za najbardziej tolerancyjną placówkę edukacyjną. Ostatnio o LO zrobiło się jednak głośno z innego powodu. W ubiegłym roku szkolnym młodzież była na wycieczce. Uczennice miały na niej usłyszeć od opiekunów, że nie powinny chodzić bez staników. Gdy wróciły z wyjazdu, opowiedziały o tym anglistce - właśnie Ewie Leonowicz, która stanęła w ich obronie i zgłosiła sprawę dyrektorce. To spowodowało szereg kolejnych wydarzeń w ramach tzw. afery stanikowej. Opisywaliśmy wszystko TUTAJ.