,
Obserwuj
Lubelskie

Adwokat wnioskował o wyłączenie sędziego. Ten poinformował o sprawie samego ministra. "Nie mogę milczeć"

4 min. czytania
16.05.2023 18:35
- To, co zrobił sędzia, jest dla mnie niebywałe. Skierował do polityka pismo, w którym zgłasza zastrzeżenia do normalnych czynności - mówi Krzysztof Sokołowski, który w jednej ze spraw wnioskował o wyłączenie lubelskiego sędziego Piotra Telusiewicza. Miał wątpliwości co do jego powołania. W efekcie wszczęto wobec niego postępowanie dyscyplinarne. Prawnik sprawę nagłaśnia, bo sędzia Telusiewicz jest kandydatem do Sądu Najwyższego.
|
|
fot. Sędzia. Zdjęcie ilustracyjne, Łukasz Cynalewski / Agencja Wyborcza.pl

Piotr Telusiewicz z sądu w Lublinie jest obecnie na delegacji w Gdańsku. Do Sądu Okręgowego został powołany już za czasów nowej, upolitycznionej Krajowej Rady Sądownictwa - to ważne w kontekście całej historii.

W 2019 roku sędzia orzekał w jednej z wielu spraw o zapłatę. Mecenas Krzysztof Sokołowski, który reprezentował stronę tego postępowania, złożył wtedy tzw. zastrzeżenie o uchybieniu procesowym. - To jest taki środek prawny, który służy temu, by sąd zastanowił się, czy przypadkiem nie popełnia błędu. Błąd, który ja wskazywałem, polegał na wadliwym powołaniu sędziego Piotra Telusiewicza - relacjonuje w TOK FM mecenas Sokołowski. Jak dodaje, chodziło o podejrzenie, że sąd jest wadliwie obsadzony, przez tzw. neo-KRS i dlatego sędzia powinien się wyłączyć. Prawnik powoływał się wtedy m.in. na wyroki TSUE.

Sędzia doniósł na adwokata?

- Po sześciu miesiącach od rozprawy zostałem zaskoczony. Otrzymałem pismo od rzecznika dyscyplinarnego Izby Adwokackiej w Lublinie o wszczęciu postępowanie dyscyplinarnego wobec mnie, na polecenie sekretarza stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości Sebastiana Kalety. Załącznikiem do tego pisma było pismo sędziego Piotra Telusiewicza, które skierował bezpośrednio do ministra. Nie załączył go do akt sprawy, więc o nim nie wiedziałem - opowiada Sokołowski.

- W piśmie tym pan sędzia Telusiewicz zrelacjonował cały przebieg rozprawy o zapłatę, złożone przeze mnie wnioski i na końcu zawarł deklarację, że się z tej sprawy nie wyłączy - relacjonuje dalej. I dodaje, że pismo przedstawiciela władzy sądowniczej do przedstawiciela władzy wykonawczej odbiera jako deklarację lojalności wobec ministra. - Jest to też, według mnie, forma donosu sędziego na mnie. Tak to odebrałem - kwituje.

'To niewyobrażalne'

Adwokat zwraca też uwagę, że w tym samym czasie, gdy sędzia napisał do ministra, prokurator krajowy Bogdan Święczkowski zaapelował do prokuratorów w całym kraju, by informowali go o wszystkich wnioskach składanych przez adwokatów o wyłączenie sędziego.

- Pan sędzia Piotr Telusiewicz chyba poczuł się adresatem tego wezwania, tak to interpretuję. To, co zrobił, jest dla mnie niebywałe. Skierował do polityka pismo, w którym zgłasza zastrzeżenia do normalnych czynności podejmowanych przez pełnomocnika, czyli mnie, w procesie o zapłatę. To niewyobrażalne - nie kryje oburzenia Sokołowski. - To oznacza niezrozumienie roli, jaką powinien pełnić sędzia w wymiarze sprawiedliwości - dziwi się dalej nasz rozmówca.

Ostatecznie wobec Sokołowskiego wszczęte zostało postępowanie dyscyplinarne, które zakończyło się umorzeniem. Uznano, że mecenas nie popełnił żadnego deliktu dyscyplinarnego. - W postanowieniu podkreślono, że zwracałem się do pana sędziego z należytym szacunkiem i taktem, i trudno mówić w tej sprawie o jakimkolwiek działaniu, które by uzasadniało takie postępowanie - wspomina.

Do tej pory sprawy nie nagłaśniał, bo - jak mówi - był przekonany, że cała akcja miała wywołać na adwokatach efekt mrożący. Teraz zdecydował się o tym opowiedzieć, gdy dowiedział się, że sędzia Piotr Telusiewicz jest kandydatem do Sądu Najwyższego.

Sam sędzia - co wynika z akt sprawy - tłumaczył potem, że wystosował pismo do ministra, bo mecenas w swoim wniosku o wyłączenie go użył słowa 'groźba'. - Ale nie dodał, że słowo to zostało użyte w szerszym kontekście, w sformułowaniu 'groźba nieważności postępowania'. Nie było tam absolutnie mowy o tym, że kieruję wobec kogokolwiek jakąkolwiek groźbę - dziwi się Sokołowski.

W związku z konkursem do Sądu Najwyższego, mecenas wystosował pismo do neo-KRS. Opisał w nim całą sytuację. Jak wskazał, chciał przekazać 'istotne informacje dla oceny predyspozycji kandydata do pełnienia urzędu sędziego Sadu Najwyższego''. - Zdaję sobie sprawę, że moje pismo może wywołać skutek odwrotny, bo wiem, że KRS jest upolityczniona, ale uznałem, że nie mogę milczeć - mówi nam Sokołowski.

Piotr Telusiewicz pracuje na Wydziale Prawa, Prawa Kanonicznego i Administracji KUL. Interesuje się kwestią rodziny w polskim prawie i broni jej pozycji. W trakcie przesłuchań przed neo-KRS mówił m.in. o tym, że jest twórcą ustawy o ochronie życia dziecka poczętego. - Projekt ten jednak nie był przeze mnie nigdy publikowany. Został przedłożony tzw. odpowiednim osobom, które miały decydować o tym, czy będzie na pewnym etapie podany do publicznej wiadomości. Jednak orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego dotyczące właśnie ochrony życia dziecka poczętego przyblokowało te prace - mówił kandydat na posiedzeniu Krajowej Rady Sądownictwa.

Piotr Telusiewicz przez ostatnie lata pracował w Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury.

Konkurs na stanowiska sędziów Sądu Najwyższego trwa. Kilka dni temu rozpoczęło się publiczne wysłuchanie kandydatów, a 18 maja ma się odbyć głosowanie. Jak wskazuje OKO.press, te nominacje spowodują, że tzw. neosędziowie (awansowani przez neo-KRS) opanują Izbę Cywilną. Już dziś jest w niej 15 takich sędziów.

Mecenas Krzysztof Sokołowski mówi nam, że jego pismo do neo-KRS to 'forma krzyku'. - Jest to krzyk o to, aby ocalić ten Sąd Najwyższy po to, aby społeczeństwo dostrzegło, że politycy tworzą nam tutaj jakąś kolejną wydmuszkę, która nie będzie spełniać swoich racji. Bo Sąd Najwyższy to jedyny - ostatni już, być może - bastion chroniący obywatela przed nadużyciami władzy - podsumowuje.

Poprosiliśmy sędziego Piotra Telusiewicza o rozmowę na temat całej sprawy i jego kandydowania do Sądu Najwyższego. 'Dziękuję za kontakt i propozycję. Nie udzielam wywiadów (zarówno jako sędzia, jak i pracownik naukowy). Moje wcześniejsze wypowiedzi do mediów, które można jeszcze wyszukać w internecie, wynikały z pełnionych funkcji sądowych i odbywały się na jedynie za zgodą prezesa sądu, w którym w tym czasie pracowałem' - odpisał nam pan sędzia.