Tworzą wirtualnego asystenta do udzielania pierwszej pomocy. "Nie należy się tego bać"
- To jest wyjście naprzeciw idei promowania ratownictwa obywatelskiego. Jeśli ludzie dowiedzą się z aplikacji, jak udzielić pierwszej pomocy i wykonać poszczególne kroki, to być może nawet w sytuacji stresowej będą wiedzieli, jak działać i uratują komuś życie - mówi Rafał Garbacz, przedsiębiorca i współtwórca startupu utter.one, który stworzył aplikację RescueBot.
Nie kryje, że bardzo mu na tej inicjatywie zależało, bo sam jest kwalifikowanym ratownikiem pierwszej pomocy. - Od samego początku [przy aplikacji] współpracujemy z Centrum Ratownictwa i z osobami, które uczą ratowania życia w sytuacjach pozorowanych - opowiada gość TOK FM. - Oni czuwają nad merytoryką i dodali ją do naszego doświadczenia technologicznego - dodaje.
Jak aplikacja będzie działać?
Aplikacja ma podpowiadać, co zrobić w konkretnej sytuacji - na przykład gdy ktoś na ulicy zasłabnie, gdy będziemy uczestnikami wypadku drogowego albo gdy dojdzie do poparzenia dziecka. Wystarczy, że - po wejściu w aplikację - powiemy, co się stało. Chatbot ma zrozumieć nasze pytanie i podpowiedzieć, jak pomóc.
- Chodzi choćby o to, jak sprawdzić oddech, jak odchylić głowę, by udrożnić drogi oddechowe, jak ułożyć poszkodowanego w pozycji bezpiecznej. Nikt nie wie, czy na przykład za rok czy dwa taki RescueBot nie będzie podpięty pod numer alarmowy 112. Byłoby to być może ułatwienie dla służb ratowniczych - twierdzi nasz rozmówca.
Garbacz przekonuje, że obecnie możliwości sztucznej inteligencji (AI) są ogromne, a będą zapewne jeszcze większe. - W mojej ocenie nie należy się tego bać, ale z tego korzystać i to rozwijać - mówi. Podkreśla, że komendy wydawane przez osobę, która udziela pomocy i nie wie, jak to zrobić, nie muszą być już tak dokładne. Chatbot odpowie nawet wtedy, gdy - prosząc go o pomoc - będziemy w ogromnym stresie.
Utter.one to lubelski startup, który tworzy chatboty i voiceboty, korzystając właśnie m.in. ze sztucznej inteligencji. Są to głównie projekty komercyjne, ale w przypadku aplikacji do ratowania życia jest inaczej. Garbacz przypomina też, że już wcześniej - kilka lat temu - powstała pierwsza wersja aplikacji do ratowania życia Rescue 1.0, ale nie była tak rozwinięta, jak obecna. - Wtedy chatboty były bardziej sztywne. Trzeba było pytać bardzo konkretnie, aby uzyskać odpowiedź - wspomina.
W nowej wersji, jak mówi, chatbot nie wyłapuje już tylko słów kluczowych, ale jest w stanie odnieść się do całego kontekstu. - Rozwiązanie musi być tak zaprogramowane, by rozumiało naszą intencję, na przykład, że osoba nie oddycha albo jest przytomna, ale nie reaguje. Chatbot jest w stanie znaleźć odpowiedź i dopasować ją do tego, czego potrzebujemy, z ogromnego zasobu wiedzy, który ma. Mówiąc obrazowo: korzystając dzisiaj z dużych modeli językowych, nasze czarne pudełko zwane AI, przetworzy nasz komunikat i znajdzie odpowiedź - wyjaśnia współtwórca aplikacji.
To nadal tylko narzędzie
- Chciałbym jednak uczulić wszystkich, że nasza aplikacja to tylko narzędzie. Technologia - w przypadku ratowania życia - na pewno nie zastąpi człowieka. Dlatego wolałbym, abyśmy patrzyli na naszą aplikację jak na coś, co może nas nauczyć dobrych podstaw. Będzie to taki wirtualny asystent, który ma nam pomóc, a nie nas zastąpić - mówi Garbacz.
Wirtualny asystent ratowniczy - czyli RescuBot - na razie jest w testach, ale w najbliższych dniach aplikacja będzie już ogólnodostępna, każdy będzie mógł zainstalować ją na swoim telefonie.