Radioaktywny radon w podstawówce. Oburzeni rodzice nie chcą oddać szkoły
W środę media obiegła informacja, że w szkole podstawowej w Święcicy na Lubelszczyźnie wykryto radioaktywny radon. Normy miały być przekroczone aż sześciokrotnie, uczniowie przeszli w tryb nauki zdalnej. Sprawa wywołała ogromne poruszenie w lokalnej społeczności. Pojechaliśmy do Święcicy. To malutka miejscowość niedaleko Chełma. Szkoła powstała tu jeszcze przed wojną, natomiast parterowy budynek, w którym do teraz działała, został wybudowany w latach siedemdziesiątych. - W czynie społecznym budował ją m.in. mój dziadek - mówi nam jedna z mieszkanek. Przy szkole jest Orlik i nowy, kolorowy plac zabaw.
Dwa lata temu szkoła uczestniczyła w badaniach na obecność radonu, w ramach ogólnopolskiego programu przesiewowego. - Miał on na celu identyfikację w Polsce terenów, na których - wewnątrz pomieszczeń - możliwe są przekroczenia tej substancji - mówi Agnieszka Dados z Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Lublinie. Jak tłumaczy, w szkole wykryto wówczas radon, ale tylko nieznacznie przekraczał on dopuszczalne normy.
- O wynikach tego badania wiedziała pani woźna, bo jednym z zaleceń było jak najczęstsze wietrzenie pomieszczeń. Wiedzieli też nauczyciele. Rozesłałam im nawet linki do materiałów informacyjnych z sanepidu na temat tego, czym jest radon. Dodatkowo wykonaliśmy wentylację w części sal, gdzie jej nie było. Starałam się zastosować do wytycznych, które wskazano w wynikach badań - mówi była dyrektorka szkoły Anna Kołodziej (aktualnie na rocznym urlopie). Dodaje, że nie ma sobie nic do zarzucenia w tej sprawie.
Co innego twierdzi wójt gminy Wierzbica i obecna dyrektorka placówki. - W dokumentach szkoły nie było informacji o badaniach sprzed dwóch lat i o przekroczonych normach - przekonuje Aneta Winiarska, która od września pełni obowiązki dyrektora. Jak dodaje, w listopadzie dostała telefon z sanepidu z pytaniem o powtórzenie badań. Dopiero wtedy zaczęła zgłębiać temat. Zleciła sprawę jednej z akredytowanych firm, która się tym zajmuje. - Powiesiliśmy w szkole specjalne detektory do wykrywania radonu. Miały wisieć przez miesiąc, w pięciu salach. Potem wysłałam je do badań. Po jakimś czasie dostałam wyniki, najpierw telefonicznie, z informacją, że normy w niektórych miejscach w szkole są przekroczone nawet sześciokrotnie. Aczkolwiek, nie wszędzie normy były tak bardzo przekroczone - opowiada dyrektorka.
O sytuacji powiadomiła panią wójt. Wspólnie zdecydowały, że skoro poziom radonu jest tak wysoki, na kilka dni wprowadzona zostanie edukacja zdalna. Od poniedziałku (29 stycznia) na Lubelszczyźnie i tak ruszają ferie. Po wypoczynku dzieci mają zacząć naukę stacjonarną już w innej szkole, w pobliskiej Wierzbicy. Mają być dwie szkoły, w jednym budynku.
Czym jest radon?
Radon to gaz radioaktywny, który naturalnie występuje w naszym otoczeniu. Nie można go zobaczyć, powąchać ani posmakować. Powstaje w wyniku radioaktywnego rozpadu radu, znajduje się w glebie i nieustannie przechodzi z niej do atmosfery. Wraz z powietrzem może się dostawać do piwnic i budynków. Jeśli jest go za dużo, może być niebezpieczny. Radon i produkty jego rozpadu mogą się bowiem dostać do naszych dróg oddechowych, a to zwiększa ryzyko zachorowania na raka płuca.
Tu obowiązkowych prac domowych nie zadają już od lat. 'To jest grzechem szkoły'
Wójt gminy Wierzbica Bożena Deniszczuk przyznaje, że przed podjęciem decyzji o zamknięciu szkoły nie konsultowała jej z ekspertami, bo nie było na to czasu. - Uznałam, że najważniejsze jest zdrowie dzieci - podkreśla. Jak dodaje, nie znała wyników badań przeprowadzonych w szkole dwa lata temu. - Teraz ponownie sanepid zrobił swoje badania, przedstawił wyniki i dał nam jedynie miękkie zalecenia na zasadzie "możecie zrobić to i to". Ale nikt nie daje mi gwarancji, że jeśli to rzeczywiście zrobimy i wydamy setki tysięcy złotych, sytuacja się poprawi - mówi wójt.
Rzeczniczka sanepidu w rozmowie z TOK FM potwierdza, że w zaleceniach ze stycznia 2024 roku wymieniono m.in. wietrzenie pomieszczeń, remont budynku czy doraźne zmiany, jak np. wyeliminowanie szczelin w podłogach czy w fundamentach. Nie było tam natomiast mowy o zamykaniu szkoły czy konieczności przenoszenia dzieci.
Rodzicom niezadowoleni
Decyzję o przeniesieniu dzieci do szkoły w Wierzbicy krytykuje część rodziców. - Nie wiemy, na czym stoimy. Owszem, odbyło się zebranie, na którym usłyszeliśmy, że normy są przekroczone. Ale ani z dziećmi nikt o tym nie porozmawiał, ani my nie dostaliśmy rzetelnej wiedzy, co to wszystko oznacza - mówi nam jeden z rodziców. - Moja córka wciąż się pyta, co dalej. I co mam jej odpowiedzieć? A może w tle tej całej historii jest dążenie do likwidacji naszej szkoły? Przecież jedna próba już była - dodaje nasz rozmówca.
- Jesteśmy z tą szkołą zżyci, jest mała, kameralna, ma bardzo dobre wyniki nauczania, zupełnie inaczej niż w Wierzbicy. Do tej szkoły chodziła moja mama, ja, a teraz chodzą moje dzieci. Nie damy sobie tak łatwo jej odebrać - mówi inna z mam.
Rzeczywiście, kilka lat temu obecna pani wójt próbowała zlikwidować szkołę w Święcicy. Chodziło głównie o względy finansowe. Deniszczuk podkreśla, że utrzymanie takiej placówki to duże koszty. Na likwidację nie zgodził się jednak kurator oświaty.
Wójt podkreśla, że dziś kwestie finansowe nie mają dla niej większego znaczenia. - Chodzi wyłącznie o dobro uczniów. Pierwszoplanową sprawą w przeniesieniu szkoły jest zatrważający poziom radonu - zapewnia.
W piątek sprawą mają się zająć radni gminy Wierzbica. Będą decydować o formalnym przeniesieniu szkoły, już po feriach. Rodzice, ale też nauczyciele ze Święcicy, zapowiadają protest w czasie sesji rady gminy. Jak mówią, boją się likwidacji placówki. Chcą rzetelnej informacji, czym jest radon i na ile może być groźny dla ich dzieci w sytuacji, gdy przeprowadzony zostałby remont szkoły, a klasy byłyby regularnie wietrzone. - Chcemy poznać prawdę - mówią. Apelują o analizy ekspertów.
Była dyrektorka szkoły wskazuje na coś jeszcze. Badanie poziomu radonu było przeprowadzone w grudniu, m.in. w czasie, gdy w szkole - w związku z okresem świąteczno-noworocznym - nie było uczniów, a budynek był zamknięty. Tymczasem badanie - zgodnie z wytycznymi - najlepiej przeprowadzać w czasie normalnego, codziennego użytkowania budynku.
Gdy pytamy byłą dyrektorkę, jak ocenia decyzję o przeniesieniu placówki, mówi krótko: "Jeśli chodzi o bezpieczeństwo dzieci, decyzja jest dobra". - Ale jeśli chodzi o samą placówkę, wszystko dąży do tego, by ją zlikwidować - podsumowuje Anna Kołodziej.
Pytaliśmy też panią wójt, czy o sprawie zawiadomiła prokuraturę, skoro - w jej ocenie - mogło dojść do narażenia społeczności szkolnej na utratę zdrowia. Jak stwierdziła, na razie nie miała na to czasu. Uznała, że ważniejsze jest zabezpieczenie dzieciom nauki w innej szkole.