advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Lubelskie

Po co zatrzymali ukraińskich dziennikarzy? Policja nie ma sobie nic do zarzucenia

4 min. czytania
28.02.2024 12:00
Przy polsko-białoruskiej granicy policja zatrzymała dziennikarza i jego operatora - podała Ukraińska Prawda. Funkcjonariusze potwierdzili i tłumaczyli, że chcieli tylko sprawdzić tożsamość. Mężczyźni zostali zwolnieni dopiero po kilku godzinach i interwencji konsula.
|
|
fot. Przemysław Skrzydło / Agencja Wyborcza.pl

Dziennikarze z Ukrainy - Michaiło Tkacz wraz z operatorem kamery - zostali zatrzymani we wtorek późnym popołudniem. Na łukowskiej komendzie spędzili około czterech godzin. Z ich relacji - cytowanej przez Ukraińską Prawdę - wynika, że przygotowywali materiał dotyczący tego, że do Polski m.in. przez Białoruś, trafiają towary z Rosji. Chodzi o zboże, ale też inne artykuły rolno-spożywcze. Do swoich nagrań mieli używać kamer oraz dronów.

- To nie było zatrzymanie procesowe sensu stricte, czyli takie 'na protokół' czy do naszego pomieszczenia dla osób zatrzymanych - powiedział TOK FM nadkomisarz Andrzej Fijołek, rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie. Na naszą uwagę, że mężczyźni musieli spędzić na komendzie kilka godzin, potwierdził, że tak właśnie było. - Ale jest to zrozumiałe, ponieważ nie byli to polscy obywatele, a obywatele Ukrainy. Wszystkie ich dokumenty musieliśmy sprawdzić, a nie są to dokumenty, które widnieją w polskiej bazie danych. Dlatego ich sprawdzenie wymagało czasu - podał Fijołek.

Brutalny gwałt w centrum Warszawy. Jest areszt dla 23-latka

- Nie można mówić, że do zatrzymania nie doszło, jeśli czynności trwały cztery godziny, a mężczyźni byli formalnie pozbawieni wolności - powiedziała TOK FM mecenas Marta Tomkiewicz-Januszewska, specjalizująca się w prawie karnym.

- Każda sytuacja, która wiąże się z faktycznym pozbawieniem wolności, czyli uniemożliwieniem oddalenia się, jest zatrzymaniem. Obywatel może złożyć zażalenie, a sąd - za bezprawność zatrzymania - może przyznać odszkodowanie - podkreśliła w rozmowie z nami adwokatka. Jak dodała, już wcześniej były przypadki zatrzymywania obywateli i - formalnie - nienazywania tego przez policję 'zatrzymaniem', gdzie sądy stawały po stronie obywateli.

Dlaczego policja zatrzymała dziennikarzy?

Andrzej Fijołek tłumaczył w TOK FM, że policjanci dostali sygnał od mieszkańca, który zauważył niedaleko swojego domu, tuż przy torach kolejowych, dwóch mężczyzn z kamerami, aparatami fotograficznymi i dronami. I to go zaniepokoiło.

- Zauważył samochód, który był zaparkowany tam od dwóch dni. Policjanci, po przyjechaniu na miejsce, rozmawiali z tymi mężczyznami. Początkowo mówili, że niedawno przyjechali, że nie wiedzieli, że jest to teren prywatny, co już się mijało z prawdą, bo byli tam, w samochodzie, drugi dzień. Dlatego postanowiono, że mężczyźni zostaną przewiezieni do komendy policji i tam ich informacje zostaną dokładnie sprawdzone - wyjaśniał nadkomisarz.

- W międzyczasie jeszcze wysłali SMS do konsulatu. My także trzykrotnie rozmawialiśmy z konsulem Ukrainy. To nam zresztą bardzo pomogło, bo dzięki temu mogliśmy zweryfikować informacje i dane osobowe, co w przypadku cudzoziemców nie jest rzeczą prostą - dodał Fijołek.

Relacja zatrzymanych dziennikarzy

Dziennikarze twierdzili, że po zatrzymaniu z ich sprzętów usunięto karty pamięci, a po ich zwróceniu - jak podali - zniknęła część zapisanych tam nagrań. Przekonywali, że 'pokazali dokumenty i legitymacje dziennikarskie'. Mówili też, że w komendzie policji nie zapewniono im tłumacza.

Dziennikarzy przesłuchiwała nie tylko policja, ale także przedstawiciele służb specjalnych -

czytamy w komunikacie Ukraińskiej Prawdy.

- Po sprawdzeniu tożsamości mężczyźni - razem z całym sprzętem, który mieli, a więc dronem, samochodem, telefonami komórkowymi, opuścili teren komendy. Oczywiście, bez zarzutów. Nie stwierdzono, by mieli się dopuścić jakiegokolwiek przestępstwa - powiedział rzecznik lubelskiej policji.

W jego ocenie wszystko przebiegło tak jak powinno. - Pamiętajmy, że chodzi o teren torów kolejowych. Mamy infrastrukturę krytyczną, mamy teren w pobliżu granicy, mamy cały czas trwającą wojnę na Ukrainie - to wszystko powoduje, że mogłoby dojść do różnego rodzaju incydentów. Tego typu sygnały muszą być sprawdzone. Dlatego jesteśmy wdzięczni mieszkańcowi tamtych okolic za powiadomienie policji - mówi Fijołek.

Gdzie karty i nagrania? 

Zapytaliśmy również rzecznika policji o twierdzenia dziennikarzy z Ukrainy, że usunięto z ich kart pamięci część nagrań. - Nie mogę w żaden sposób odnieść się do tego. Oczywiście, ich sprzęt był w naszym posiadaniu. Sprawdzone były m.in. numery IMEI ich telefonów. Ale czy w związku z tym zostały utracone jakiekolwiek dane? Ci mężczyźni tak twierdzą, ale ja w żaden sposób na ten moment nie mogę potwierdzić tych informacji - powiedział gość TOK FM.

Z naszych informacji wynika, że dziennikarze są w kontakcie z prawnikami i niewykluczone, że będą próbowali złożyć zażalenie na niewątpliwie niesłuszne zatrzymanie.

W sprawie interweniował ukraiński konsul i Ambasada Ukrainy. Ukraińska Prawda cytuje komentarz redaktor naczelnej Sevgil Musaevej, że redakcja jest oburzona tym, co się wydarzyło. 'Sytuacja została unormowana dopiero po nagłośnieniu i przy wsparciu Ambasady Ukrainy w Polsce. Zespół Ukraińskiej Prawdy dziękuje ambasadorowi i konsulowi za szybką reakcję i troskę' - czytamy.

O sprawie jako pierwsza napisała Wirtualna Polska. Ambasador Wasyl Zwarycz - w rozmowie z tym portalem - potwierdził, że interweniował w sprawie dziennikarzy. - Oni nagrywali ruch kolejowy, latali dronem. Policja zdecydowała sprawdzić, kto to jest, żeby nie okazało się, że chodzi o prowokatorów. Sprawa została szybko załatwiona - zapewnił Zwarycz.

Sprawa wywołała też komentarze w mediach społecznościowych. Prof. Igor Hałagida - historyk od lat zajmujący się stosunkami polsko-ukraińskimi - w swoim komentarzu zapytał: 'Po co to było?'

Od wielu tygodni trwają protesty polskich rolników m.in. przeciwko napływowi zboża i innych towarów rolno-spożywczych z Ukrainy do Polski. Rolnicy twierdzą, że ten import - w ogromnych ilościach - dobija ich gospodarstwa.