,
Obserwuj
Lubelskie

"Krzyki i trzaskanie drzwiami". W lubelskim sanepidzie skarżą się na szefową. Wojewoda sprawą się nie zajmie

3 min. czytania
05.07.2024 12:04
Pracownicy Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Lublinie napisali list do wojewody, premiera i Głównego Inspektora Sanitarnego. Apelują o zmianę na stanowisku dyrektora lubelskiej placówki. W odpowiedzi dla TOK FM biuro wojewody informuje, że sprawa nie będzie rozpoznana. Dlaczego?
|
|
fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl

"15 października 2024 roku z nieskrywaną nadzieją ruszyliśmy - wraz z naszymi rodzinami i przyjaciółmi - do urn, na wybory. Ruszyliśmy po wolność, sprawiedliwość, szacunek do drugiego człowieka, prawo do godnej pracy. Po to wszystko, co przez ostatnich osiem lat było nam bezczelnie zabierane (...)" - czytamy w tym liście.

"Już odbyły się wybory samorządowe, więc pora na powiew świeżości w WSSE w Lublinie, na który czekamy z dniem nastania nowego, młodego wojewody'' - dodają pracownicy lubelskiego sanepidu. List ma kilka stron, jest anonimowy. Jego autorzy "proszą o wybaczenie" tej anonimowości. Z treści pisma wynika, że boją się o pracę.

"Krzyki i trzaskanie drzwiami"

Szefową wojewódzkiej stacji sanepidu w Lublinie od końca lutego 2020 roku jest dr Maria Jolanta Korniszuk. Objęła swoje stanowisko na początku pandemii COVID-19. Powołał ją poprzedni wojewoda Lech Sprawka (PiS). Wcześniej pełniła funkcję Wojewódzkiego Inspektora Sanitarnego MSWiA. Jednocześnie była - i aktualnie jest - konsultantką wojewódzką w zakresie epidemiologii. Zmiana nastąpiła po odwołaniu poprzedniej dyrektorki Irminy Nikiel. Przyczyny tamtej decyzji argumentowano obawą o 'prawidłowe wykonywanie zadań Państwowej Inspekcji Sanitarnej w województwie lubelskim' w związku z pandemią. Ale wtedy również odwołania domagała się część pracowników powiatowych stacji sanepidu, którzy skarżyli się na nieodpowiednie zachowania ze strony dyrekcji.

Jest źle. PIP sobie nie radzi. Wiele spraw o mobbing kończy się niczym

Historia się powtarza. W liście do wojewody lubelskiego, ale też do premiera i szefa Głównego Inspektoratu Sanitarnego, pracownicy sanepidu piszą o "krzykach, trzaskaniu drzwiami przed twarzą pracownika, uderzaniem ręką w blat stołu". "Cóż, pewnie najbardziej opanowanym osobom przy tak dużym stresie i tempie pracy mogłoby się zdarzyć. Natomiast nigdy nie było słowa 'przepraszam'. Za to nie raz i nie dwa słyszeliśmy, jakie to 'kiepskie' mamy wykształcenie, jak to nic nie znaczą nasze wieloletnie kompetencje zdobyte w inspekcji sanitarnej. Smutne i poniżające, szczególnie w dzisiejszych czasach, kiedy tak duży nacisk kładzie się na wzmacnianie w pracowniku poczucia własnej wartości" - czytamy w liście.

Poprosiliśmy dyrektorkę Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Lublinie o informacje w tej sprawie. W przesłanej nam odpowiedzi Korniszuk pisze, że "nie zna treści listu" i "nie może się do niego bezpośrednio odnieść". Zapewnia jednak, że "zawsze stara się prowadzić działania mające na celu poprawę warunków pracy". Jako przykład podaje oddanie do użytku nowoczesnego laboratorium mikrobiologicznego czy wdrożenie elektronicznego systemu ewidencji czasu pracy.

"WSSE w Lublinie to prawie 200-osobowa organizacja i zmiany kadrowe są naturalnym zjawiskiem. (...) W trakcie mojej kadencji zwolniono trzy osoby. Obecnie z powództwa trzech osób toczą się cztery sprawy w sądzie pracy, w celu wyjaśnienia wszelkich nieporozumień z tym związanych" - informuje dalej dyrektorka.

Podkreśla, że jeśli pracownicy zgłaszają jakieś uwagi, są one analizowane przez zespół i "jeśli są zasadne, to podejmowane są adekwatne działania na rzecz dobra pracowników i usprawnienia funkcjonowania instytucji".

1000 złotych dla wybrańców? 'Jedni są wściekli, drudzy zaniepokojeni'

Wojewoda sprawą się nie zajmie

Do listu pracowników odniósł się wojewoda lubelski Krzysztof Komorski. Jak przekazał TOK FM, pismo jest anonimowe i biuro wojewody nie będzie zajmować się tą sprawą. "Pismo nie zawierało konkretnych zarzutów wobec osób kierujących stacją, które mogłyby podlegać weryfikacji podczas ewentualnej kontroli Wydziału Zdrowia, przytaczane argumenty oraz stylistyka wypowiedzi były zaś analogiczne do anonimowych skarg wpływających do urzędu w latach poprzednich. Skargi te dotyczyły również poprzedniego kierownictwa Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej. Skargi są w posiadaniu Biura Organizacji, Kadr i Budżetu urzędu" - wskazali urzędnicy Urzędu Wojewódzkiego w Lublinie.

Wojewoda przekazał też TOK FM, że w tym roku w Rocznym Planie Kontroli Urzędu Wojewódzkiego ujęta została kontrola Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w zakresie Prawa Zamówień Publicznych, zaplanowana do realizacji w III kw. 2024 r. przez Wydział Prawny, Nadzoru i Kontroli.

Co ważne, wojewoda sam z siebie nie mógłby odwołać wojewódzkiego inspektora sanitarnego, bo - zgodnie z przepisami - osobę na to stanowisko powołuje i odwołuje Główny Inspektor Sanitarny, jedynie za zgodą wojewody.

"Główny Inspektor Sanitarny może w każdym czasie odwołać państwowego wojewódzkiego inspektora sanitarnego, jeżeli przemawia za tym interes służby, w szczególności jeżeli działalność tego państwowego inspektora sanitarnego lub podległej mu jednostki może zagrozić prawidłowemu wykonywaniu zadań Państwowej Inspekcji Sanitarnej, w szczególności naruszyć bezpieczeństwo sanitarne na obszarze właściwości tego państwowego inspektora sanitarnego" - napisał nam wojewoda lubelski.

Od niedawna Głównym Inspektorem Sanitarnym jest dr Paweł Grzesiowski. Pracownicy sanepidu w Lublinie liczą, że przyjrzy się sprawie.