,
Obserwuj
Lubelskie

Brutalny atak na ukraińską rodzinę w centrum Lublina. "Szarpali, kopali po całym ciele". Sąd nie miał wątpliwości

2 min. czytania
18.07.2024 11:11
Sąd Okręgowy w Lublinie skazał Pawła K. i Alberta S. za atak na ukraińską rodzinę, do którego doszło w centrum Lublina półtora roku temu. Sąd nie miał wątpliwości, że mężczyźni dopuścili się zarzucanych im czynów, "szarpali, uderzali pięścią i rękami oraz kopali po całym ciele''.
|
|
fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Wyborcza.pl/ zdjęcie ilustracyjne

Chodzi o wydarzenia z początku 2023 roku. Pani Oksana, jej 13-letni syn i ciężarna dorosła córka zostali zaatakowani w centrum Lublina. Napastnikom nie spodobało się, że rodzina rozmawiała między sobą po ukraińsku. - Dwaj mężczyźni siedzieli na ławce. Zaczepili nas, że chcą papierosów. Siostra odpowiedziała, że nie mamy, bo nikt z nas nie pali. Wtedy zaczęli być agresywni. Wyzywali nas od ukraińskich ku...w, krzyczeli "jeb...ć Ukraińców", kazali nam się wynosić z Polski - opowiadał TOK FM 13-letni Jaroslaw. Sprawców udało się szybko zatrzymać. Rodzina - na koniec awantury - zrobiła im zdjęcia i łatwo było ich rozpoznać. 

Atak na Ukraińców w centrum Lublina. Jest wyrok

Sąd Okręgowy w Lublinie skazał obu mężczyzn - Pawła K. i Alberta S. - na kary pozbawienia wolności, z warunkowym zawieszeniem na dwa lata. W tym czasie co pół roku mają informować sąd, jak przebiega dany im okres próby. Obaj musieli też zapłacić grzywnę - w wysokości po cztery tysiące złotych każdy.

Sąd nie miał wątpliwości, że mężczyźni dopuścili się zarzucanych im czynów. Chodziło o pobicie nastolatka z Ukrainy, "poprzez szarpanie, uderzanie pięścią i rękami oraz kopanie po całym ciele’’. Chłopak doznał uszczerbku na zdrowiu na okres powyżej siedmiu dni. Dodatkowo pojawiły się też wyzwiska, których tłem była przynależność narodowościowa. Wyrok już się uprawomocnił. 

Pani Oksana trafiła do Lublina w marcu 2022 roku razem z 13-letnim synem. Przyjechali, uciekając przed wojną. Jak mówiła nam przed rokiem, wybrała Lublin, bo tu od kilku lat studiowała i mieszkała jej córka. Była w szoku, gdy doszło do napadu. Ostatecznie rodzina - mimo wojny - wróciła do Ukrainy.

'Usłyszałam, że wrócó po mnie i posadzí na butelkí'. Uciekli do Polski z kraju 'ludoźercy'

Pełnomocniczka ukraińskiej rodziny mecenas Anna Adamska-Gallant informuje nas, że przed wyrokiem między stronami doszło do mediacji i do ugody. Ustalono m.in., że sprawcy zapłacą poszkodowanym określoną kwotę pieniędzy tytułem zadośćuczynienia za doznaną krzywdę. - Największa kwota była dla chłopca, bo on najbardziej ucierpiał, mniejsza dla mamy i siostry - mówi adwokatka. Nie ujawniamy kwot, bo w całej sprawie nie chodziło o pieniądze. 

Mecenas Adamska-Gallant pomagał ukraińskiej rodzinie pro bono. Zgłosiła się po tym, jak opisaliśmy całą historię na naszym portalu. To wieloletnia sędzia karna, potem międzynarodowa sędzia w Kosowie, a od kilku lat - adwokatka.

Warto nadmienić, że prawniczka była jedną z 26 osób, które zgłosiły się w postępowaniu na stanowisko sędziego Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, z ramienia Polski. Ostatecznie polski MSZ wskazał troje kandydatów, w tym właśnie dr Adamską-Gallant. Obok niej - są to także prof. Małgorzata Wąsek-Wiaderek, również prawniczka z Lublina, która kieruje Katedrą Postępowania Karnego na KUL oraz prof. Adam Wiśniewski, kierownik Katedry Prawa Międzynarodowego Publicznego na Uniwersytecie Gdańskim.