,
Obserwuj
Lubelskie

Słynne automaty siedliskiem bakterii? Sprawdziliśmy, jak wyglądało badanie

3 min. czytania
20.07.2024 09:00
Najpierw pobranie wymazu za pomocą płytki albo wymazówki, potem badania w laboratorium - lubelscy naukowcy i studenci sprawdzili, co kryje się na ekranach przy popularnych boksach do odbierania przesyłek. Badanie objęło 16 lubelskich dzielnic. W niektórych miejscach, jak słyszymy, wzbudziło prawdziwą sensację.
|
|
fot. Anna Gmiterek-Zabłocka/ Radio TOK FM

Chodzi o automaty paczkowe, których jest w całej Polsce coraz więcej. Są wygodne w użyciu, bo odbieramy w nich przesyłki bez stania w kolejce na poczcie i możemy to zrobić o każdej porze dnia i nocy. To paczkomaty firmy InPost, ale też działające na podobnej zasadzie automatyczne boksy m.in. DPD, DHL czy Orlen Paczka. Wystarczy, że wpiszemy specjalny kod i możemy odebrać albo nadać przesyłkę. 

Na pomysł zbadania automatów do paczek wpadła - wraz ze studentami - doktor nauk farmaceutycznych Agnieszka Grzegorczyk, która pracuje w Katedrze i Zakładzie Mikrobiologii Uniwersytetu Medycznego w Lublinie. Ściśle współpracuje też ze Studenckim Kołem Naukowym mikroGRAM, w którym działają studenci takich kierunków jak farmacja, analityka medyczna, biomedycyna i medycyna. 

- Wcześniej były prowadzone na przykład badania ekranów dotykowych bankomatów. My postanowiliśmy pójść dalej i zaangażować do tych badań studentów. W sumie przebadano 64 automaty pięciu firm kurierskich w 16 dzielnicach Lublina - opowiada pani doktor. I dodaje, że zdecydowano się na badanie automatów m.in. dlatego, że Polska znajduje się na pierwszym miejscu pod względem całkowitej liczby automatów paczkowych wśród krajów Unii Europejskiej oraz na drugiej pozycji w skali globalnej, zaraz po Chinach.

Co wyszło z badań?

Jak wyjaśnia nam dr Grzegorczyk, badanie zostało przeprowadzone metodą ilościową i jakościową. W tej pierwszej - za pomocą specjalnych płytek kontaktowych pobrano wymazy z ekranów dotykowych i klawiatur. Potem płytki te przetransportowano do laboratorium. - Z kolei drugie badanie - pod względem jakościowym - polegało na pobieraniu jałową, zwilżoną wymazówką tego, co znajduje się na ekranie dotykowym. Te wymazówki były szczelnie zamykane i też transportowano je do nas, do laboratorium. Następnie nasi studenci wykonywali posiewy na różne podłoża i to, co wyrosło - zarówno bakterie, jak i grzyby - były identyfikowane - opowiada naukowczyni.

Jak ustaliliśmy, wymazy z ekranów oraz przycisków posiewano na różne podłoża mikrobiologiczne, w tym takie służące do wykrywania bakterii np. E. coli lub gronkowców oraz grzybów, np. pleśniowych i drożdżopodobnych. 

Najwyższe zanieczyszczenie mikrobiologiczne powierzchni zanotowano w przypadku urządzeń znajdujących się w dzielnicach: Czuby Północne, Czuby Południowe oraz w Dzielnicy Dziesiątej, a najniższe na Bronowicach czy Tatarach.

- Pomimo znacznego stopnia zanieczyszczenia mikrobiologicznego powierzchni automatów paczkowych, większość z drobnoustrojów stanowiły niegroźne dla człowieka bakterie i grzyby pochodzące z naturalnego środowiska miejskiego, które na urządzenia dostają się wraz z osiadającym na powierzchniach kurzem i pyłkami roślin - słyszymy od autorów badania. 

Dr Grzegorczyk uspokaja: 'To są po prostu bakterie, które występują normalnie w naszym otoczeniu, m.in. laseczki tlenowe czy ziarenkowce'. - Ale też zidentyfikowaliśmy drobnoustroje, takie jak np. gronkowiec skórny - mówi pani doktor.

Na ekranach automatów wykryto również tzw. bakterie oportunistyczne, czyli takie, które mogą wywołać zakażenia u osób z osłabionym układem odpornościowym. Przykładem takich bakterii wyizolowanych z badanych powierzchni są Bacillus cereus - laseczka woskowa czy Escherichia coli - pałeczka okrężnicy, które mogą wywołać zatrucia pokarmowe. 

Badanie automatów. Tak można się zabezpieczyć

Jak się zabezpieczyć przed zakażeniem? - Po pierwsze, możemy korzystać z tych automatów paczkowych przy pomocy aplikacji w naszym telefonie. Wtedy nie dotykamy tych ekranów czy klawiatur w automacie. Po drugie, apelujemy o dokładne mycie skóry dłoni, a następnie - jeśli jest takie wskazanie - o jej odkażanie - mówi naukowczyni. Przyznaje, że po pandemii COVID-19 część z nas zapomniała już niestety o zasadach higieny i o jak najczęstszym, odpowiednio długim myciu rąk (30-60 sekund). 

Prowadzone w dzielnicach Lublina badania czasami budziły 'sensację'. Niektórzy studenci - w trakcie pobierania próbek - spotykali się z pytaniami ze strony osób przechodzących obok automatów. - Pytali, o co chodzi, co nasi studenci robią, dlaczego robią to w rękawiczkach i po co. Spokojnie wszystko tłumaczyliśmy. Ale od części studentów usłyszałam też, że raczej pobierali te wymazy w godzinach wieczornych i nocnych, kiedy nie było tak dużo osób wokół tych urządzeń. By właśnie nie było pytań i wątpliwości - mówi Grzegorczyk.