Po te pamiątki jechała pół Polski. "Bezcenne". 80 lat temu wyzwolono obóz na Majdanku
- Otrzymaliśmy prawie 90 przedmiotów. Duża część z nich to kolekcja dokumentów, fotografii, odznaczeń czy medali, którą podarowały nam dzieci Henryka i Teodozji Wieliczańskich - informuje Anna Surdacka, kierownik działu muzealiów w Państwowym Muzeum na Majdanku. - Wieliczański był więźniem Majdanka, lekarzem. W 1981 roku - razem z żoną - otrzymał Medal Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata, ponieważ w 1942 w swoim warszawskim mieszkaniu ukrywał Żydówkę - dodaje.
Syn państwa Wieliczańskich przyleciał z Kanady do przyjaciół, do Łodzi. Tam - specjalnie po przywiezione przez niego pamiątki - pojechała pracownica muzeum Marta Grudzińska. - Te dokumenty dla dzieci państwa Wieliczańskich były bezcenne, trzymane przez lata. Zależało im, by nic się nie zniszczyło, by nawet jedna kartka się nie zagięła. W tej chwili przekazali nam te rzeczy, ponieważ chcieli, by były pokazywane innym i już dłużej nie zalegały w szufladach. Chcieli, aby o Henryku Wieliczańskim mówić m.in. w trakcie lekcji historycznych na Majdanku i żeby wszyscy mogli zobaczyć Medal Sprawiedliwego Wśród Narodów Świata - mówi Grudzińska.
Jak wspomina, spotkanie z synem więźnia Majdanka było pełne wzruszeń i opowieści. - W takich chwilach czuję się, jakbym była częścią takiej rodziny. A potem, gdy wiozę to różnymi środkami transportu do muzeum, zdaję sobie sprawę, jak to jest ważne, bezcenne dla historii tego konkretnego miejsca - opowiada dalej Grudzińska.
Dwie walizki pełne wspomnień
Na Majdanek, po apelu o przekazywanie pamiątek, trafiły też dwie walizki znalezione na strychu jednego z domów w Lublinie. - Kufer jest oznaczony danymi właścicielki - Elzy Ledermann, która mieszkała w niemieckiej miejscowości Gotha. Wraz z grupą około tysiąca innych więźniów ze społeczności żydowskich z miasteczek Turyngii i Saksonii została deportowana do getta w Bełżycach. Na liście transportowej jest też nazwisko jej starszej siostry. Obie kobiety nie przeżyły wojny - opowiada Anna Surdacka z działu muzealiów.
Do muzeum trafiły też wspomnienia Wincentego Kwiatkowskiego, który był więziony na Majdanku. - Opisuje warunki bytowe w obozie, upokarzające sytuacje związane z korzystaniem z obozowych latryn czy swoją drogę do domu, bo został zwolniony w sierpniu 1942 roku - opisuje Surdacka. Wspomnienia przekazała jego córka, która spisała je na podstawie tego, co opowiedział jej tata.
W wielu domach mogą być jeszcze pamiątki po byłych więźniach. Dla wielu rodzin są one bezcenne, często przechowywane jak relikwie. - Tu mieliśmy bardzo duże szczęście, że pani, która te kufry na strychu odkryła, jest osobą bardzo świadomą i odpowiedzialną. Skontaktowała się z nami, to była jej pierwsza myśl, i udzieliła nam wszelkich informacji. To postawa godna poszanowania - podkreśla Surdacka. - Ci, którzy przekazują nam pamiątki, mówią o jednym - że zależy im na tym, by pamięć o tym, co działo się w tym miejscu, była kultywowana, by nikt o tym nigdy nie zapomniał - dopowiada Marta Grudzińska.
Podobna zbiórka pamiątek odbyła się w latach 80-tych XX wieku. To wtedy do muzeum przekazano m.in. medalion przedstawiający twarz kobiety. Zawieszka została wykonana z czarki łyżki do zupy w 1943 roku w obozie na Majdanku przez więźnia Albina Marię Bonieckiego (później znanego rzeźbiarza), który podarował ją Helenie Kurcyusz. Pani Helena przekazała pamiątkę do muzeum.
80. rocznica wyzwolenia obozu na Majdanku
Ostateczna likwidacja niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego na Majdanku nastąpiła 22 lipca 1944 roku. Działał on od października 1941 roku. Z badań historyków wynika, że w obozie zginęło ok. 80 tysięcy osób. Początkowo osadzano tu jedynie mężczyzn, potem zaczął też funkcjonować obóz dla kobiet. Chociaż nigdy nie zrealizowano projektu utworzenia na Majdanku pola dziecięcego, przebywały tu jednak także dzieci żydowskie, białoruskie i polskie. Więźniowie pochodzili prawie z 30 państw, najwięcej było Żydów.
Kierownik działu historii w Państwowym Muzeum na Majdanku Wojciech Lenarczyk w rozmowie z TOK FM wskazuje, że to, co wydarzyło się w obozie, opisują wspomnienia byłych więźniów. Choć nie wszyscy byli w stanie opowiadać o tym, co przeżyli, bo trauma była zbyt wielka. Byli jednak i tacy, którym bardzo na tym zależało. Choćby Jerzy Kwiatkowski, który spisał swoje wspomnienia w dziele pt. '485 dni na Majdanku'. - On miał świadomość, że będzie zapominał, że to, co przeżył, jest tragiczne, ale mimo wszystko unikalne i wyjątkowe i zasługuje na pamięć. Czuł się też zobowiązany wobec swoich kolegów, którzy obozu nie przeżyli - tłumaczy Lenarczyk.