"Nie chcemy tu wiatraków ani chlewni". Drżą w obawie o swoją własność
Mieszkańcy Wolicy w gminie Komarów Osada zupełnie niespodziewanie dowiedzieli się, że pola, które są ich własnością mogą przejść pod ochronę konserwatorską. Z listu od wojewódzkiego konserwatora w Lublinie wyczytali, że wystąpiło o to na drodze oficjalnej, administracyjnej, lokalne Stowarzyszenie Bitwa pod Komarowem.
Bitwa pod Komarowem była największą bitwą polskiej kawalerii konnej w czasie wojny polsko-bolszewickiej 1920 roku. Na przedpolach Zamościa starły się ze sobą wojska wchodzące w skład armii generała Władysława Sikorskiego i rosyjskiej armii konnej Siemiona Budionnego. Jak czytamy na stronie wojsko-polskie.pl, Rosjanie nie wytrzymali naporu polskiej kawalerii i w rezultacie - pod Wolicą Śniatycką - ich siły zostały rozbite. Dziś na terenach tych mieszkańcy m.in. uprawiają zboża.
- Dlaczego, chcąc coś takiego zrobić i utrudnić nam życie, nikt ze stowarzyszenia nawet z nami nie porozmawiał? - mówił w rozmowie z TOK FM jeden z mieszkańców. - Dostaliśmy wszyscy - a jest to prawie 200 rodzin - pisma od konserwatora zabytków, że wszczęto postępowanie To tak naprawdę atak na naszą własność - dodał nasz rozmówca. Od innych osób mogliśmy usłyszeć, że chce im się odebrać pola, z których żyją i że nie zgadzają się na załatwianie takich spraw za ich plecami.
Co na to prezes Stowarzyszenia Bitwa pod Komarowem?
Tomasz Dudek w rozmowie z TOK FM przyznaje, że przed złożeniem wniosku do konserwatora nie spotkał się z rolnikami, nie porozmawiał z nimi, nie przedstawił im swojej wizji objęcia tego ogromnego terenu bitwy z 1920 roku ochroną konserwatorską.
- Jako stowarzyszenie działamy społecznie, a to oznacza, że nie mamy dostępu do bazy danych właścicieli tych nieruchomości, które chcielibyśmy objąć ochroną. Nie wszyscy właściciele tych pól są mieszkańcami gminy, a nie mamy też prawa, by o takie dane wystąpić i je otrzymać. Poza tym, uznaliśmy, że jeśli wystąpimy do konserwatora i on rozpocznie to postępowanie, to on zorganizuje konsultacje społeczne i zawiadomi wszystkich właścicieli tych pól. Dlatego nie wydaje mi się, że odbyło się to w jakiś nieelegancki sposób - mówi Tomasz Dudek.
Jak podkreśla, od wielu lat zabiega o właściwe uczczenie miejsca bitwy. - Prywatnie tematyką Bitwy pod Komarowem zająłem się w 2001 roku, wtedy zacząłem zapraszać do siebie do gospodarstwa kolegów z całej Polski, by brać udział w uroczystościach rocznicowych. Aż w końcu zaczęliśmy przygotowywać inscenizację, z udziałem kawalerii, przez powstałe na przełomie 2006/2007 roku Stowarzyszenie Bitwa pod Komarowem - opowiada nasz rozmówca.
To on w 2009 roku wystąpił do szefa MON - poprzez dowództwa Garnizonu Warszawa - o ustanowienie Święta Kawalerii w rocznicę Bitwy Pod Komarowem i takie święto zostało ustanowione. - Skąd moje zainteresowanie tym tematem? Pierwsze informacje o bitwie czerpałem z relacji moich dziadków. A przy okazji zamiłowania do jazdy konnej, do tego, że byłem w Kawalerii Ochotniczej, zacząłem też "grzebać" w historii, czytać i doszedłem do wniosku, że trzeba coś z tym zrobić. Uznałem, że muszę przywrócić tej bitwie odpowiednią rangę. Co zresztą, myślę, widać - dodaje pan Tomasz w rozmowie z TOK FM.
Skąd pomysł, by objąć 500 hektarów ochroną konserwatora?
Prezes Stowarzyszenia Bitwa pod Komarowem tłumaczy, że kilka lat temu pojawiły się informacje, że na polach, na których ponad sto lat temu toczyła się bitwa, stanie farma wiatrowa. - Nie mogliśmy dopuścić, by powstało tam 16 czy 17 wiatraków dwustumetrowych, największych w Polsce. To zaburzyłoby z jednej strony - piękną perspektywę pola bitwy, a z drugiej - komfort mieszkańców. Przy okazji tej walki z wiatrakami - gdy chcieliśmy złożyć na ręce pani wójt apel o to, by wycofać się z planów budowy farmy - wyłączono nam mikrofon. Relacje z gminą od tego momentu zaczęły być trudne - mówi Dudek. Jak dodaje, były też głosy, że na tych terenach powstanie przemysłowa chlewnia. - Na to też nie mogło być naszej zgody - słyszymy.
Gdy pytamy, czy na dziś jest szansa na porozumienie z mieszkańcami, pada odpowiedź, że raczej nie. -Konserwator dostał nasz wniosek i ten wniosek analizuje. W mojej ocenie, nie ma tutaj pola do negocjacji. Wszystko leży teraz po stronie badań i analiz ze strony konserwatora. Konflikt interesów będzie, bo my chcemy zachować część krajobrazu kulturowego i z tego nie zrezygnujemy - mówi Dudek.
W ocenie prezesa lokalnego stowarzyszenia, do czasu zakończenia postępowania administracyjnego przez wojewódzkiego konserwatora zabytków, gmina powinna zachować neutralność. - Według mnie, mieszkańcy są niejednokrotnie wprowadzani w błąd. Uważam, że władze gminy powinny być w tej sytuacji bezstronne, a tak nie jest - mówi Dudek.
Wójt gminy Komarów Osada Wiesława Sieńkowska rzeczywiście nie kryje, że jest przeciwna ochronie konserwatorskiej. W rozmowie z TOK FM mówi, że nie wie, dlaczego ta kwestia została podjęta za plecami mieszkańców. - Jeśli doszłoby do wpisu terenu pod ochronę konserwatorską, właściciele tych pól tylko na tym stracą. Są to również ograniczenia dla gminy. Mieszkańcy się tego obawiają i ja ich w pełni rozumiem, podzielam te argumenty - przyznaje.