,
Obserwuj
Lubelskie

Rząd obiecał, a nic nie dał. Sadownicy rozczarowani. "Z czego mamy żyć?"

3 min. czytania
05.08.2024 15:32
- Nie jestem od tego, by stać nad kimś i wymachiwać pejczem. Ale prosiłbym, żeby szczególnie w gminach, w których sytuacja klęskowa była najtrudniejsza, te prace związane z szacowaniem strat przyspieszyć - mówi wicewojewoda lubelski. Bo szacowanie strat idzie niestety bardzo powoli.
|
|
fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl

Krzysztof Cybulak, wiceprezes Związku Sadowników RP, sam ma duży sad w gminie Łaziska na Lubelszczyźnie. Dobrze wie, czym był kwietniowy mróz, bo sam tego doświadczył. U wielu rolników bardzo niskie temperatury w kwietniu spowodowały zniszczenia w plantacjach nawet na poziomie 90 proc. Niedługo potem przyszło potężne gradobicie. - Nawet jak komuś coś jeszcze się na drzewach uchowało w czasie mrozów, to grad dobił drzewa i mamy dramat - opowiada nasz rozmówca.

Szacowanie strat

W Łaziskach, podobnie jak w innych gminach dotkniętych klęską żywiołową, szacowanie strat nadal trwa. - Ciągle słyszymy, że zaraz będą pieniądze, ale nic z tego nie wychodzi. Czekamy i czekamy, z czego mamy żyć? - pyta pan Wojciech. Jak mówi, całe szczęście, że żona pracuje w jednym z urzędów, bo dzięki temu mają pieniądze na chleb. - Bo gdyby nie to, to nie mielibyśmy żadnego dochodu. Jabłek nie mam praktycznie w ogóle. Jedynie na kilka blach szarlotki. A pieniędzy od rządu brak - opowiada. - W takiej sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy, o jakiej alarmujemy od początku, działania rządu powinny przyspieszyć. A tu nic - dodaje pan Grzegorz, inny z sadowników z powiatu opolskiego w województwie lubelskim.

Wicewojewoda lubelski, Andrzej Maj, pytany przez TOK FM, dlaczego szacowanie strat idzie tak wolno, podkreśla, że nie ma na to wpływu. Na Lubelszczyźnie straty odnotowano w około 11 tysiącach gospodarstw. - Nie jestem od tego, by stać nad kimś i wymachiwać pejczem. Ale prosiłbym, żeby szczególnie w gminach, w których sytuacja klęskowa była najtrudniejsza, te prace związane z szacowaniem strat przyspieszyć. By protokoły spłynęły do nas jak najszybciej - mówi Maj.

Za szacowanie strat odpowiadają samorządowcy, którzy powołują specjalne komisje, które się tym zajmują. - Problem w tym, że ludzi do pracy w komisjach jest mało, a praca jest społeczna i stąd tak długi czas oczekiwania - mówi Krzysztof Cybulak. - Rozumiem rolników, którzy zostali bez środków do życia, czekają na rekompensaty, a na razie zostali na lodzie i są wściekli. Trudno się temu dziwić. Niestety, takie są procedury, że aby wypłacić pieniądze, muszą spłynąć do wojewody wszystkie protokoły z szacowania strat we wszystkich gminach, które są nimi dotknięte - dodaje nasz rozmówca.

'Nic na razie nie jest przesądzone'

W poniedziałek 5 sierpnia w Lublinie odbyło się spotkanie rolników z wojewodą lubelskim oraz ministrem rolnictwa. - Wciąż nie wiemy, jakie kwoty mielibyśmy dostać za nasze straty. Wiadomo jedynie, że będą jakieś progi - w zależności od tego, kto jakie straty w swoich plantacjach poniósł. Jaka będzie kwota dopłaty do hektara? Minister tego nie ujawnił, choć to dla nas informacja kluczowa - mówi Cybulak.

Dziennikarze dopytywali ministra Czesława Siekierskiego, czy pojawiająca się nieoficjalnie kwota 6 tysięcy zł do hektara jest realna. - Byłbym osobą bardzo szczęśliwą, gdyby była taka kwota, ale nic na razie nie jest przesądzone. Zastanawiamy się, analizujemy - mówi minister. I zapowiada, że pierwsze wypłaty powinny nastąpić na przełomie sierpnia i września.

- Wystąpiliśmy o dodatkowe środki z Unii Europejskiej i w przyspieszonej formule otrzymaliśmy 31 milionów euro na dopłaty do tych szkód, spowodowanych stratami na skutek przymrozków kwietniowych i majowego gradobicia. I do tego dodatkowo możemy dołożyć z budżetu dwieście procent. Ale czekamy na protokoły - mamy zapewnienie wojewody, że do końca sierpnia wszystkie protokoły będą już w centrali - mówił TOK FM minister Czesław Siekierski. Jak dodał, dopiero na ich podstawie można będzie oszacować wielkość strat i przyznać pozom wsparcia.

W przyszłości będzie szybciej?

Jak mówi dyrektor Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa, Henryk Smolarz, eksperci pracują nad specjalnym systemem do satelitarnego szacowania szkód wyrządzonych przez suszę, gradobicie czy mróz. - Chodzi o system, który byłby pomocny w tego typu sytuacjach. Dane bezpośrednio ze zdjęć satelitarnych, połączone z danymi meteorologicznymi - wszystko to pokazywałoby nam, co dzieje się na polach i pomogłoby precyzyjnie określać, jaka klęska i jakie straty wystąpiły - mówi Smolarz. Nie kryje jednak, że opracowanie systemu to na pewno kwestia miesięcy, a być może nawet lat.