Coraz dłuższe kolejki po ciepłą zupę. Kuchnia Brata Alberta ogłasza "pilną akcję"
Kolejka na ul. Niecałej, gdzie działa Kuchnia Brata Alberta w Lublinie, ustawia się już od samego rana. Przychodzą osoby w kryzysie bezdomności, ale nie tylko. - Bardzo dużo jest też osób starszych, samotnych, ubogich. Pojawiają się również dzieci. Odkąd trwa wojna - są to także dzieci z Ukrainy - mówi kucharka Anna Wypuszcz, która pracuje tu już od 30 lat. - Dzieciom staram się zawsze coś dodać, oprócz gorącej zupy. Bułki, czasami mamy drożdżówki, czasami coś słodkiego - opowiada.
Potrzebujących przybywa. Coraz częściej pojawiają się nowe osoby, które wcześniej nie przychodziły po wsparcie. - Wychodzimy z założenia, że jeśli ktoś przychodzi do nas po pomoc, to jedzenia nie można nikomu odmówić. To naprawdę podstawowa kwestia - mówi Małgorzata Krauze-Hałas z Bractwa Miłosierdzia im. Brata Alberta w Lublinie. Jak dodaje, dla wielu ludzi zupa z "Kuchni" to jedyny ciepły posiłek w ciągu dnia.
Prośba o pojemniki
Niektóre osoby proszą o dodatkową porcję, na wynos. - Nie możemy tego dawać w słoikach, bo to jest gorący posiłek i zdarzały się różne sytuacje. Słoiki pękają, czasami dochodzi do poparzeń, dlatego tego unikamy. Stąd teraz nasz apel i zbiórka pojemników na żywność. To mogą być pojemniki po twarogu, śmietanie czy jogurcie, które mamy w domach - popularne wiaderka. Ważne, by miały wieczko i by były czyste. To z jednej strony pomoc dla nas, a z drugiej - działanie ekologiczne, bo wykorzystamy pojemniki wielokrotnie - dodaje pani Małgorzata, która wymyśliła zbiórkę pojemników. Przyda się tak naprawdę każda ilość.
Pomysł chwycił w mediach społecznościowych w błyskawicznym tempie. Apel zamieszczono we wtorek, a już w środę pojawili się pierwsi darczyńcy z pojemnikami. - One się bardzo przydadzą, bo naprawdę, wiele osób prosi nas o posiłek na wynos - dla kogoś bliskiego, kto nie może przyjść, dla sąsiada, który jest leżący albo dla innych osób. Chodzi o wsparcie i pomoc - mówi nam kucharka z Kuchni Brata Alberta.
Bractwo już wcześniej apelowało o sztućce dla swoich podopiecznych. Zbierano łyżki, widelce, noże, których już nie używamy w naszych domach. - Często mamy różne zdekompletowane zestawy, kupujemy nowe. I tutaj ta nasza zbiórka przerosła wszelkie oczekiwania. Dostaliśmy mnóstwo sztućców, niektóre przychodziły w paczkach z całej Polski - mówi Małgorzata Krauze-Hałas. I dodaje, że wszystko się przydaje, bo część osób potrzebujących - np. bezdomni - zabierają łyżkę czy widelec ze sobą. - Rozumiemy te potrzeby, nie mamy pretensji, po prostu potrzebujemy takich artykułów więcej - dodaje gościni TOK FM.
'Było mnóstwo krwi, wszyscy to widzieli'. 100 tys. złotych za krzywdę w strzeżonym ośrodku
Bractwo Miłosierdzia w Lublinie pomaga od kilkudziesięciu lat. Prowadzi też m.in. schronisko dla bezdomnych. Zbiera i rozdaje też ubrania czy kosmetyki dla osób w potrzebie. Cały czas czeka też na dary w postaci płodów rolnych. Można też wesprzeć Kuchnię Brata Alberta finansowo.
Pojemniki na żywność i inne darowizny rzeczowe można dostarczać do biura Bractwa Miłosierdzia przy ul. Zielonej 3 w Lublinie od poniedziałku do piątku w godz. 7:30 - 15:30. Bractwo to organizacja pozarządowa, która od lat pomaga bezdomnym i ubogim. Jadłodajnię uruchomiono jeszcze w roku 1988, staraniami nieżyjącego już księdza Jana Mazura. Powstała w budynku kościoła przy ul. Zielonej, w samym centrum miasta. Działa tu do dziś.