,
Obserwuj
Lubelskie

Z niepokojem patrzą w niebo. "Powódź pokazuje wszystkie niedociągnięcia"

4 min. czytania
18.09.2024 10:39
- Najważniejsze jest opanowanie i spokój - tak wójt Wilkowa na Lubelszczyźnie zwraca się do tych, którzy aktualnie walczą z powodzią. To właśnie Wilków w 2010 roku był zalany w ponad dziewięćdziesięciu procentach. Wtedy fale powodziowie były dwie, większość domów trzeba było odbudowywać.
|
|
fot. Rafał Michałowski / Agencja Wyborcza.pl

Daniel Kuś jest dziś wójtem Wilkowa. W 2010 roku pracował w Urzędzie Gminy i koordynował pomoc dla powodzian. Pomagał mieszkańcom jak mógł, starał się być niemal wszędzie, by wiedzieć, kto czego potrzebuje. Ściśle współpracował z wojskiem i policją, wspólnie decydowali, komu co dostarczyć albo kogo trzeba jak najszybciej zabrać z dachu domu - helikopterem.

Wójt gminy Wilków, Daniel Kuś
Wójt gminy Wilków, Daniel Kuś
Fot. Anna Gmiterek-Zabłocka/ Radio TOK FM

Dziś - jak mówi - wszystkie te obrazy i wspomnienia znów przychodzą. - Niestety, to wszystko do mnie wraca. Gdy dziś mamy powtórkę powodzi, po 14 latach od nazej, tylko w innej części Polski, to oczywiste, że człowiek o tym myśli. I oczywiście, że jakiś strach jest, choć wiemy, że na dziś poziom rzeki jest bezpieczny. Ale jak mieliśmy w sobotę bardzo intensywny deszcz przez około 8-10 minut, to myślałem o tym, że gdyby się utrzymał dłużej, np. przez dwie godziny, to mogłoby się zrobić niebezpiecznie - mówi wójt. 

Jak wspomina, wtedy w 2010 roku, nikt nie wierzył, że dojdzie do takiej powodzi, jaka miała miejsce. - Przez blisko dwa tygodnie przed powodzią, odkładaliśmy myśl, że do czegoś takiego może dojść. Wydawało się, że nas to nie dotyczy. Liczyliśmy się co prawda z tym, że wał może zostać przerwany, bo akurat wtedy był remontowany, ale starzy mieszkańcy gminy Wilków - którzy wcześniej przeżywali powodzie - zapewniali nas, że nawet jak wał zostanie przerwany, to wody będzie po kolana. A stało się inaczej - opowiada Daniel Kuś. Dziś na jednej z miejscowych stodół - jako symbol - widnieje oznaczenie, dokąd w tym miejscu sięgała woda. 

Stodoła w gminie Wilków i wskazanie, dokąd sięgała woda w 2010 roku
Stodoła w gminie Wilków i wskazanie, dokąd sięgała woda w 2010 roku
Fot. Anna Gmiterek-Zabłocka/ Radio TOK FM

Kinga Dzierżak, urzędniczka z Wilkowa, a jednocześnie mieszkanka gminy, apeluje do tych, którzy dziś mierzą się z wielką wodą, by się ewakuować, jeśli takie są sugestie służb. - Bo później dotarcie do mieszkańców, którzy zostali w domu, a trzeba im dowieźć wodę do picia, jedzenie czy leki, jest często mocno utrudnione. Bywa też niebezpieczne - i dla mieszkańców, i dla przedstawicieli służb - mówi pani Kinga w rozmowie z TOK FM. 

Wójt dodaje, że kluczowy jest spokój. Jak mówi, doskonale zdaje sobie sprawę, że w sytuacji kataklizmu trudno go zachować, ale opanowanie sprzyja podejmowaniu racjonalnych decyzji. Poza tym, spokój dorosłych udziela się też dzieciom. - Doświadczyliśmy tego w 2010 roku. Gdy wiedzieliśmy już, że nas niebawem zaleje, spotkałem się z uczniami na szkolnym korytarzu, do dziś to pamiętam, i opowiedziałem z czym będziemy musieli się zmierzyć. Razem z innymi nauczycielami zapewniliśmy, że wszyscy będą bezpieczni, że rodzice się nimi zaopiekują, że będziemy z nimi w kontakcie. I muszę powiedzieć, że paniki wśród dzieci nie było - opowiada dyrektor szkoły w Zagłobie w gminie Wilków, Bogusław Bernacki.

Tu było o tyle łatwiej, że do powodzi doszło w maju i w czerwcu, więc dzieci bardzo szybko można było wywieźć z terenów zalewowych. Zorganizowano dla nich kolonie, wycieczki czy obozy w Polsce, ale też za granicą. By nie musiały patrzeć na pozalewane wioski. Gdy wróciły, szkoła była już praktycznie posprzątana, a remont - na ukończeniu. Teraz, przed zimą, może być z tym trudniej. 

Kinga Dzierżak opowiada, że powódź pokazała ogromną chęć współpracy, solidarności i pomagania. - Oczywiście, powódź to dużo strat i ludzkie tragedie. Ale jednocześnie - wzajemne wsparcie, zrozumienie, solidarność. Doświadczyliśmy ogromnej pomocy, płynącej nie tylko z Polski, ale i z zagranicy. Mieszkańcy dostali dużo dobra, którym teraz chcą się podzielić. Odbieramy wiele telefonów od ludzi, którzy pytają, jak można pomóc. A chcemy taką pomoc od Wilkowa dla terenów zalanych zorganizować i wysłać - mówi urzędniczka. 

Urząd Gminy Wilków
Urząd Gminy Wilków
Fot. Anna Gmiterek-Zabłocka/ TOK FM

W Wilkowie w dniach 17-19 września 2024 miały się odbyć ćwiczenia służb ratunkowych, w tym straży pożarnej, z trzech województw. W obliczu dramatu na Dolnym Śląsku ćwiczenia odwołano. - Powódź pokazuje wszystkie niedociągnięcia. A podczas ćwiczeń - tak naprawdę, na sto procent - służby nie mają się jak w pełni sprawdzić. Czym innym są ćwiczenia, a czym innym konieczność przygotowania na wszystko. A czemu ćwiczenia odwołano? Bo dziś służby muszą się sprawdzić tam, gdzie ta pomoc jest najbardziej potrzebna - dodaje Kinga Dzierżak. 

- Pewne jest jedno, wielka woda uczy pokory. I oby coś takiego więcej się u nas nie powtórzyło. Choć jest to żywioł, naprawdę trudno go przewidzieć - dodaje wójt Daniel Kuś. Jak wskazuje, na początku była panika, ale zaraz po niej przyszło niedowierzanie, że woda zalewa ich gminę. - A potem jeszcze było zdziwienie, że wody pojawiło się tak dużo. No ale jakoś trzeba było sobie z tym poradzić. Państwo nas wszystkich ostatecznie wsparło, na pewno wesprze powodzian także teraz. Wszystko to jednak wymaga czasu i cierpliwości - dodaje Daniel Kuś. 

Po powodzi w 2010 roku mieszkańcy Wilkowa, których domy ucierpiały najbardziej - mogli liczyć na dofinansowanie w wysokości 100 tysięcy zł. Teraz premier Donald Tusk zapowiedział, że na odbudowę domów rodziny będą mogły dostać 200 tysięcy zł, a na odbudowę innych budynków - 100 tysięcy.