,
Obserwuj
Lubelskie

Coraz więcej dzieci próbuje odebrać sobie życie. ''Jest naprawdę źle, trafiają do nas coraz młodsi''

4 min. czytania
08.10.2024 17:17
- Zauważamy ze smutkiem, że dzieci, które próbują odebrać sobie życie, jest coraz więcej. Przeraża też fakt, że te dzieci są coraz młodsze - mówi TOK FM prof. Beata Rybojad ze szpitala dziecięcego w Lublinie.
|
|
fot. Anna Gmiterek-Zabłocka/ Radio TOK FM

Prof. Beata Rybojad kieruje Oddziałem Anestezjologii i Intensywnej Terapii Dziecięcej w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Lublinie. Jest lekarzem anestezjologiem od 1996 roku. Widziała i słyszała wiele, pomagała bardzo różnym pacjentom - noworodkom, dzieciom z wypadków drogowych, z chorobami onkologicznymi, z chorobami genetycznymi i wielu innym. Towarzyszyła wielu małym pacjentom w procesie umierania. Jednak, jak mówi w rozmowie z TOK FM, takich przypadków, jakie trafiają na anestezjologię dziś, przed laty praktycznie w ogóle nie było.

TOK FM:

Pani profesor, wiem, że trafia do was coraz więcej dzieci po próbach samobójczych. Niejednokrotnie - ze szkół podstawowych.

Prof. Beata Rybojad: Niestety, to prawda. Są to coraz młodsze dzieci. Najmłodszy nasz pacjent miał jedenaście lat. Takich przypadków było więcej. Ten chłopiec - szczęśliwie w tym wszystkim - przeżył. Miał dużo obrażeń wielonarządowych, ale udało się go uratować. Dzieci mają różne pomysły na odejście z tego świata i zauważamy ze smutkiem, że tych dzieci jest coraz więcej, te dzieci są coraz młodsze. I nie jest to tak, jak było jeszcze powiedzmy 10 czy nawet pięć lat temu, że takie sytuacje były raz, dwa razy w roku. Teraz są znacznie częściej. Kiedyś mogliśmy powiedzieć, że do takich dramatycznych wydarzeń dochodziło w rodzinach trudnych, z problemami, a dziś są to dzieci z pełnych, tzw. normalnych rodzin, wydawać by się mogło - rodzin bez problemów. Dzieci chodzą do dobrych szkół, mają dobre oceny, kolegów, przyjaciół i nagle wszyscy są w ciężkim szoku, co się stało, dlaczego on czy ona to zrobiła? Dzieci nie zawsze zostawiają listy pożegnalne.

Mówi pani, że dzieci są coraz młodsze. Wiem, że część z nich udaje się uratować. Czy wiecie, jako lekarze, którzy robią co mogą, by pomóc, czemu próbują odebrać sobie życie?

Tak, rzeczywiście, część tych dzieci udaje się uratować, choć niestety bywa różnie. Niektóre - fizycznie - wracają do siebie, do zdrowia sprzed tego incydentu, ale niektóre - niestety nie wracają. Dzieje się tak wtedy, gdy dojdzie do niedotlenienia mózgu. A powody? Cóż, my oczywiście nie mamy dostępu do listów pożegnalnych czy innej dokumentacji, do telefonów czy komputerów dzieci - to bada policja czy prokuratura. Czasami zdarza się, że dzieciaki, które wybudzą się u nas, na Oddziale Anestezjologii i Intensywnej Terapii, reagując na obecnych na sali rodziców - manifestują, że w rodzinie był jakiś konflikt. Czasami potrafią wyrzucić z siebie i wykrzyczeć rodzicom: "Bo wy mnie nie kochacie". Nie ukrywam, że jest to straszne, gdy to jako lekarze słyszymy. Czasami zdarzają się nieszczęśliwe miłości - i to jest powodem. I to w takim wieku, że naprawdę trudno w to uwierzyć, że odrzucenie przez dziewczynę w tak młodym wieku może popchnąć chłopca do próby samobójczej. A w wielu innych przypadkach nigdy się nie dowiemy, co się działo w głowie tego jeszcze przecież dziecka, bo to jest koniec podstawówki lub początek liceum - kiedyś to jeszcze było gimnazjum.

Temat szkoły jako powodu tych dramatycznych wydarzeń też się pojawia?

U nas na oddziale - rzadko. Była taka dziewczynka, z Ukrainy, która przyjechała do Lublina razem z mamą, gdy w Ukrainie zaczęła się wojna. W szkole dokuczała jej inna dziewczynka, też z Ukrainy, co było szczególnie przykre i niezrozumiałe, bo ta druga też przyjechała do Polski w związku z wojną. I - można byłoby powiedzieć - uwzięła się na swoją rodaczkę. Taki konflikt rówieśniczy, który też zakończył się próbą samobójczą. Oczywiście to, że u nas takich przypadków jest niewiele, nie znaczy, że nie ma ich wcale. Takie sytuacje też są, dzieci trafiają na inne oddziały

Pracuje pani na Oddziale Anestezjologii już długo, bo mówiła mi pani, że od 1996 roku. Jak dużą zmianę w zakresie tych prób samobójczych pani obserwuje?

Jako lekarze widzimy, że jest tego o wiele, wiele więcej. Ale trudno mi podać liczby. Bo pamiętajmy, że do nas na anestezjologię trafia tylko część dzieciaków, które próbowały odebrać sobie życie. Nie mamy tu do czynienia ze wszystkimi dziećmi, które trafiają po próbach samobójczych do naszego szpitala. Jeśli są w lżejszym stanie, jeśli są wydolne oddechowo, krążeniowo, przytomne albo w miarę przytomne, trafiają na inne oddziały. My jesteśmy wtedy proszeni na konsultacje do dzieci, które np. mają płukanie żołądka albo ciężkie zaburzenia świadomości.

Pani profesor, a co pani słyszy od rodziców? Co panią zaskakuje? Co wiedzą albo czego nie wiedzą?

Najczęściej rodzice są w ciężkim szoku. Czasami, później, okazuje się, że w domu nie działo się dobrze, że był jakiś konflikt, jakiś problem. Rodzice niejednokrotnie próbują to maskować, ukryć, mają taki etap wyparcia. Słyszymy od nich: "Niemożliwe, że to się stało", "Jak to - moje dziecko?". Potem jest szukanie winnych najczęściej wokół domu, poza domem, że może szkoła się do tego przyczyniła? Może nauczyciele? Może koledzy? To są takie różne etapy podejścia do tej sytuacji.

Nieporozumienia rodzinne, niezrozumienie czy niewysłuchanie przez rodziców? To jest najczęstsze?

Tak wychodzi z naszych rozmów i obserwacji. Pamiętam dziewczynkę, której rodzice byli w trakcie rozwodu. I ona nie mogła się z tym pogodzić. Podjęła próbę samobójczą, niestety nie udało się jej uratować.

***

W 2023 r., według danych Komendy Głównej Policji, doszło do 145 samobójstw wśród dzieci i młodzieży. Do siedmiu takich zdarzeń doszło w przedziale wiekowym 7-12 lat, a do 138 wśród młodzieży w wieku 13-18 lat. Co ważne, w stosunku do 2022 roku, był to spadek o 7 procent. Prób samobójczych było jednak o wiele więcej. Statystyki mówią o tym, że w grupie wiekowej 10-19 lat na jedno samobójstwo przypada nawet 100-200 prób.

Jeśli jesteś w kryzysie lub wiesz o tym, że ktoś w kryzysie może potrzebować pomocy, skorzystaj ze wsparcia specjalistów:

Linia wsparcia dla dorosłych, działająca przez 7 dni w tygodniu, 24/dobę - 800 70 22 22.

Linia wsparcia dla dzieci i młodzieży, działająca przez 7 dni w tygodniu, 24/dobę - 116 111.