Fala donosów i pozwy. Co się dzieje w sanepidzie? "Czułam się zaszczuta"
Maria Jolanta Korniszuk została Wojewódzkim Inspektorem Sanitarnym w Lublinie na początku pandemii COVID-19, w lutym 2020 roku. Zastąpiła na tym stanowisku Irminę Nikiel. Zmiany dokonał ówczesny wojewoda Lech Sprawka (PiS). Przyczyny tamtej decyzji argumentowano obawą o 'prawidłowe wykonywanie zadań Państwowej Inspekcji Sanitarnej' w związku z pandemią. Ale odwołania domagała się również część pracowników powiatowych stacji sanepidu, którzy skarżyli się na nieodpowiednie zachowania ze strony ówczesnej dyrekcji.
Korniszuk była w tym czasie inspektorem sanitarnym MSWiA na Lubelszczyźnie - ma doktorat z epidemiologii, jest też konsultantem wojewódzkim w tej dziedzinie. - Nie znałam bliżej pana wojewody, widzieliśmy się wcześniej może raz czy dwa. Nigdy nie miałam żadnych związków z polityką. Dostałam telefon, zaproszono mnie na rozmowę i padła propozycja. Oczywiście, miałam wątpliwości, ale wiedziałam jednocześnie, że jest to zadanie, które trzeba podjąć - mówi TOK FM Korniszuk.
Fala donosów w sanepidzie
Jeszcze w czasie pandemii na Korniszuk zaczęły spływać skargi do Głównego Inspektoratu Sanitarnego i wielu innych instytucji. Były anonimowe, ale nie tylko. Do jednego z takich dokumentów udało nam się dotrzeć. Podpisana pod nim była poprzednia wojewódzka inspektor sanitarna (odwołana przez Sprawkę). Wskazywała m.in., że 'obserwuje stale pogarszającą się sytuację epidemiologiczną województwa lubelskiego' i że Korniszuk 'nie dopełnia swoich obowiązków'. Zwracała też uwagę na rosnącą liczbę zachorowań na koronawirusa w regionie. 'Jest to tym bardziej bolesne, że Państwowa Inspekcja Sanitarna województwa lubelskiego za sprawą doskonale układającej się współpracy z ówczesnym wojewodą lubelskim Przemysławem Czarnkiem została do wykonywania swoich zadań doskonale przygotowana' - czytamy w dokumencie.
Afera w gdańskiej komendzie. 'GW': Mobbing i podejrzany awans
Z czasem zgłoszeń zaczęło przybywać. Dyrektorka przekonuje, że początkowo nie wiedziała, że ktoś pisze na nią te donosy. - Z perspektywy czasu wiem, że pewne sygnały do mnie wtedy nie docierały - mówi.
Czego pisma dotyczyły? Jak ustaliło TOK FM, zarzucano jej m.in. związki z SB i korupcję. Miały pojawić się też pomówienia o to, że zatrudniła w sanepidzie ponad 30 osób ze swojej rodziny, a także o to, że pracownicy inspekcji budowali domy dla jej synów. - Przecież to są totalne absurdy. Moi synowie nie budowali i nie budują domów, nie zatrudniałam w inspekcji swojej rodziny - przekonuje nas inspektorka. Nie zgadza się też z innymi oskarżeniami - że rzekomo stosuje mobbing, jest agresywna, rzuca szklankami. Jednym z zarzutów było też to, że organizuje spotkania z pracownikami w formule online. - Przecież to dzisiaj normalne, gdy chce się coś np. na szybko przedyskutować - dziwi się.
Sejm zdecydował o przyszłości min. Leszczyny. Znamy wyniki głosowania
Po donosach w Wojewódzkiej Inspekcji Sanitarno-Epidemiologicznej w Lublinie pojawiło się szereg kontroli - m.in. z Inspekcji Pracy, NIK, Urzędu Wojewódzkiego czy ZUS. Wszystkie wypadły dobrze - jeśli były zalecenia, to małej wagi. Nic poważnego nie stwierdzono.
Jolanta Maria Korniszuk to, co ją spotkało, nazywa "hejtem". W maju 2024 roku, gdy w jednej z wiadomości znalazły się odniesienia do jej rodziny i domu, dyrektorka poszła na policję. - Poczułam, że to już zabrnęło za daleko. Czułam się zaszczuta i bezsilna. Policjant w trakcie składania zeznań zapytał mnie, dlaczego przychodzę tak późno. Dziś nie potrafię racjonalnie tego wytłumaczyć - mówi TOK FM.
Donosy w sanepidzie. Spór z pracownicą
Pani inspektor zwolniła pracownicę, która pisała donosy pod nazwiskiem (nie chodzi o wspomnianą wyżej Irminę Nikiel, tylko o inną pracownicę - jej dane do wiadomości redakcji). Zarzuciła jej m.in. szkalowanie instytucji i pracujących tu ludzi. Sprawa jest w sądzie pracy. - Nie mogę mówić o szczegółach - stwierdza Korniszuk.
Zwrot w sprawie niedoszłych sędziów. Po materiale TOK FM resort Bodnara zmienia zdanie
W ostatnich tygodniach sytuacja w lubelskim sanepidzie została nagłośniona przez media. Pojawiły się publikacje, w których można przeczytać, że szefostwo ma dostęp do skrzynek mailowych pracowników. Że czyta ich maile i że dzięki temu pani inspektor weszła w posiadanie jednej z petycji.
Zwolniona pracownica zgłosiła sprawę do odpowiednich organów. Jedno z zawiadomień dotyczy przekroczenia uprawnień przez inspektor Korniszuk. - Chodzi m.in. o złośliwe nękanie pracownika WSSE w Lublinie, co polegać miało na polecaniu świadczenia pracy poza czasem pracy, nadmiernemu obciążaniu obowiązkami służbowymi, wysyłaniu w delegację wbrew woli pokrzywdzonej osoby - mówiła w rozmowie z Onetem rzeczniczka lubelskiej prokuratury. Prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa, ale sąd nakazał ponowne przyjrzenie się sprawie.
Niedawno wpłynęło kolejne zawiadomienie, złożone przez tę samą osobę. Tym razem w sprawie rzekomego włamania na pocztę mailową. Tu też śledztwo dotyczy rzekomego przekroczenia uprawnień przez szefową lubelskiego sanepidu.
Skontaktowaliśmy się z byłą pracownicą sanepidu, by poznać jej stanowisko. Rozmowa była krótka. - Wszystkie informacje posiada Prokuratura Rejonowa Lublin-Południe, która prowadzi sprawę o nadużycie uprawnień przez panią inspektor. Także proszę się skontaktować z prokuraturą - ucięła.
Kobieta zgodziła się jednak na rozmowę z Wirtualną Polską. Jak stwierdziła w udzielonym wywiadzie, "zarzuciła pani dyrektor m.in., że zatrudnia sobie pracowników, jak chce". - Wiedziałam, z kim mam do czynienia. Pani dyrektor była powoływana przez wojewodę z PiS, wiedziałam, że nie mam w tamtym układzie żadnych szans - mówiła.
Epidemia donosów. "Czuję się jak w jakimś mrocznym śnie"
Korniszuk przekonuje, że gdy przyszła do pracy na stanowisku wojewódzkiego inspektora, nie znała nikogo, kto tu pracował ani tym bardziej nie miała żadnych powiązań z żadnymi politykami. - Nie miałam też żadnych planów, by dokonywać zmian kadrowych. Widziałam, że środowisko jest zantagonizowane i że muszę podjąć działania, by je zintegrować, z poszanowaniem wszystkich osób - przekonuje. Jak dodaje, wyzwań pracy było wtedy, na początku, szczególnie dużo, bo trwała pandemia. Dlatego, jak mówi, gdy dostawała sygnały o donosach (od swoich przełożonych), starała się nimi nie przejmować. - Momentami sama sobie mówiłam, że jakoś to przeczekam, że na pewno ktoś, kto to pisze, odpuści, znudzi się szerzeniem nieprawdziwych informacji - opowiada w rozmowie z TOK FM.
- Czuję się jak w jakimś mrocznym śnie, z którego nie mogę się obudzić. Nigdy czegoś takiego nie doświadczyłam. Czytam o sobie, że jestem kimś przerażającym, kto robi straszne rzeczy. A nic takiego nie ma miejsca. Do żadnych skrzynek pracowników nie mam dostępu, niczego nie czytam. Co więcej, sama wystąpiłam o to, by zakupić program zabezpieczający do naszych komputerów. Owszem, dostałam petycję od byłej pracownicy, ale tylko dlatego, że przysłali mi ją przełożeni, żebym się do niej ustosunkowała - opowiada w TOK FM.
Prywatny akt oskarżenia. Co się dzieje w sanepidzie?
Ostatecznie Korniszuk złożyła w sądzie prywatny akt oskarżenia wobec byłej pracownicy. Sędzia Marta Śmiech, rzeczniczka Sądu Okręgowego w Lublinie, potwierdziła w rozmowie z TOK FM, że rzeczywiście taki akt wpłynął. - Nie mogę dłużej milczeć i udawać, że nic się nie dzieje - mówi dyrektorka.
Sędzia wskazuje, że zarzuty z aktu oskarżenia dotyczą pomówień kierowanych wobec wojewódzkiej inspektor sanitarnej - m.in. o to, że rzekomo dopuszcza się przewinień dyscyplinarnych, że dyskredytuje i mobbinguje pracowników, że jest niekompetentna, ale ma wiele znajomości, że łamie prawo, a mimo to "pozostaje na stołku", że ma kolegów w policji i im donosi, że "skorumpowała związki zawodowe" w sanepidzie. Oskarżeń, które - jak mówi nam Maria Jolanta Korniszuk - są bezpodstawne, jest o wiele więcej.
Mobbing, nagradzanie 'swoich' i statystyki. 'Policjantom się przelało'
Co na to szef sanepidu?
Po kilku wcześniejszych donosach i anonimach wojewoda lubelski Krzysztof Komorski skierował do Głównego Inspektora Sanitarnego pismo z sugestią, że trzeba coś z tym zrobić.
- Niestety mamy w inspekcji sanitarnej epidemię zarzutów i bardzo brzydkich oskarżeń, które nie mają pokrycia w faktach. To choroba całej inspekcji, którą będziemy musieli bardzo intensywnie leczyć. Bo to, że ktoś kogoś nie lubi, nie może powodować, że ta osoba, która jest merytorycznie bez zarzutu, straci stanowisko - mówi TOK FM dr Paweł Grzesiowski, Główny Inspektor Sanitarny.
- Nie kieruję się w swojej pracy żadną polityką, a jedynie względami merytorycznymi. Jeśli ktoś jest merytorycznie bardzo dobry, inspekcja sanitarna na danym terenie pracuje właściwie, rozlicza się, ma kontrole m.in. z naszej strony i nie ma żadnych zarzutów, to nie rozumiem, dlaczego miałbym takiego inspektora zmieniać - mówi dalej Grzesiowski. I podkreśla, że kontrole, które są w Lublinie regularnie prowadzone już od trzech lat, wskazują, że stacja pracuje znakomicie. - Zakończyła bardzo trudne inwestycje, ma jedno z najlepszych laboratoriów w Polsce. Uważam, że merytorycznie nie ma podstaw, by kwestionować działalność wojewódzkiego inspektora sanitarnego w Lublinie - stwierdza jasno GIS.