,
Obserwuj
Lubelskie

Kobiety coraz później decydują się na pierwsze dziecko. "To różnica około 10 lat"

4 min. czytania
28.12.2024 08:00
- Były przypadki, że mama umierała, a dziecko udało się uratować. Ten obraz ojca zabierającego noworodka ze szpitala pozostanie z nami chyba już na zawsze. To były wyjątkowo traumatyczne przeżycia - mówi TOK FM prof. Anna Kwaśniewska, ginekolog-położnik.
|
|
fot. Piotr Skórnicki / Agencja Wyborcza.pl

Profesor Anna Kwaśniewska kieruje Kliniką Położnictwa i Patologii Ciąży w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym nr 1 w Lublinie. Jest ginekologiem, położnikiem, perinatologiem. Pracuje w zawodzie od 40 lat. Rozmawiamy m.in. o coraz większych problemach kobiet z zajściem w ciążę i o wyzwaniach, które pojawiają się na salach porodowych.

TOK FM: Pani profesor, uczestniczy pani w porodach od wielu lat. Dane demograficzne pokazują, że obecnie - m.in. w Lublinie - rodzi się coraz mniej dzieci. Z czego to wynika? Jak kobiety podchodzą do zachodzenia w ciążę, do posiadania dzieci? Jak to się zmienia na przestrzeni lat?

Prof. Anna Kwaśniewska: Nasza klinika jest ośrodkiem trzeciorzędowej opieki perinatalnej, do którego trafiają pacjentki z różnymi obciążeniami - zarówno po stronie matki, jak i płodu. To, co widać na pierwszy rzut oka, to wiek kobiet ciężarnych. On zdecydowanie się przesunął. To jest różnica około 10 lat. Kiedyś średnia wieku kobiety ciężarnej wynosiła dwadzieścia kilka lat, a dziś wynosi trzydzieści kilka. W związku z tym pacjentki, które do nas trafiają, są już obciążone pewnymi chorobami - chodzi np. o cukrzycę, nadciśnienie, otyłość. Ale też mamy całą grupę pacjentek po leczeniu niepłodności po 30. czy 35. roku życia.

Kiedyś mówiono, że określone schorzenia są przeciwwskazaniem do zajścia w ciążę. A dziś?

No właśnie dzisiaj nie ma takich przeciwwskazań. Każda pacjentka, również chora onkologicznie, może zajść w ciążę. Pacjentka z chorobami serca - również. Kluczowa jest tylko odpowiednia opieka ze strony perinatologów i neonatologów, a wtedy kobieta ma szansę na donoszenie i urodzenie zdrowego dziecka.

Dramatyczne dane z Lubelszczyzny. Trzeba być będzie likwidować szkoły?

Z czego - w ocenie pani profesor - wynika to, że coraz mniej kobiet decyduje się na urodzenie dziecka i - jeśli już - to robią to coraz później?

Myślę, że to znak naszych czasów. Kobiety chcą się kształcić, robić karierę, rozwijać się. Widzę to m.in. po młodych lekarkach, które do nas przychodzą. Najpierw mają staż podyplomowy, potem specjalizację, która trwa 5-6 lat i jest im bardzo trudno znaleźć czas na urodzenie dziecka. (...) Połączenie pracy zawodowej z macierzyństwem też jest niezwykle trudne - jeśli kobiety nie mają odpowiedniej pomocy, opieki ze strony bliskich, ale też ze strony państwa - to nie decydują się na dziecko, odkładają to. A potem okazuje się, że po tym "odwlekaniu" czas na zajście w ciążę zdecydowanie się skrócił. Po 35. roku życia jest coraz mniej komórek jajowych w organizmie, pojawiają się cykle bezowulacyjne, a co za tym idzie - pojawiają się kłopoty z zajściem w ciążę.

Podam przykład - gdy rozpoczynałam pracę jako ginekolog-położnik, a pracuję ponad 40 lat, zespół policystycznych jajników był spotykany niezwykle rzadko. Dzisiaj - na 10 pacjentek, trzy albo cztery mają to schorzenie i ono może utrudniać zajście w ciążę. (...) Mamy też do czynienia z problemem otyłości. W naszej klinice zdarza się to coraz częściej. I to jest ryzyko - najpierw sprawia problemy z zajściem w ciążę, a potem również już w trakcie. Pacjentki z otyłością muszą być odpowiednio prowadzone, czasami muszą sporo leżeć.

Z drugiej strony mamy coraz większy postęp medycyny i coraz mniejsze maluszki mają szansę na przeżycie.

Tak. Przyjmujemy porody m.in. w 23. czy 24. tygodniu ciąży. Rodzą się wtedy dzieci, które ważą 500 czy 700 gramów. Nawet w tej chwili mamy na intensywnej terapii dziecko z 27. tygodnia ważące 720 gramów. Ono jest jeszcze niedojrzałe, ale opieka neonatologiczna zrobiła ogromny postęp i takie dzieci mają szansę rozwijać się prawidłowo, są konsultowane m.in. okulistycznie, tylko wymagają pozostania przez długi czas na naszych oddziałach.

Są to dzieci w inkubatorach, często na wspomaganym oddechu, cały czas obserwowane. W naszym szpitalu część mam może być z nimi na stałe. Mamy specjalnie stworzoną salę dla matek wcześniaków, w której mogą przebywać stacjonarnie, mają tam zapewnione łóżko czy kuchenkę, by odgrzać sobie jedzenie. I dzięki temu mogą niemal w każdej chwili być z dziećmi. Choć oczywiście są i takie mamy, które np. mieszkają blisko i przychodzą do szpitala na 2-3 godziny do swoich dzieci.

Krzyk dziecka na środku ulicy. 'Jak ci wpier***ń, to do Wigilii nie usiądziesz'

A jak pani profesor ocenia pomysł, że rodzice wcześniaków będą mogli liczyć na dłuższy urlop? Że ten czas pobytu w szpitalu nie będzie się wliczał do takiego tradycyjnego urlopu?

To znakomity pomysł, dlatego że matki wcześniaków muszą się potem wykazywać ogromną determinacją - dzieci wymagają częstszych wizyt u lekarzy, czasami rehabilitacji. Ten urlop jest dla nich zbawieniem. Jestem absolutnie za tym nowym rozwiązaniem.

Wasz odział to również porody wieloraczków, a także porody kobiet - cudzoziemek

To prawda, nawet ostatnio na naszym oddziale narodziły się trojaczki, których rodzice pochodzą z Nigerii. Dzieci przyszły na świat w 32. tygodniu ciąży. Mama ukończyła w Lublinie studia na kierunku pielęgniarstwo, tata jest informatykiem. Tutaj dowiedzieli się o ciąży i o potrójnym szczęściu.

W ogóle nasza klinika to miejsce, które niesie ze sobą ogromną radość. Na innych oddziałach codziennością jest śmierć, natomiast u nas - w 99 procentach jest to radość z powodu narodzenia się nowego życia. Oczywiście, zdarza się, że rodzą się dzieci chore, w trudnym stanie zdrowia i to też jest dla nas wyzwanie. Bardzo trudnym okresem była pandemia COVID-19, bo wtedy i u nas mierzyliśmy się ze śmiercią. Były przypadki, że mama umierała, a dziecko udało się uratować. Ten obraz ojca zabierającego noworodka ze szpitala pozostanie z nami chyba już na zawsze. To były wyjątkowo traumatyczne przeżycia, również dla nas - personelu medycznego.