Hołownia w Lublinie: Nie wyobrażałem sobie, że mamy w Polsce tak głupie prawo
- Kamienica przy Bernardyńskiej zawaliła się miesiąc temu, mieszkańcy stracili dach nad głową;
- Jeden z lokatorów napisał list do Szymona Hołowni, który w środę odwiedził Lublin;
- Hołownia zadeklarował, że będzie dążył do stworzenia specjalnego Funduszu Ratunkowego na Rzecz Lokatorów poszkodowanych w katastrofach budowlanych;
- Miasto znalazło dwa lokale komunalne dla mieszkańców, ale w jednym przypadku pojawił się problem.
Kamienica przy ul. Bernardyńskiej 10 w centrum Lublina runęła w nocy z 17 na 18 stycznia. W budynku mieszkały trzy rodziny - wszystkie zostały bez dachu nad głową i bez dorobku całego życia. Do ich sytuacji odniósł się przebywający w Lublinie marszałek Sejmu i kandydat na prezydenta Szymon Hołownia.
Polityk Polski 2050 wskazał, że zainteresował się sprawą, bo dostał list od jednego z mieszkańców Bernardyńskiej 10 - pana Jacka. Ten - wraz z rodziną - dostał od miasta lokal komunalny do remontu. Hołownia widział to mieszkanie, był też na miejscu zawalonej kamienicy.
- W ramach programu "Mieszkanie za remont" pan Jacek musi na własny koszt dokonać remontu. To może go wynieść co najmniej kilkadziesiąt tysięcy złotych. A ci ludzie zostali bez niczego, bez dorobku życia. Dobrze, że mają dach nad głową, ale mam wątpliwości, czy to tak powinno wyglądać - powiedział w Lublinie Hołownia.
Marszałek Sejmu zapowiedział też, że będzie dążył do stworzenia specjalnego Funduszu Ratunkowego na Rzecz Lokatorów poszkodowanych w katastrofach budowlanych. - Chodzi o to, by w sytuacji, w jakiej znalazł się choćby pan Jacek i jego rodzina, można było dostać dofinansowanie na remont - wyjaśniał Hołownia. I zadeklarował, że przygotuje projekt ustawy w tej sprawie. Pieniądze, jak podał, mogłyby pochodzić z części podatku od nieruchomości.
Zmieniły się przepisy, ludzie w kropce
Jak pisaliśmy już na naszym portalu, jedno z mieszkań przy Bernardyńskiej zajmowała czteroosobowa rodzina z małym dzieckiem, drugie - pani Anna z dorosłym synem, a trzecie - jej rodzice, którzy na Bernardyńskiej przeżyli kilkadziesiąt lat.
Kamienica była prywatna. Właściciel przekazał miastu, że nie ma dla lokatorów mieszkań zastępczych, więc urzędnicy zaczęli szukać w swoich zasobach. - Zaproponowaliśmy jednej z rodzin lokal komunalny do remontu i wiemy, że rodzina na to przystała. Natomiast dla drugiej rodziny - starsi państwo oraz ich córka z rodziną - zaproponowaliśmy drugie mieszkanie, też do remontu, około 50-metrowe. Rodzina ma je zobaczyć w tym tygodniu i zdecydować, czy się na takie rozwiązanie zgadza - mówiła TOK FM dyrektor Ewa Lipińska z Wydziału Spraw Mieszkaniowych Urzędu Miasta.
Rodzina seniorów przekracza jednak próg dochodowy, by móc ubiegać się o mieszkanie komunalne. Stąd powstał pomysł, by znaleźć jedno mieszkanie dla pięciu osób. Jak pisaliśmy na portalu, z początkiem roku zmieniły się przepisy. Wcześniej - gdy dochodziło do katastrof budowlanych, miasto musiało zapewnić lokal zastępczy bez sprawdzania dochodów. Dziś te dochody są ważne i - jak mówiła TOK FM dyrektor Lipińska - nie da się tych zasad "przeskoczyć".
Do tej sprawy też odniósł się Szymon Hołownia. - Nie wyobrażałem sobie, że mamy w Polsce tak głupie prawo, które stanowi, że gdyby kamienica zawaliła się do końca grudnia 2024 roku, to ci ludzie mieliby gdzie mieszkać, a skoro runęła w styczniu - to już nie mają i trzeba kombinować w inny sposób - powiedział marszałek Sejmu. - Spróbuję zrobić wszystko, by ten przepis został natychmiast zmieniony - zapowiedział.