Co dalej z neosędziami? Resort Bodnara ma plan. "To jest kwestia odpowiedzialności"
- W niektórych sądach tzw. neosędziowie są odsuwani od dużych spraw i dostają swoje mniejsze "specjalizacje";
- Dzieje się tak, by wyroki wydawane z ich udziałem nie były podważane - chce się też unikać przedłużania procesu sądowego; Sędzia na zmianę swojej funkcji musi się zgodzić;
- Opisujemy przypadek z Lublina - sędzi Anny Grodzickiej, która swoją zgodę na specjalizację wycofała;
- Dlaczego status tzw. neosędziów jest wciąż nieuregulowany i jaki plan ma na to Ministerstwo Sprawiedliwości?
Kim są tzw. neosędziowie? To osoby awansowane po 2018 roku przy udziale upolitycznionej Krajowej Rady Sądownictwa. Dzięki awansowi przechodziły np. z sądu rejonowego do okręgowego czy z okręgowego do apelacyjnego. Było to możliwe na mocy decyzji KRS, przy wsparciu prezydenta, który wręczał nominację - mimo wadliwości powołania, do której nawiązywały m.in. wyroki europejskich trybunałów.
Wiele osób podważa wyroki wydawane przez neosędziów. Gdy tak się dzieje i dana sprawa trafia do rozstrzygnięcia przez Sąd Najwyższy, ten przeprowadza tzw. test niezależności sędziego. W wielu przypadkach testy wypadają negatywnie, wyroki są uchylane, a sprawy wracają do ponownego rozpoznania.
Dlaczego to jest ważne? Takie działania uderzają w strony postępowania i wydłużają proces przed sądem. By temu przeciwdziałać sytuacjom, w części sądów próbuje się stosować rozwiązania doraźne, "zastępcze", odsuwając neosędziów z negatywnym testem niezależności od wydawania wyroków. Dostają oni swoją "specjalizację", czyli mają do rozpoznania tylko takie sprawy, w których nie ma zagrożenia uchylaniem wyroków. Tacy sędziowie orzekają więc w sprawach zdecydowanie prostszych, mniejszej wagi, o czym pisaliśmy na naszym portalu.
Innym rozwiązaniem doraźnym - zastosowanym w wydziale karnym Sądu Apelacyjnego w Warszawie - było stworzenie specjalnej sekcji dla neosędziów. Chodziło o zmianę strukturalną, by zahamować wydawanie wadliwych orzeczeń, które są uchylane w Sądzie Najwyższym. Neosędziowie przeszli do nowej sekcji zażaleniowo-wnioskowej, gdzie nie wydają wyroków.
Lublin. Sędzia nagle wycofuje zgodę na specjalizację
Praktyczny przykład wyżej opisanej sytuacji. W Lublinie sędzią, która przez kilka miesięcy była odsunięta od wydawania wyroków, by nie narażać stron postępowania, była Anna Grodzicka. Jest jednym z tzw. neosędziów, orzeka w V Wydziale Odwoławczym, negatywnie przechodziła test niezależności, jej wyroki były uchylane przez SN. O jej karierze m.in. w warszawskiej apelacji i współpracy z ówczesnymi prezesami tego sądu - Piotrem Schabem czy Przemysławem Radzikiem - pisaliśmy już wcześniej.
Co się wydarzyło? Sędzia dostała "specjalizację" i wydawała decyzje tylko w określonych rodzajach spraw. Problem w tym, że cofnęła na to swoją zgodę.
Specjalizacja - jak przekazała TOK FM rzecznik sądu w Lublinie sędzia Marta Śmiech - obowiązywała od 16 maja 2024 roku do 13 stycznia 2025. - Objęcie sędziego specjalizacją wymaga jego zgody i na początku tego roku sędzia Grodzicka cofnęła zgodę na specjalizację, w związku z czym aktualnie orzeka w pełnym wymiarze czasu pracy, we wszystkich kategoriach spraw, które wpływają do V Wydziału Odwoławczego - powiedziała nam rzecznik sądu.
Wiceminister sprawiedliwości: "To jest kwestia odpowiedzialności"
Według wiceministra sprawiedliwości Dariusza Mazura - sytuacja, w której sędzia cofa zgodę na specjalizację w sytuacji, gdy jego orzeczenia są uznawane za wadliwe, świadczy o jego podejściu do odpowiedzialności.
- Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której jestem sędzią, jestem negatywnie przetestowany pod kątem mojej niezależności i upieram się, że będę dalej produkował wadliwe orzeczenia, z pełną świadomością tego, co robię. Myślę, że w przyszłości będzie to podstawa również do budowania jakiejś odpowiedzialności odszkodowawczej sędziów, którzy w taki sposób postępują - mówi TOK FM wiceminister Mazur.
Chodzi o odszkodowania dla stron, których dana sprawa dotyczy - polski rząd, o czym pisaliśmy, podpisał już część ugód w takich sprawach przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka w Strasburgu. Ale kwestia odpowiedzialności odszkodowawczej to nie wszystko - niewykluczona jest też droga postępowań dyscyplinarnych.
Wysłaliśmy do pani sędzi Grodzickiej pytania w tej sprawie - czekamy na odpowiedź. Pytamy m.in., dlaczego cofnęła zgodę na specjalizację i czy zdaje sobie sprawę, co to oznacza dla stron postępowań, w których sprawach będzie orzekać.
Co dalej z neosędziami?
Tak jak pisaliśmy, przyznawanie sędziom specjalizacji czy stworzenie specjalnej sekcji dla nich w sądzie w Warszawie, to jedynie rozwiązania doraźne - "plaster" na problemy systemowe. Cały czas nie ma bowiem ustawy o statusie tzw. neosędziów i decyzji, w jaki sposób przeprowadzić ich "weryfikację".
Dlaczego nie udało się rozwiązać tej sprawy? Ustawy nie ma, bo prezydent Andrzej Duda od dawna zapowiadał, że takiego rozwiązania nie podpisze i nie zgodzi się na podważanie statusu sędziów, którym sam wręczał nominacje.
Jaki plan ma resort Bodnara? Ministerstwo Sprawiedliwości chce jednak, by ustawa była gotowa i przyjęta przez parlament przed wyborami prezydenckimi. - Założenie jest takie, aby projekt został przeprocedowany w takim tempie, żeby przyszły prezydent dostał już taki projekt, który przeszedł całą ścieżkę legislacyjną przed parlamentem - mówi TOK FM wiceminister Dariusz Mazur.
Pomysłów i proponowanych rozwiązań w zakresie "weryfikacji" na przestrzeni ostatniego roku było kilka, sprawę konsultowano m.in. z Komisją Wenecką.
Na dziś na stole są dwa projekty zgłoszone przez Komisję Kodyfikacyjną Ustroju Sądownictwa oraz Prokuratury na czele z sędzią Krystianem Markiewiczem. Oba zakładają ocenę statusu tzw. neosędziów, tylko w nieco innej formule i w różnym czasie. W obu - sędziowie, którzy awansowali przy wsparciu neoKRS powinni wrócić tam, skąd przyszli.
Przewidziane są trzy grupy:
- zielona - czyli najmłodsi sędziowie, którzy awansowali w wadliwej procedurze, ale nie mieli tak naprawdę innego wyjścia (w tym asesorzy) - projekty zakładają, że ich status nie będzie kwestionowany;
- żółta - to około 1200 osób, które były sędziami, ale przy udziale neoKRS awansowały wyżej - np. z sądu rejonowego do sądu okręgowego; te osoby miałyby wrócić na wcześniej zajmowane stanowiska;
- czerwona - to osoby, które trafiły do sądów spoza sądownictwa, np. z adwokatury, a adwokatura niekoniecznie chciałaby, aby powróciły w jej szeregi. Oni mieliby stworzoną w projekcie ścieżkę pozostania w sądzie, ale jako referendarze sądowi.
W jaki sposób miałaby się odbywać "weryfikacja" neosędziów? Czy na mocy ustawy objęci byliby nią wszyscy, czy też zajęłaby się tym nowo utworzona Krajowa Rada Sądownictwa i podeszłaby do tematu bardziej indywidualnie? - Nad tym jeszcze pracujemy, zbierane są przez nas opinie. W prawie często jest tak, że diabeł tkwi w szczegółach. Ale - uczciwie sobie to trzeba powiedzieć - dużo czasu na te prace już nie ma - tłumaczy wiceminister sprawiedliwości. I dodaje, że jeszcze w tym tygodniu mają się odbyć spotkania z parlamentarzystami koalicji rządzącej - w jakim kierunku oni byliby skłonni pójść, które rozwiązanie wybrać jako najlepsze.
Część sędziów (tzw. starych) zgłasza zastrzeżenia i obawy, że zanim ruszy procedura "weryfikacyjna", wszyscy zapomnimy o problemie tzw. neosędziów i wszystko pozostanie tak jak jest, jakby w ogóle problemu neosędziów nie było. - Chcemy zrobić wszystko, by tak się nie stało, ale oczywiście, wszystkie wątpliwości i problemy bierzemy pod uwagę - mówi sędzia Dariusz Mazur.