Czy Zielona Góra rzeczywiście jest zielona? "Nie ilość, a jakość ma znaczenie"
- Zieleń w mieście ma dla mieszkańców coraz większe znaczenie;
- Architektka krajobrazu opowiada nam, co jest ważne w projektowaniu i dbaniu o miejską zieleń;
- Rozmawiamy o Zielonej Górze, która - w ocenie Agnieszki Tokarskiej-Osyczki - jest z roku na rok coraz bardziej zielona;
- Ekspertka udziela szerokich rad również dla osób, które myślą o założeniu przydomowego ogródka.
Zieleń staje się jednym z głównych wyznaczników jakości życia w miastach, ale nie wszędzie wypada dobrze. Choć wiele samorządów deklaruje walkę z betonozą, praktyka wciąż bywa inna. A mieszkańcy coraz głośniej dopominają się o drzewa, cień i tlen. W przypadku Zielonej Góry sama nazwa zobowiązuje. Ale czy rzeczywiście z roku na rok robi się tu bardziej zielono? Zdaniem Agnieszki Tokarskiej-Osyczki - zdecydowanie tak. - Oczywiście mam na myśli naszą zieleń miejską urządzoną - podkreśla architektka krajobrazu.
Zieleń w mieście. Nie ilość, a jakość
Agnieszka Tokarska-Osyczka od lat obserwuje, jak rozwijają się miejskie tereny zieleni. Jej zdaniem kluczowe nie jest sadzenie "na pokaz", ale dbałość o to, co już mamy. - Myślę, że jakość nasadzeń, a nie ich ilość powinna być priorytetem. I to, by każdorazowo zabezpieczać budżet na pielęgnację tej zieleni, zwłaszcza na podlewanie - mówi.
Zwraca też uwagę na często lekceważone detale, jak paliki przy drzewach. - Czasem widzimy, że drzewa rosną w jednym miejscu już 5-6 lat, a paliki, które miały je stabilizować, wiszą bez sensu już tylko na sznurkach - nierzadko szkodząc temu posadzonemu jakiś czas drzewu. Powinniśmy mieć na to większą uważność, żeby je usuwać, gdy przestają być potrzebne - dodaje.
Według naszej rozmówczyni w Zielonej Górze nie brakuje przykładów dobrze zagospodarowanej zieleni. Jednym z ulubionych miejsc ekspertki jest park w Zatoniu. - Uwielbiam tam chodzić, i myślę, że moje psy by to potwierdziły - śmieje się. Ceni też nowsze realizacje. - Lubię też bardziej nowoczesny wygląd placu Słowiańskiego. Choć wiem, że wiele osób go nie akceptuje. Ludzie przywiązują się do tego, co znają i czasem wspomnienia przeszkadzają nam w odbiorze zmian - tłumaczy.
Zamieszanie wokół Parku Śląskiego. Radni Chorzowa mają kolejny pomysł
Zdaniem naszej rozmówczyni, by Zielona Góra była jeszcze bardziej przyjazna mieszkańcom i środowisku potrzeba naszej uważności. - Często zapominamy, że z przestrzeni publicznych korzystają nie tylko ludzie, ale i zwierzęta. Projektując, przyjmujemy postawę trochę władców terenu i ignorujemy potrzeby przyrody. A przecież powinniśmy unikać gatunków inwazyjnych, które wypierają nasze rośliny rodzime i zaburzają lokalną bioróżnorodność - wyjaśnia Agnieszka Tokarska-Osyczka.
Jej zdaniem rozwój zieleni powinien być oparty na szacunku dla lokalnego ekosystemu. - To nasze projektowanie i użytkowanie zieleni powinno wynikać z większego szacunku do przyrody i bardziej świadomych wyborów, choćby jeśli chodzi o dobory gatunkowe do danych przestrzeni - podkreśla.
Własny ogródek. Jak do tego podejść?
Tyle o zieleni miejskiej. Jeśli chodzi o przydomowe ogródki, tu obraz jest bardziej złożony. - Myślę, że jest sporo właścicieli, którzy bardzo dbają o swoje przestrzenie, te najbliżej domu. Ale są też osoby, dla których ten teren jest dodatkiem i raczej się do niego nie przywiązują - zauważa. Nie każdy ma czas, nie każdy czuje potrzebę, co również widać, gdy przejdziemy się po osiedlach domków jednorodzinnych.
Ci, którzy dopiero myślą o założeniu własnego ogródka, powinni podejść do tematu metodycznie. - Po pierwsze, warto zrobić analizę terenu: sprawdzić, jakie mamy warunki świetlne, jaki rodzaj gleby, czy mamy dostęp do wody gruntowej - wylicza nasza rozmówczyni. - Po drugie, trzeba się zastanowić, czego właściwie od tej przestrzeni oczekujemy. Czy ma to być ogród wypoczynkowy, rekreacyjny, warzywny, a może gospodarczy? Czy będą z niego korzystać dzieci? Czy mamy zwierzęta? - dodaje.
Kolejny krok to realna ocena własnych możliwości czasowych. - To, ile czasu mamy na pielęgnację, bardzo mocno wpływa na dobór roślin - podkreśla ekspertka. Istotne jest też, by ogród pasował do otoczenia. - Dobrze, żeby nasz pomysł harmonizował z budynkiem i krajobrazem. Przy lesie ogród w stylu mocno modernistycznym może po prostu wyglądać obco - zaznacza. Ważne jest również podjęcie decyzji, czy ogród zakładamy sami, czy skorzystamy z usług profesjonalistów.
Na takie ogrody stawiają w Zielonej Górze
Coraz więcej osób decyduje się dziś na ogrody zgodne z naturą. Z roślinami miododajnymi i minimalną ilością trawnika. - To ogrody przyjazne ludziom i owadom. Mieszkańcy chcą zbierać deszczówkę, zakładają kompostowniki, chcą mieć w nich warzywa i owoce - mówi ekspertka. Ale rośnie też popularność ogrodów nowoczesnych, z wyraźnie wyznaczonymi rabatami, ozdobnymi trawami, wykorzystujących drewno, stal, kamień. - Często pojawia się tam miejsce na ognisko, palenisko, grill. Modne są obniżenia terenu i zawieszone konstrukcje: hamaki, wiszące fotele, krzesła brazylijskie - dodaje Tokarska-Osyczka.
W tego typu ogrodach dominuje zieleń uporządkowana, nierzadko z przewagą roślin iglastych. - Mieszkańcy często decydują się na drzewa o kulistych lub wąsko kolumnowych formach. Popularne są iglaki, bo wiele osób nie chce jesienią walczyć z liśćmi - przyznaje architektka. - Może nie same liście im przeszkadzają, ale ilość pracy, którą trzeba potem włożyć w ich uprzątnięcie. Poza tym nie wszystkim podoba się efekt estetyczny, gdy zaczynają brązowieć - wyjaśnia.
Na ogrodniczej mapie Zielonej Góry coraz częściej pojawiają się też ogródki użytkowe - małe grządki z warzywami i ziołami. Często zakładane przez rodziny z małymi dziećmi, które chcą mieć kontrolę nad jakością żywności, albo przez panie, które po prostu wolą gotować używając świeżych ziół z własnego ogródka. - Bardzo często zioła uprawiane są w pojemnikach, na tarasach, balkonach, blisko kuchni, żeby był szybki do nich dostęp - mówi ekspertka. Ten trend nie ogranicza się zresztą tylko do domów jednorodzinnych. - W przestrzeniach miejskich coraz częściej projektuje się ogrody społeczne, gdzie rabatki uprawiane są wspólnie przez mieszkańców danej dzielnicy czy osiedla - zauważa.
Co mówią o nas nasze ogrody?
Spacerując po Zielonej Górze można zaobserwować różnicę w podejściu do ogrodu w zależności od wieku ich właścicieli. - Jeśli budynki na danym osiedlu już istnieją od lat, to ogrody wokół nich są zupełnie inne niż te na nowo projektowanych osiedlach - mówi Agnieszka Tokarska-Osyczka. Nowoczesne, modne ogrody w stylu geometrycznym częściej pojawiają się przy nowych domach. - Są też mieszkańcy, którzy specjalnie wyprowadzają się z miasta i zakładają ogrody bardziej naturalistyczne. Wybierają kontakt z przyrodą - zauważa nasza rozmówczyni.
Wśród roślinnych hitów ostatnich sezonów w Zielonej Górze królują trawy ozdobne i hortensje, głównie bukietowe z dużymi, efektownymi kwiatostanami. - Wiele osób lubi też byliny, które kwitną długo - jeżówki, rudbekie, nachyłki, a także krzewinki, np. lawendę. To rośliny, które mają ciekawe i dość długie kwitnienie - wyjaśnia. Natomiast są też gatunki, które powoli znikają z zielonogórskich przydomowych rabat. - Na przykład malwa. Bardzo rzadko się ją teraz spotyka. Nie wszyscy wiedzą, że to roślina dwuletnia. W pierwszym roku daje tylko rozetę liści i wiele osób się zniechęca, zanim w ogóle doczeka się kwiatów - tłumaczy architektka krajobrazu. Zmienia się nie tylko to, co sadzimy, ale też i to, jak kolorystycznie komponujemy rabaty. - Królują biele, róże, kremowe odcienie. Kolor żółty pojawia się rzadko, bo nie kojarzy się z nowoczesnością. Raczej w nowoczesnych ogrodach nie spotkamy forsycji czy mahonii - mówi projektantka zieleni.
Zielonogórskie ogródki pod lupą
Zielonogórscy właściciele ogrodów podchodzą do planowania zieleni na różne sposoby. Jedni stawiają na sprawdzone schematy, inni są bardziej otwarci na eksperymenty. - Są tacy, którzy widzieli coś u kogoś i bardzo by chcieli mieć tak samo albo podobnie, i oni nie chcą eksperymentować - mówi Tokarska-Osyczka. Ci bardziej zachowawczy tłumaczą się brakiem wyobraźni przestrzennej i zaufaniem do tego, co już gdzieś się sprawdziło. Ale są też mieszkańcy gotowi na nowości. - Jak już zatrudniają profesjonalistów, to są gotowi podjąć ryzyko, bazując na koncepcjach, które można dopasować do ich potrzeb - dodaje nasza rozmówczyni.
Rośliny przyjazne owadom zapylającym to dla jednych ekologiczna wartość dodana, dla innych niepotrzebne ryzyko. - Jest grono osób, które bardzo nie chce mieć takich roślin u siebie, bo po prostu boi się owadów - przyznaje ekspertka. Świadomość ekologiczna rośnie powoli, a o rośliny odporne na suszę pytają tylko nieliczni. - Ludzie raczej myślą o podlewaniu w czasie wakacji, a nie o adaptacji do zmieniających się warunków pogodowych - wyjaśnia ekspertka.
Zmiany klimatyczne? Niektórzy ogrodnicy już je zauważają. - Jest maj, a lilie mają już 20-30 centymetrów. One powinny dopiero na wakacje się pojawiać - tłumaczy Agnieszka Tokarska-Osyczka. Mimo to większość właścicieli ogrodów nie wiąże wcześniejszego kwitnienia z globalnymi zmianami. - Myślą sobie: "Kwitnie? To super. A że trzy miesiące wcześniej? Taka jego uroda" - dodaje.
Ile jeszcze utrzyma się to zimno? Sadownicy wołają o pomoc. 'Może być dramat'
Ekologiczne rozwiązania dopiero zdobywają przestrzeń. Pojawiają się pierwsze łąki kwietne, opatrzone tabliczkami wyjaśniającymi, dlaczego nie są koszone. Ogród Botaniczny w Zielonej Górze od dwóch lat ma swoją własną. Zbieranie deszczówki? - Jeszcze w ograniczonym zakresie. Ale miasta - również Zielona Góra - powoli dorastają do idei proeko - mówi architektka krajobrazu.
Własny ogródek i najczęściej popełniane błędy
Jednym z najczęstszych błędów popełnianych przez ogrodników-amatorów jest niedoszacowanie docelowych rozmiarów roślin. Kupując, patrzymy na ich obecny wygląd. Potem wchodzą w kolizję z innymi roślinami, bo nie przewidziano, że jeszcze urosną.
Inne pomyłki? Sadzenie roślin światłolubnych w cieniu, preferujących kwaśny odczyn gleby w glebie o odczynie zasadowym czy wybór zbyt dużych drzew do małych ogródków. - No i jeszcze ten zawód, gdy coś miało być zimozielone, a jednak gubi liście - dodaje nasza rozmówczyni.
Na pytanie, jakie rośliny najlepiej sobie radzą w tym naszym zielonogórskim klimacie i w naszej glebie, odpowiedź nie jest prosta. - To zależy od lokalizacji. Inne rośliny sprawdzą się przy ruchliwych ulicach, inne w parkach z wiekowym drzewostanem, inne w nowo zakładanych przestrzeniach pełnych słońca - tłumaczy Agnieszka Tokarska-Osyczka. Uniwersalnych przepisów brak, ale jedno jest pewne: ogród to proces. - Jak w domu, trzeba się nastawić, że nie wszystko od razu wyjdzie. Trzeba próbować, przesadzać. W razie wątpliwości doczytać lub dopytać ekspertów - radzi.
Miłość do ogrodów w czasie pandemii
Czas lockdownów wielu z nas zbliżył do przyrody. Możliwość wyjścia choćby na kilka metrów własnego ogródka była luksusem, który w Zielonej Górze doceniło wielu mieszkańców. - W czasie pandemii dużo osób doceniało to, że ma swój własny teren, na który można było wyjść - wspomina nasza rozmówczyni. Wydawało się, że to początek ogrodniczej rewolucji, większej dbałości o przestrzeń, w której się żyje na co dzień. Ale rzeczywistość szybko wróciła na stare tory. - Znowu jesteśmy zabiegani i nie mamy czasu, żeby w tych ogrodach siedzieć - przyznaje ekspertka.
Nie znaczy to jednak, że ogrody całkiem zniknęły z horyzontu codziennego życia. Wciąż są miejscem wypoczynku i spotkań, a właściciele domów chętnie inwestują w altanki, paleniska czy przestrzenie do grillowania.