Tu uczą przyrody lepiej niż w szkole. Jedyne takie miejsce w Polsce
- Muzeum Łąki powstało w nieprzypadkowym miejscu. To właśnie tu znaleźć można murawy kserotermiczne - półnaturalne zbiorowiska roślinne, bardzo rzadkie w skali całej Europy;
- Muzeum ma niedużą ekspozycje, którą czeka 'nowe otwarcie' - unowocześnienie i przekształcenie tak, by była bardziej interaktywna;
- Murawy kserotermiczne w Owczarach to diś około 60 hektarów malowniczych wąwozów i nasłonecznionych stoków, z czego połowa to własność Klubu Przyrodników;
- 'To właśnie tu, w tej pierwszej ostoi, zaczęła się nasza historia. Kiedyś kupiliśmy te tereny za niewielkie pieniądze. Dziś wiemy, że to była jedna z najlepszych decyzji' - mówi Ewa Drewniak.
Wszystko zaczęło się blisko trzy dekady temu, kiedy Klub Przyrodników natrafił na to miejsce - niepozorne, zrujnowane gospodarstwo, wcześniej należące do PGR-u. - Ale to nie budynki były ważne - mówi nam Ewa Drewniak z Klubu Przyrodników, pracująca przy projekcie. - To, co nas tu przyciągnęło, to niezwykle cenne murawy kserotermiczne, unikatowy ekosystem, który w Polsce występuje już tylko na nielicznych stanowiskach - wyjaśnia.
Z tych powodów właśnie powstało jedyne w Polsce Muzeum Łąki. - Stworzyliśmy wtedy taką niedużą ekspozycję, która przez lata się zmieniała, a teraz czeka ją nowe otwarcie, w wersji bardziej nowoczesnej, interaktywnej i wirtualnej - dodaje nasza rozmówczyni. Przyrodnicy planują również rozbudowę oferty edukacyjnej. Będzie więcej warsztatów i zajęć w terenie. - Bo to właśnie teren jest naszym największym atutem - podkreśla przyrodniczka.
Istotną częścią Muzeum Łąki są wspomniane już murawy kserotermiczne, na których wytyczona jest ścieżka dydaktyczna. Są też tablice edukacyjne i wiaty. Każdy może tu przyjść, zeskanować kod QR i dowiedzieć się, dlaczego to miejsce jest tak wyjątkowe.
Murawy, które trzeba chronić
Murawy kserotermiczne - nazwa trudna, ale zjawisko fascynujące. - To półnaturalne zbiorowiska roślinne, bardzo rzadkie w skali całej Europy. Powstały na zboczach ukształtowanych przez ostatnie zlodowacenie, ponad 10 tysięcy lat temu - tłumaczy Ewa Drewniak. To właśnie na tych południowych, nagrzanych słońcem stokach natura zbudowała swoją wyjątkową łąkę. Dziś przetrwanie muraw zależy od człowieka. - Utrzymujemy krajobraz dzięki wypasowi. Mamy owce wrzosówki, kozy i jednego konika polskiego. Bez nich murawy zarosłyby krzewami i zniknęły - dodaje.
Owce wrzosówki to stara i prymitywna rasa, która znakomicie odnajduje się w warunkach, gdzie inne gatunki nie miałyby szans. - To owce, które przystosowały się same do klimatu, do pogody, do trudnego terenu - mówi przyrodniczka. Nie wymagają specjalnej opieki. Nie trzeba ich dokarmiać wysokobiałkowymi paszami, nie potrzebują dachu nad głową. Wystarczy im wiata i krzaki, w których mogą się schować. - Z perspektywy przemysłu spożywczego są mało atrakcyjne. Powoli rosną, nie dają dużo mleka ani mięsa. Ale dla nas, przyrodników, są idealne. Sprawdzają się na otwartych terenach, w trudnym środowisku, gdzie trzeba utrzymać naturalny charakter krajobrazu - zaznacza nasza rozmówczyni. Dzięki nim murawy nie zarastają, a rzadkie gatunki roślin i owadów mogą się rozwijać.
Murawy kserotermiczne w Owczarach to dziś około 60 hektarów malowniczych wąwozów i nasłonecznionych stoków, z czego połowa to własność Klubu Przyrodników. Druga połowa - użytki ekologiczne. - To właśnie tu, w tej pierwszej ostoi, zaczęła się nasza historia. Kiedyś kupiliśmy te tereny za niewielkie pieniądze. Dziś wiemy, że to była jedna z najlepszych decyzji - mówi Ewa Drewniak.
Klub Przyrodników konsekwentnie powiększa swoje zasoby, kupując najcenniejsze przyrodniczo tereny w całym kraju. Działania Klubu obejmują nie tylko województwo lubuskie. - Murawy mamy także w województwie zachodniopomorskim, w Zatoni Dolnej - pięknie położone na skraju doliny Odry. Inne znajdują się nad Bobrem - wylicza moja rozmówczyni. Wszystkie wymagają opieki. – Organizujemy akcje czynnej ochrony z udziałem wolontariuszy. Każdy może pomóc, a dzień spędzony na takiej pracy to endorfiny i wiatr we włosach - zachęca z uśmiechem Ewa Drewniak. Informacje o akcjach publikowane są na stronie Klubu Przyrodników i w mediach społecznościowych
Tam, gdzie pachnie szałwią
Murawy kserotermiczne - pełne światła, aromatu i życia - znikają w cieniu cywilizacji. Z jednej strony wkraczają maszyny i deweloperzy, z drugiej przyroda pozostawiona sama sobie. W obu przypadkach kończy się to tak samo: degradacją jednego z najbardziej wyjątkowych zbiorowisk roślinnych w Europie.
- Największym zagrożeniem są przekształcenia terenu. To często malownicze miejsca, a skoro piękne, to ludzie chcą tu budować domy. Przekształcają teren, przeorują go pod uprawy rolne - mówi przyrodniczka. I dodaje, że zagrożeniem bywa również brak działania. - Kiedy nie ma wypasu, nie ma koszenia, to murawy zarastają. Najpierw pojawiają się krzewy, potem drzewa, ale też gatunki inwazyjne jak nawłoć czy robinia akacjowa. Kiedy jest za dużo cienia to murawy się degradują - tłumaczy nasza rozmówczyni.
Murawy kserotermiczne, jak sama nazwa wskazuje (od greckich kseros - suchy i thermos - ciepły), potrzebują słońca i suszy. - To coś w rodzaju stepu w wersji łąkowej. Powstają na krawędziach dolin, gdzie woda szybko spływa, a słońce operuje intensywnie. Tam jest ciepło, sucho i wszystko pachnie - szałwia, macierzanka, zioła. Słońce uwalnia olejki eteryczne i powietrze pachnie wspaniale - opowiada Ewa Drewniak. Murawy to również siedlisko dla ptaków, motyli, pszczół i innych dzikich zapylaczy.
Dlaczego natura potrzebuje "bałaganu"?
W Muzeum Łąki błoto bywa towarem deficytowym. Choć mogłoby się wydawać, że wiejska przestrzeń sprzyja jego naturalnemu występowaniu, dziś coraz częściej trzeba je robić. A wszystko z myślą o jaskółkach. - Błoto jest cenne - podkreśla przyrodniczka. - Na naszym podwórku nie ma go dużo. Owszem, kiedy długo i intensywnie pada, całe podwórko jest błotniste. Ale to nie zdarza się często - dodaje. Błota potrzebują jaskółki. - Jeśli nie ma błota, to je robimy. Lejemy wodę w ziemię, żeby jaskółki mogły zebrać materiał na gniazda - wyjaśnia. W Muzeum Łąki mieszka wiele jaskółek. Są to zarówno dymówki, jak i oknówki.
Brak błota to nie tylko problem ptaków, to również objaw głębszych zmian środowiskowych. - Tego, że jest sucho, że zmieniła się struktura opadów - precyzuje przyrodniczka. - Kiedyś wiosenne i letnie deszcze były czymś normalnym. Kałuże były codziennością. Teraz chodzimy po suchym - dodaje. Zimą nie ma śniegu, nie ma roztopów. Gleba nie gromadzi wilgoci. Nawet na wsi teren staje się coraz bardziej uporządkowany i wybetonowany. - Wszystko równe, wysprzątane, wyczyszczone, a przyroda tego nie lubi. Przyroda potrzebuje "bałaganu" - wyjaśnia nasza rozmówczyni. I zaznacza, że brak błota i brak kałuż powinien nas niepokoić, bo to znaczy, że w przyrodzie dzieje się coś złego.
Świt i zmierzch na murawach
Wędrowanie po murawach kserotermicznych to przygoda dla uważnych. Z aparatem, lornetką, a nawet lupą w kieszeni. - Fajnie jest o świcie się wybrać. Wtedy jest rosa, są pajęczyny. Można zrobić ładne zdjęcia. Wyłania się słońce, a ptaki już szaleją, bo one bardzo wcześnie się budzą - mówi Ewa Drewniak.
Dodaje, że poranek jest dla tych, którzy szukają kontaktu z naturą bez pośpiechu. Bo to dobry moment na słuchanie ptaków, na budzące się poranne życie. Mało kto wtedy chodzi, więc jest się samemu. Wieczorem rytm się zmienia. - Gdy zachodzi słońce, niektóre głosy cichną, choć wciąż słychać owady, pasikoniki, a ptaki jeszcze dość długo śpiewają - mówi z uśmiechem nasza rozmówczyni. - Wtedy też warto znaleźć się na murawach. Koniecznie z aparatem - podkreśla.