Kraków walczy z hałasem w szkołach. "Gdy się pojawiła, wszyscy chcieli w niej siedzieć"
Hałas na szkolnych przerwach w Krakowie znacznie przekracza normy Światowej Organizacji Zdrowia. Miejscy radni chcą temu przeciwdziałać poprzez program "Ciche świetlice", zakładający tworzenie stref ciszy i montowanie budek akustycznych. "Gdy się pojawiła, wszyscy chcieli w niej siedzieć" - mówiła "Wyborczej" dyrektorka jednej z krakowskich szkół, w której taka budka już stoi.
- Badania CIOP wykazały, że hałas w krakowskich szkołach podczas przerw przekracza 90 decybeli, znacznie powyżej norm WHO;
- Dyrektorzy szkół popierają ideę budek akustycznych, ale wskazują na brak środków - wielu z nich otrzymało pięciokrotnie mniejsze budżety na wydatki rzeczowe niż planowano;
- Radni proponują, by program "Ciche świetlice" finansować z miejskich środków, rad dzielnic lub budżetu obywatelskiego.
Według wyników badań Centralnego Instytutu Ochrony Prac hałas podczas szkolnej przerwy przekracza 90 decybeli, podczas gdy WHO dopuszcza jedynie 40 decybeli na korytarzach i 35 w klasach. Skutkami tak dużego hałasu są rozdrażnienie, zmęczenie, stres i obniżona koncentracja uczniów.
Dlatego radni Koalicji Obywatelskiej zaapelowali do prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego o tworzenie miejsc ciszy w szkołach. "Wzrasta liczba uczniów o specjalnych potrzebach edukacyjnych (...), a wiele placówek oświatowych boryka się z ograniczoną przestrzenią lokalową, która uniemożliwia prowadzenie indywidualnych zajęć lub rozmów w warunkach zapewniających ciszę i skupienie”. Program ma umożliwić „wdrożenie programu o rzeczywistych i mierzalnych korzyściach dla uczniów oraz kadry pedagogicznej (...). To inwestycja w dobrostan dzieci i młodzieży" - argumentowali w uchwale kierunkowej.
Dyrektorka jednej z krakowskich szkół, Anna Kurek, opowiada, że jej placówka już zakupiła budkę ciszy za ponad 30 tysięcy złotych: "Gdy się pojawiła, wszyscy chcieli w niej siedzieć. (...) Nauczyciele spotykają się w niej na rozmowy z rodzicami, prowadzone są indywidualne zajęcia z dziećmi. Wszyscy są bardzo zadowoleni" - opowiadała w rozmowie z "Gazetą Wyborczą". Budka wykorzystywana jest również przez uczniów w spektrum autyzmu.
Nie każdą szkołę na to stać. "Te pieniądze ledwo starczą na papier toaletowy"
Jednak wielu dyrektorów podkreśla, że nie ma środków na podobne inwestycje. "Miasto właśnie obcięło nam wydatki na zakupy rzeczowe i wielu z nas zamiast 300 tysięcy złotych dostało 50. Te pieniądze ledwo starczą na papier toaletowy, mydło i ręczniki papierowe" - mówią. "W takiej sytuacji to kuriozalny pomysł wyskakiwać z pomysłem wydania 40 tysięcy złotych na kabinę ciszy" - oceniła jedna z dyrektorek.
Radny Tomasz Daros, współautor uchwały, podkreśla, że "to projekt długofalowy" i że strefy ciszy można tworzyć "przy bieżących remontach szkół". Zaznacza, że budki można finansować m.in. ze środków dzielnic czy budżetu obywatelskiego. "Opinie uczniów, nauczycieli i rodziców są jednoznacznie pozytywne, a kabiny określane są jako realne wsparcie w codziennym funkcjonowaniu szkoły" - czytamy w uzasadnieniu uchwały. Radni chcą, by miasto wskazało szkoły o największych potrzebach i umożliwiło sfinansowanie budek z miejskich środków, a także prowadziło działania edukacyjne na temat znaczenia ciszy w nauce.
Posłuchaj:
Źródło: Gazeta Wyborcza