Traumatyczny poród w krakowskim szpitalu. "Personel nie zauważył"
- To, czego tu zabrakło, to komunikacja i empatia oraz indywidualne spojrzenie na kobietę i jej historię - mówi nam Joanna Pietrusiewicz, prezeska Fundacji Rodzić po Ludzku, komentując opisaną przez nas na początku lutego historię pacjentki, która w grudniu urodziła syna w szpitalu im. Żeromskiego w Krakowie.
Holland rozczarowana ruchami rządu Tuska. 'Jest mi smutno'
W skardze skierowanej do szpitala, a następnie w relacji przedstawionej TOK FM, pani Ewa [imię zmienione, dane pacjentki do wiadomości redakcji], opisywała rodzenie w samotności pod prysznicem, badania ginekologiczne w obecności postronnych osób i właśnie - brak empatii. Opowiadała też, jak miała walczyć o kontakt "skóra do skóry" z noworodkiem. Narzekała m.in. na brak informacji o postępie porodu i upokarzające słowa, które miały paść, gdy próbowała samodzielnie radzić sobie z bólem. Od położnej miała usłyszeć: "O, w poród się bawimy? Moje pieski tak robią, gdy się chcą ze mną bawić".
- Dla położnej, która pracuje wiele lat w zawodzie czy dla lekarza - to kolejny poród w tygodniu czy w miesiącu. Natomiast dla tej kobiety jest to jedyne doświadczenie. Czasami ta indywidualna potrzeba konkretnej pacjentki gdzieś umyka położnym i lekarzom. Nie chcę powiedzieć, że umyka ze złej woli. Jesteśmy wszyscy przepracowani. Położna ma pod opieką nie tylko jedną pacjentkę, ale czasami kilka i bardzo łatwo się dystansować od tej jednej kobiety, która rodzi - mówi Joanna Pietrusiewicz.
Polacy popierają protest rolników? Zaskakujące wyniki sondażu
Wstrząsająca relacja z porodu. Szpital odpowiada
Pani Ewa swoje okołoporodowe doświadczenia opisała w skardze wysłanej do kancelarii szpitala im. Żeromskiego w Krakowie ponad miesiąc po porodzie, 12 stycznia. Odpowiedź otrzymała 12 lutego. Były to wyniki postępowania wyjaśniającego przeprowadzonego w placówce w jej sprawie.
"Po przeniesieniu Pani do sali porodowej wykwalifikowana położna prowadziła poród. Standardem postępowania jest pomoc rodzącej kobiecie w radzeniu sobie z bólem, wspieranie jej, informowanie o przebiegu porodu, w tym o stopniu rozwarcia szyjki macicy. Nie mamy zgłoszeń od kobiet, które u nas urodziły dziecko, że jest inaczej, wręcz przeciwnie, otrzymujemy pozytywne opinie i dobre oceny dotyczące porodów w naszym szpitalu. Nie mamy podstaw sądzić, że w Pani przypadku było inaczej" - czytamy w odpowiedzi, jaką uzyskała pacjentka i którą przekazała naszej redakcji.
"Odnosząc się do słów, które - według Pani - skierowała do Pani położna, informuję, że z położną została przeprowadzona w tym zakresie rozmowa wyjaśniająca przez Położną Oddziałową i Pełnomocnika ds. Praw Pacjenta" - informuje dalej szpital.
Odniesiono się również do opisanej przez panią Ewę sytuacji, gdy w fazie bolesnych skurczów miała zostać sama pod prysznicem i - jak mówiła - "nikt z personelu medycznego się nie zainteresował". Szpital wyjaśnia tę kwestię następująco: "Przebywając na Odcinku Patologii Ciąży w każdej chwili mogła Pani wezwać położną, gdyż przy każdym łóżku szpitalnym, a także w każdej łazience są specjalne dzwonki, z których należy skorzystać w razie złego samopoczucia, a wtedy pomoc zostanie bezzwłocznie udzielona".
Trafiła do aresztu za ukrywanie syna. 'Krzyś się ojca boi'
W odpowiedzi dla pani Ewy szpital zwraca uwagę, że "podczas pobytu na oddziale nie zgłaszała żadnych zastrzeżeń, nie wyrażała swoich potrzeb, nie zgłosiła tego, że potrzebuje pomocy". "Personel medyczny nie zauważył u Pani żadnych niepokojących symptomów świadczących o tym, że przeżywa Pani bardzo trudne chwile" - czytamy w dokumencie.
Wstrząsająca relacja z porodu. Reaguje Rzecznik Praw Pacjenta
Po publikacji naszego artykułu zainterweniował Rzecznik Praw Pacjenta. - Wszcząłem w tej sprawie postępowanie wyjaśniające oraz zwróciłem się do podmiotu leczniczego o wyjaśnienia, a w szczególności o przekazanie dokumentacji medycznej - przekazał Bartłomiej Chmielowiec. - Chodzi m.in. o wyjaśnienie, w jakim stanie pacjentka trafiła do placówki leczniczej, informację, czy podmiot leczniczy przeprowadził wewnętrzne postępowanie wyjaśniające w tej sprawie i wskazanie, jakie kroki zostały podjęte w placówce leczniczej w celu niedopuszczenia w przyszłości do zaistnienia podobnych zdarzeń - dodał.
Szpital ma siedem dni na udzielenie wyjaśnień oraz nadesłanie dokumentacji medycznej pacjentki. - Dopiero analiza całokształtu materiału dowodowego (...) pozwoli nam ocenić, czy doszło do naruszenia praw pacjentki - podkreślił rzecznik.
Jak już pisaliśmy ostatnio - w placówce wszczęto postępowanie wyjaśniające, czego dowodem jest także odpowiedź udzielona pacjentce. W odpowiedzi na pytania, które nasza redakcja skierowała do szpitala, ten podał jedynie, że nie może udzielać szczegółowych informacji ze względu na tajemnicę lekarską.
Poród w Polsce wciąż może być koszmarem. 'Wszyscy patrzyli na KTG, a nie na mnie' [FRAGMENT KSIĄŻKI]
Wstrząsająca relacja z porodu. Przemoc położnicza
W rankingu najlepszych porodówek Fundacji Rodzić po Ludzku Szpital Specjalistyczny im. Stefana Żeromskiego zajmuje pierwsze miejsce w Krakowie. Na podstawie 271 ankiet wypełnionych przez rodzące oceniony został na 78 na 100 punktów. - Jeśli porównamy z najlepszymi szpitalami w Polsce, to wciąż są tu obszary do poprawy - mówi Joanna Pietrusiewicz, prezeska fundacji. - Opowieść tej pacjentki jest również pokazaniem, czym jest przemoc położnicza, jak ona się objawia. Na przykład w taki sposób, że ktoś przychodzi, robi badania i bez słowa wychodzi, zostawiając kobietę w poczuciu zagrożenia - dodaje nasza rozmówczyni.
W jej opinii to, jak wyglądać będzie poród i jakie są procedury medyczne w szpitalu, powinno zostać przekazane kobiecie wcześniej. - W tej konkretnej sytuacji był na to czas. Było wiele godzin na to, żeby z pacjentką porozmawiać i omówić kolejne etapy porodu. Jeśli taka rozmowa przeprowadzona jest wcześniej, jest większa szansa, że kobieta później wie, co się dzieje. Pacjentka nie musi wiedzieć, jak funkcjonuje szpital i jego procedury. Zadaniem personelu jest wszystko jej wytłumaczyć - zaznacza Pietrusiewicz.
Zwraca też uwagę - odnosząc się do pisma szpitala - że "między sytuacją, w której pacjentka 'potrzebuje pomocy i używa dzwonka alarmowego', a poczuciem opieki jest ogromna różnica". - Dla rodzącej kobiety najważniejsze jest poczucie bezpieczeństwa. Kobiety potrzebują czuć się zaopiekowane - komentuje. Podkreśla, że są kobiety, które sięgają po guzik dopiero w sytuacji zagrażającej życiu czy zdrowiu. - W porodzie nie o to chodzi. Chodzi o to, żeby ktoś się kobietą przytomnie zajmował. Z czułością i empatią. Zostawienie kobiety samej pod prysznicem bez informacji, jak powinna wyglądać dalsza komunikacja z personelem, jest czymś niewłaściwym - tłumaczy nasza rozmówczyni. Jak podkreśla, opieka powinna wychodzić od położnych i lekarzy, a nie od kobiety. - Oczywiście, jeśli kobieta zasłabnie, zostanie jej udzielona pomoc. Ale do takich sytuacji nie może dojść. Położne i lekarze powinni interesować się tym, co się dzieje z kobietą, nie z panelu w pokoju położnych tylko od kobiety. Opieka powinna być tak zorganizowana, by położna miała czas rodzącą zająć się indywidualnie - przekonuje Joanna Pietrusiewicz.
Zwraca uwagę na jeszcze jedną rzecz, dotyczącą tzw. kontaktu skóra do skóry matki z nowo narodzonym dzieckiem. W skardze do szpitala pani Ewa zgłaszała, że miała z tym problem. - Po porodzie przyszła pediatra z pytaniem, czy oddam dziecko na pięć minut. Odpowiedziałam, że oddam za dwie godziny, na co pani pediatra odpowiedziała, że w takim razie ona może zbada dziecko za 12 godzin. (...) Po prostu byłam świadoma, że nie muszę oddawać dziecka, jeśli nie jest to absolutnie konieczne. Tylko po co ta presja? - opowiadała nam pani Ewa.
Zdaniem Pietrusiewicz opisana przez pacjentkę próba przeprowadzenia badania noworodka w czasie przysługującego matce i dziecku kontaktu "skóra do skóry" (zapisanego w standardzie opieki okołoporodowej) nie powinna mieć miejsca. Podobnie jak słowa lekarki, które pacjentka odczytała jako próbę wywarcia presji. - Jeśli mama się ma dobrze i dziecko ma się dobrze, to neonatolog rzeczywiście powinien pojawić się w ciągu 12 godzin, ale ten komentarz - tak powiedziany - to jest odwet. Kara za to, że ta kobieta była śmiała upomnieć się o coś, co jej się należy. Za co płaci podatki. Co jest tak zwanym ABC - dodaje nasza rozmówczyni.
Trudny poród. Co robić?
Kobietom, które doświadczenie porodu mają przed sobą, Pietrusiewicz radzi przede wszystkim dowiedzieć się, jak najwięcej o tym, jak poród przebiega. Dysponować wiedzą o fizjologii porodu i połogu. - Wiedza to władza. Ta wiedza pozwoli później rozmawiać w szpitalu o tym, co jest dla nas ważne. Ale potrzebna jest też wiedza o tym, do czego mamy prawo, za co płacimy składki, co to jest standard opieki okołoporodowej i jakie są prawa w nim zapisane. To warto wiedzieć i na tej podstawie wybrać szpital, który jest najbliższy naszym własnym potrzebom - podkreśla nasza rozmówczyni. Odsyła do stworzonej przez Fundację Rodzić po Ludzku bazy porodówek, szkół rodzenia i położnych dostępnej na stronie www.gdzierodzic.info.
- Zachęcam też kobiety do tego, żeby pisały skargi. Czasami panie wychodzą ze szpitala z poczuciem, że naruszono ich prawa, ale mają później inne sprawy na głowie i ten temat znika. Natomiast warto zostawić informacje zwrotną i dać sygnał szpitalowi, że jest jakiś obszar wymagający poprawy - mówi prezeska Fundacji Rodzić po Ludzku. Jak dodaje, dobrą formą informacji zwrotnej jest również wypełnienie ankiety fundacji. Wyniki pojawiają się na stronie gdzierodzic.info, stanowiąc informację zwrotną od kobiet, jak dany szpital spełnia zapisy prawa. - Szpitale się tym przejmują, dzwonią do nas, pytają co mają poprawić i wdrażają zmiany. To jest możliwe - stwierdza Pietrusiewicz.
W podobnym tonie wypowiada się Chmielowiec. - Kiedy kobieta rodząca uzna, że mogło dojść do naruszenia jej prawa jako pacjentki, powinna zgłosić swoje zastrzeżenia do Biura Rzecznika Praw Pacjenta - mówi.
Po analizie materiału, jeśli rzecznik uzna, że mogło dojść do naruszenia prawa, wszczyna indywidualne postępowanie. Jak dowiadujemy się w Biurze RPP, najczęściej naruszane prawa pacjentek w zakresie opieki okołoporodowej dotyczą jakości i bezpieczeństwa realizowanych świadczeń zdrowotnych, a także prawa do obecności osoby bliskiej, prawa do dokumentacji medycznej oraz do poszanowania intymności i godności.
Od 1 lutego wydłużone zostały godziny funkcjonowania Infolinii Rzecznika Praw Pacjenta (800 190 590). Teraz czynna jest ona całodobowo (poza weekendami). - Każda kobieta, która potrzebuje wsparcia, może liczyć na odpowiednią pomoc poprzez podjęcie działania interwencyjnego w podmiocie leczniczym lub wskazanie przysługującego pacjentce uprawnienia. Zgłoszenia mogą być anonimowe - tłumaczy Chmielowiec.
Chcesz zgłosić temat, opowiedzieć swoją historię? Napisz do autorki: monika.trykowska-chwila@tok.fm