,
Obserwuj
Małopolskie

Wstrząsający poród? Krakowski szpital przepraszać nie będzie. "Pacjentce nie wyrządzono krzywdy"

7 min. czytania
25.07.2024 07:51
Poród odbył się bez komplikacji i uszczerbku na zdrowiu, co potwierdza, że personel wykonał świadczenia z należytą starannością - to stanowisko szpitala im. Żeromskiego w Krakowie w sprawie pani Ewy, której okołoporodowy pobyt w tej placówce opisaliśmy na tokfm.pl. Sprawie przyjrzał się Rzecznik Praw Pacjenta, punktując naruszenia.
|
|
fot. Marcin Stępień / Agencja Wyborcza.pl

- W odpowiedzi na pismo Rzecznika Praw Pacjenta nie zgodziliśmy się ze stwierdzeniem naruszenia prawa pacjentki do świadczeń zdrowotnych i informacji. Uzasadniliśmy, dlaczego. Zadaliśmy pytania Rzecznikowi Praw Pacjenta i czekamy na odpowiedź - przekazuje nam Anna Górska, rzeczniczka prasowa Szpitala Specjalistycznego im. Stefana Żeromskiego SP ZOZ w Krakowie.

Jak dodaje, dla szpitala nie jest jasne uzasadnienie naruszenia prawa pacjentki do świadczeń zdrowotnych z należytą starannością. - Przez należytą staranność należy rozumieć przede wszystkim taką staranność, której zachowanie - co do zasady - redukuje ryzyko wyrządzenia innym osobom szkody lub krzywdy - podkreśla rzeczniczka szpitala, powołując się na art. 355 Kodeksu cywilnego.

- Pacjentka nie doznała szkody ani nie wyrządzono jej krzywdy w naszym szpitalu, a świadczenia medyczne były bezpieczne i skuteczne, o czym świadczy fakt, że urodziła zdrowe dziecko, sama nie ponosząc uszczerbku na zdrowiu - zaznacza Górska. - Fakt, że poród odbył się bez komplikacji i uszczerbku na jej i noworodka zdrowiu, potwierdza, że personel wykonał świadczenia z należytą starannością - dodaje.

Gorzka prawda o polskim wojsku. 'Przelała się czara'

Odpowiedź rzeczniczki dotyczy fragmentu pisma Rzecznika Praw Pacjenta skierowanego do szpitala, w którym czytamy: "Obowiązek udzielania świadczeń zdrowotnych z należytą starannością polega na przestrzeganiu reguł postępowania, które pozwalają na bezpieczne i skuteczne wykonanie świadczenia zdrowotnego, a także na wykazaniu przez osobę udzielającą świadczeń zdrowotnych wystarczającej uwagi i dokładności przy wykonywaniu danego świadczenia".

Ustalenia Rzecznika Praw Pacjenta

W nagłośnionej przez nas sprawie pani Ewa [imię zmienione] faktycznie nie skarżyła się na uszczerbek na zdrowiu. Opisywała jednak niewystarczającą opiekę i komunikację ze strony personelu, brak informacji o postępie porodu, niestosowne żarty, pozostawienie jej samej pod prysznicem w fazie bolesnych skurczów, badanie ginekologiczne odbywające się w sali w obecności postronnych osób i z trudem obroniony kontakt z synem "skóra do skóry" tuż po porodzie.

"Podczas hospitalizacji w szpitalu pacjentka nie uzyskała od personelu medycznego przystępnej i zrozumiałej informacji o stanie swojego zdrowia. Przede wszystkim nie była na bieżąco informowana o postępach porodu oraz zastosowanych wobec niej procedurach medycznych" - ustalił w tej sprawie Bartłomiej Chmielowiec, Rzecznik Praw Pacjenta.

Stwierdził naruszenie praw pacjentki do intymności i godności, informacji oraz świadczeń zdrowotnych i wniósł m.in. o rozmowę z personelem medycznym na temat wskazanych naruszeń, wdrożenie działań naprawczych, przeprowadzenie szkolenia dla personelu z zakresu prawa pacjenta do świadczeń zdrowotnych, informacji, godności i intymności. Bartłomiej Chmielowiec wniósł także o skierowanie pisemnych przeprosin na ręce pacjentki za nieprawidłowości stwierdzone w rozstrzygnięciu i przesłanie ich kopii do wiadomości RPP. "Szpital odmówił pisemnego przeproszenia pacjentki" - dowiadujemy się w biurze Rzecznika Praw Pacjenta.

Narodziny dziecka. 'To kryzys w związku'. Ważne jak z tego wyjdziemy i co sobie uświadomimy

Parawany - tak, przeprosiny - nie

Jak potwierdza szpital, przeprosiny nie zostały przekazane. - Przykro nam z powodu odczuć i emocji, jakie towarzyszyły pacjentce podczas porodu w naszym szpitalu, jednak z całą stanowczością stwierdzamy, że wszystkie działania personelu medycznego były podjęte z należytą starannością i nie spowodowały uszczerbku na zdrowiu ani pacjentki, ani jej dziecka - informuje nas Anna Górska, rzeczniczka szpitala.

- Przeprowadziliśmy szkolenie dla personelu medycznego z Oddziału Ginekologiczno-Położniczego oraz Oddziału Noworodków z zakresu praw pacjenta ze szczególnym uwzględnieniem prawa pacjenta do świadczeń zdrowotnych, informacji, godności i intymności. Zamontowano parawany na oddziale. Ponadto ustalono, że każda kobieta uczestnicząca w zajęciach szkoły rodzenia w naszym szpitalu oraz uczestnicząca w spotkaniach na oddziale podczas dni otwartych będzie informowana o tym, że może być przyjęta na odcinek patologii ciąży, a nie bezpośrednio na trakt porodowy - zaznacza Górska.

Rzeczniczka odniosła się również do słów, które pani Ewa miała usłyszeć od jednej z położnych. Były to słowa: "O, w poród się bawimy? Moje pieski tak robią, gdy się chcą ze mną bawić". - Z położną została przeprowadzona w tym zakresie rozmowa wyjaśniająca przez Położną Oddziałową i Pełnomocnika ds. Praw Pacjenta. Jest nam bardzo przykro, że wskutek tej sytuacji poczuła się pacjentka urażona. Pisaliśmy o tym bezpośrednio do pacjentki - mówi Anna Górska. - Warto jednak zaznaczyć, że pani położna w żadnym razie nie miała złych intencji i nie chciała pacjentki obrazić czy ośmieszyć, lecz jedynie rozładować napięcie, zażartowała z uśmiechem, być może niezręcznie, w niewłaściwy sposób - dodaje.

Jeden z najlepszych szpitali

- Porodówka w szpitalu Żeromskiego, jako jedyna w Krakowie, rokrocznie jest w czołówce najlepszych porodówek w regionie południowej Polski (...) w rankingu szpitali Fundacji Rodzić po Ludzku, który jest oparty na ankietach wypełnianych przez pacjentki - podkreśla rzeczniczka szpitala im. Żeromskiego w przekazanym nam stanowisku placówki.

Aktualnie w rankingu najlepszych porodówek Fundacji Rodzić Po Ludzku Szpital Specjalistyczny im. Stefana Żeromskiego zajmuje pierwsze miejsce w Krakowie, drugie w Małopolsce. Na podstawie 316 ankiet wypełnionych przez rodzące oceniony został na 78 na 100 punktów. W skali kraju - na 339 sklasyfikowanych w rankingu placówek - jest w czwartej dziesiątce. - To ciągle jest za mało. Jeśli porównamy z najlepszymi szpitalami w Polsce, wciąż są tu obszary do poprawy - stwierdziła prezeska Fundacji Rodzić po Ludzku, Joanna Pietrusiewicz, poproszona przez nas w lutym o skomentowanie historii pani Ewy. - Opowieść tej pacjentki jest również pokazaniem, czym jest przemoc położnicza, jak ona się objawia. Na przykład w taki sposób, że ktoś przychodzi, robi badania i bez słowa wychodzi zostawiając kobietę w poczuciu zagrożenia - dodała.

Odniosła się również do wywalczonego przez panią Ewę kontaktu skóra do skóry i komentarzu lekarki wygłoszonego, gdy pacjentka nie zgodziła się przerwać przysługującego jej po porodzie kontaktu z dzieckiem. - To jest klasyczna forma odwetu za to, że kobiety upominają się o swoje prawa. (...) Kara za to, że ta kobieta była śmiała upomnieć się o coś, co jej się należy. Za co płaci podatki. Co jest tak zwanym ABC. Tu nie potrzeba żadnego sprzętu, aparatów za miliony złotych. Tu - dla dobra dziecka - potrzebny jest spokojny kontakt matki z dzieckiem i on powinien być chroniony. A on bywa niestety bez przerwy zakłócany. Głównie z tego powodu, że dziecko musi być zważone i zmierzone. To jest główny powód tego, że w Polsce kontakt "skóra do skóry" nie jest realizowany - stwierdziła Pietrusiewicz. - Ta historia niestety pokazuje, że to domaganie się kobiet, mówienie o tym, jakie mają oczekiwania, bardzo często jest karane. Brakiem odpowiedzi, pokazywaniem, co je spotka, jeśli odmówią. I bardzo szybko kobiety rezygnują ze swoich praw, bo boją się, że to się odbije na jakości opieki. Że ktoś czegoś nie dopatrzy i w rezultacie pokrzywdzone będzie dziecko - dodała.

Poród w Polsce wciąż może być koszmarem. 'Wszyscy patrzyli na KTG, a nie na mnie' [FRAGMENT KSIĄŻKI]

Czy to przemoc?

Według danych publikowanych przez Fundację Rodzić po Ludzku ponad połowa kobiet doświadcza nadużyć lub przemocy w szpitalu, 18 proc. uważa, że poród to traumatyczne lub negatywne doświadczenie, a 68 proc. kobiet i dzieci nie ma kontaktu skóra do skóry zgodnego ze standardem. Fundacja wyraziła ostatnio otwarty sprzeciw wobec odrzucenia określenia "przemoc położnicza" w stanowisku europejskich organizacji zrzeszających specjalistów z dziedziny położnictwa i ginekologii: European Association of Perinatal Medicine, European Board and College of Obstetricians and Gynaecologists, European Midwives Association.

"Niedopuszczenie terminu 'przemoc położnicza' do przestrzeni publicznej odbieramy jako kolejną formę opresji wobec kobiet doświadczających krzywdy podczas opieki okołoporodowej, co ma negatywny wpływ na ich zdrowie i życie. Sprzeciwiamy się także niewłaściwemu przesunięciu odpowiedzialności i obciążaniu nas, kobiet, poczuciem, że nazywanie naszego złego doświadczenia 'przemocą położniczą' źle wpływa na samopoczucie personelu medycznego i jest dla niego krzywdzące i niesprawiedliwe" - czytamy w dokumencie podpisanym przez Joannę Pietrusiewicz, a także ponad 20 organizacji, kobiet i osób sojuszniczych. "Konieczne jest uznanie krzywdy kobiet doświadczających przemocy położniczej, aby móc skutecznie przeciwdziałać temu zjawisku" - czytamy dalej.

Wśród przytaczanych tu argumentów jest m. in. taki, że szpitale, a szczególnie oddziały położnicze, mogą funkcjonować jako instytucje, w których pacjentki mają ograniczoną kontrolę nad tym, co się z nimi dzieje, co z kolei zwiększa ryzyko wystąpienia przemocy. "Poród jest wyjątkowym i jednym z najbardziej bezbronnych wydarzeń w życiu kobiety, w którym zdana jest ona na pomoc i opiekę ze strony personelu medycznego. Nie może ona opuścić miejsca porodu i udać się w bezpieczne miejsce, a towarzyszący tej sytuacji lęk o zdrowie i życie własne oraz noworodka powodują przyjęcie postawy obronnej i nie upominanie się o swoje prawa. Jest to moment wyjątkowej władzy nad zdrowiem i życiem kobiety" - argumentują podpisane pod sprzeciwem osoby i organizacje.

Trzeba się skarżyć

Zdaniem prezeski Fundacji Rodzić po Ludzku dla rodzącej kobiety najważniejsze jest poczucie bezpieczeństwa. Jej zdaniem kobiety potrzebują czuć się zaopiekowane, a wiele z nich wzywa pomocy dopiero w ostateczności. - W porodzie nie o to chodzi. Chodzi o to, żeby ktoś się kobietą przytomnie zajmował. Z czułością i empatią. Zostawienie kobiety samej pod prysznicem bez informacji, jak powinna wyglądać nasza komunikacja, jest czymś niewłaściwym. Opieka powinna wychodzić od położnych i lekarzy, a nie od kobiety - tłumaczyła Joanna Pietrusiewicz odnosząc się do historii pani Ewy.

- Oczywiście, jeśli kobieta zasłabnie, zostanie jej udzielona pomoc. Ale do takich sytuacji nie może dojść. (...) Opieka powinna być tak zorganizowana, by położna miała czas rodzącą zająć się indywidualnie - podkreślała prezeska Fundacji Rodzić po Ludzku, zachęcając zarazem kobiety do tego, by pisały skargi. Jak stwierdziła: "Czasami kobiety wychodzą ze szpitala z poczuciem, że naruszono ich prawa, ale mają później inne sprawy na głowie i ten temat znika. Natomiast warto zostawić informacje zwrotną i dać sygnał szpitalowi, że jest jakiś obszar wymagający poprawy".