,
Obserwuj
Małopolskie

Kto zawinił w sprawie Kamilka z Częstochowy? "Nie odpuszczę tego"

Anna Sapieha, TOK FM
5 min. czytania
02.03.2025 08:00
Sąd musi wiedzieć, jakie są aktualne ustalenia kuratora, a policja - co ustalili w rodzinie pracownicy pomocy społecznej. To jedna z rekomendacji ministerialnego zespołu, który bada przypadki znęcania się nad dziećmi, w tym śmierci dzieci. Zespół zaprezentował swój pierwszy raport, dotyczący 8-letniego Kamilka z Częstochowy.
|
|
fot. Grzegorz Skowronek / Agencja Wyborcza.pl
  • Zespół powołany przy ministrze sprawiedliwości zajmuje się analizowaniem przypadków przemocy wobec dzieci. Pierwszą sprawą była sprawa Kamilka z Częstochowy;
  • Analiza tej historii jest tajna, ale jawne są rekomendacje zespołu, o których TOK FM pisało jako pierwsze kilka tygodni temu;
  • Zespół przekonuje, że poprawić trzeba przepływ informacji między służbami; wprowadzić wytyczne dla pracowników pomocy społecznej i odciążyć kuratorów;
  • "Zdaję sobie sprawę, że długa droga przed nami, ale nie odpuszczę. Przyszłam do Ministerstwa Sprawiedliwości, by między innymi to zmienić - mówi TOK FM wiceministra Zuzanna Rudzińska-Bluszcz.

Ośmioletni Kamilek zmarł w maju 2023 roku. Lekarze z Katowic przez ponad miesiąc walczyli o jego życie, ale dziecka nie udało się uratować. Zanim trafił do szpitala, był maltretowany przez ojczyma. Ten polewał go wrzącą wodą, uderzał prysznicem, bił po całym ciele. Kamilek trafił do szpitala z oparzeniami głowy, klatki piersiowej i kończyn. Ojczym odpowie za zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem.

Sprawę śmieci Kamilka analizował specjalny zespół powołany w Ministerstwie Sprawiedliwości. W tym tygodniu opublikowany został długo oczekiwany raport z prac tego zespołu. Jego przewodniczący Grzegorz Wrona podaje, że sprawdzono dokładnie, jak działały (bądź też nie) poszczególne szczeble systemu - pomoc społeczna, kuratorzy, sądy czy prokuratura. W raporcie zawarto rekomendacje dotyczące zmian, które trzeba wprowadzić, by do takich tragedii - jak ta z Częstochowy - więcej nie dochodziło.

Co trzeba zmienić? Po pierwsze - lepszy przepływ informacji

Zespół przekonuje, że przedstawiciele służb i instytucji - w tym policji, opieki społecznej, sądów czy służb kuratorskich - muszą na bieżąco wymieniać się informacjami na temat dziecka, które może doznawać przemocy. Wymiana informacji nie może trwać wiele tygodni, a nawet miesięcy. To szczególnie ważne w sytuacji, gdy rodzina - chcąc unikać kontroli - zmienia miejsce zamieszkania (tak było w przypadku rodziny Kamilka).

- Przy zmianie miejsca zamieszkania dziecka czas przekazania informacji do nowego miejsca jest kluczowy i musi być jak najkrótszy - podkreśla mecenas Wrona. W rekomendacjach są wskazane konkretne terminy. Przykładowo: sąd - o ustaleniach w zakresie zmiany miejsca zamieszkania rodziny - ma się dowiedzieć niezwłocznie. Zespół rekomenduje, by pojęcie "niezwłocznie" dookreślić do 3 dni roboczych.

- Podjęliśmy prace międzyresortowe, by stworzyć system elektronicznego obiegu informacji o dziecku, które jest zagrożone krzywdzeniem albo które już jest krzywdzone - mówi TOK FM wiceministra sprawiedliwości Zuzanna Rudzińska-Bluszcz. - Na pewno częścią zasadniczą tego systemu musi być tzw. Niebieska Karta, która dziś w Polsce ma postać jedynie papierową, a chcemy, by miała postać elektroniczną - dodaje. W prace nad tym procesem zaangażowane jest Ministerstwo Sprawiedliwości i Ministerstwo Cyfryzacji.

Zuzanna Rudzińska-Bluszcz, wiceministra sprawiedliwości
Zuzanna Rudzińska-Bluszcz, wiceministra sprawiedliwości
ANNA GMITEREK-ZABŁOCKA, TOK FM

Po drugie - jasne wytyczne dla pracowników pomocy socjalnej

Z ustaleń ministerialnego zespołu wynika też, że przedstawiciele służb bądź pracownicy socjalni nie zawsze wiedzą, jakie mają uprawnienia. Nie są pewni, czy mogą rozmawiać z dzieckiem, które może być krzywdzone albo czy mogą podwinąć rękawy jego bluzki, by sprawdzić, czy nie ma śladów pobicia.

- Jasno rekomendujemy, by nie przyjmować do wiadomości tylko tego, co słyszymy od opiekunów dziecka, którzy mówią: "Nie, do żadnej przemocy nie dochodzi". Trzeba sprawdzić samodzielnie, czy dziecko nie ma śladów widocznych na ciele, jak się zachowuje, czy nie jest wystraszone, co mówi, czy jest wszystko w porządku - wyjaśnia Anna Hobel, członkini ministerialnego zespołu, specjalistka do spraw pracy socjalnej.

Grzegorz Wrona nie pozostawia wątpliwości. - Oczywiście, że pracownicy socjalni mogą porozmawiać z dzieckiem. Dziecko to człowiek, a z ludźmi się przecież rozmawia. Tym bardziej w sytuacji, w której podejrzewamy, że dzieje się krzywda - zaznacza.

Wiceministra Rudzińska-Bluszcz przyznaje, że gdyby cały system ochrony dzieci działał lepiej, finał sprawy Kamilka mógłby być inny. - Zdaję sobie sprawę, że długa droga przed nami, ale nie odpuszczę. Przyszłam do Ministerstwa Sprawiedliwości, by między innymi to zmienić - dodaje zastępczyni Adama Bodnara w rozmowie z TOK FM.

Dramatycznie brakuje rodzin zastępczych. 'Przez cały rok zdobyliśmy jedną'

Jak ustaliliśmy, pierwsze zmiany są niemal na wyciągnięcie ręki. Ministra równości Katarzyna Kotula (której podlega tematyka przemocy w rodzinie) wraz ze swoim zespołem przeprowadziła ostatnio specjalne ankiety wśród pracowników socjalnych. W ciągu siedmiu dni wypełniło je ponad 1500 osób. Wyszło z nich, że pracownicy zadają mnóstwo (często bardzo podstawowych) pytań. Dlatego przygotowywane są dla nich specjalne, pisemne wytyczne, by wiedzieli dokładnie, na co pozwala im prawo. Pracuje nad tym wspomniana ministra Kotula wraz z Katarzyną Nowakowską z Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.

Po trzecie - odejście od rutyny i odciążenie kuratorów

W raporcie jest też mowa o rutynie, w którą wpadają przedstawiciele służb, w tym kuratorzy odwiedzający rodziny od kilku lat. Wśród zaleceń jest m.in. kwestia rozważenia możliwości/potrzeby zmiany kuratora społecznego czy zawodowego w konkretnej sprawie.

Temat pracy kuratorów mocno wybrzmiewa w przygotowanych rekomendacjach. Jak mówi TOK FM Honorata Czajkowska - członkini zespołu, a jednocześnie kurator sądowy z Wrocławia - trzeba wzmocnić dodatkowymi etatami służbę kuratorską. - Aktualny system nie jest adekwatny do tego, czego oczekujemy w kwestii poprawy bezpieczeństwa dzieci. Kuratorzy mają masę pracy, a są rozliczani głównie z terminowości wykonywania swoich zadań. W związku z tym jest ryzyko, że będą powielać swoją pracę po to, by po prostu zdążyć ze wszystkim - opowiada Czajkowska. Jej zdaniem, kuratorów trzeba odciążyć i w tym celu przydałoby się zatrudnienie około 500 dodatkowych osób.

Po analizie sprawy śmierci Kamilka z Częstochowy zespół - odnosząc się do pracy kuratorów - napisał m.in.: "Analiza systemowa w obrębie przedmiotowej sprawy wskazuje na potrzebę uszczelnienia obszarów działań w ramach czynności wykonywanych przez kuratorów sądowych. Brak doprecyzowania wybranych obszarów daje przestrzeń do działań o charakterze rutynowym, niekompletnym, z pominięciem holistycznego oglądu i spojrzenia na strukturę oraz sposób funkcjonowania rodziny".

Nieoczekiwane skutki 'ustawy Kamilka'. Zalew zgłoszeń i brak miejsc

W rekomendacjach jest też mowa o tym, że wszystkie osoby pracujące z rodziną i z dzieckiem muszą odbywać regularne szkolenia. - Ale nie chodzi o to, by po prostu odnotować je w swoim CV. Chodzi bardziej o systemowe podejście, o zaangażowanie. Oczywiście kluczowa jest też ludzka mentalność i zmiana podejścia do niektórych tematów - przyznaje ministra Zuzanna Rudzińska-Bluszcz.

- Kluczowe jest wzięcie odpowiedzialności wszystkich nas w tym systemie: od dziennikarzy, poprzez prawników, kuratorów, asystentów rodziny, pracowników socjalnych, sędziów, aż po wiceministrów - patrzę tutaj też na siebie. Każdy z nas ma odpowiedzialność za swój kawałek. I dopiero, gdy złożymy te puzzle razem, będziemy mieli całościowy system ochrony dziecka przed krzywdzeniem - podsumowuje wiceministra.