Dramatycznie brakuje rodzin zastępczych. "Przez cały rok zdobyliśmy jedną"
- Bydgoszcz pilnie szuka rodzin zastępczych, bo dramatycznie brakuje miejsc dla dzieci odbieranych podczas interwencji. W ubiegłym roku udało się pozyskać tylko jedną rodzinę.
- - Bardzo dużo mamy rodzin, które na etapie szkoleń kwalifikacyjnych stwierdzają, że to jednak nie jest dla nich - słyszymy.
- Potencjalnych chętnych odstrasza między innymi to, że dzieci muszą mieć kontakt z biologicznymi rodzicami.
- W zależności od formy zatrudnienia rodziny zastępcze otrzymują od 5100 do 6600 złotych miesięcznie.
W Bydgoszczy jest około 300 rodzin zastępczych - większość spokrewnionych. To na przykład babcia, która opiekuje się dziećmi, bo rodzice nie są do tego zdolni albo ciocia, która przejmuję opiekę, gdy matka i ojciec giną w wypadku. Reszta to niezawodowe oraz zawodowe rodziny zatrudnione przez Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej. Łącznie przebywa w nich kilkaset dzieci.
Miasto pilnie szuka tych ostatnich, bo dramatycznie brakuje miejsc dla dzieci odbieranych - podczas interwencji - nieodpowiedzialnym rodzicom. - Sytuacja jest bardzo trudna. Na ten moment potrzebujemy minimum 10 nowych, zawodowych rodzin zastępczych - wylicza Marta Frankowska z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Bydgoszczy. - Obecnie mamy tylko 27 zawodowych rodzin zastępczych, a to jest zdecydowanie za mało - podkreśla.
50 dzieci czeka na bezpieczny kąt
Zgodnie z obowiązującymi przepisami dzieci do 10. roku życia nie powinny być kierowane do domów dziecka tylko właśnie do rodzin zastępczych, gdzie uzyskają najlepsze wsparcie. - W 2023 roku nie pozyskaliśmy ani jednej zawodowej rodziny zastępczej. W ubiegłym roku - tylko jedną - rozkłada ręce Frankowska.
Jak podaje, każdego miesiąca średnio pięcioro dzieci trzeba zabrać od biologicznych rodziców z powodu przemocy lub nadużywania alkoholu. - Od wielu lat liczba dzieci potrzebujących bezpiecznego miejsca oscyluje w granicach 50. Mówimy tu oczywiście o postanowieniach sądowych wydanych w tym zakresie - tłumaczy nasza rozmówczyni. - Niestety my tych postanowień nie możemy zrealizować, bo nie mamy miejsc, a nie możemy, mówiąc brzydko, "upychać" dzieci w rodzinach, które często już i tak są przepełnione - dodaje. W takiej sytuacji albo trzeba dziecko umieścić w placówce, albo szukać miejsc w innych częściach Polski, co dodatkowo potęguje traumę.
Polskie dzieci zapędziły Ukrainkę do kąta i puściły jej odgłosy wystrzałów. 'Płakała'
Chętni się zgłaszają, ale potem wycofują
Bydgoski MOPS prowadzi kampanię społeczną zachęcającą mieszkańców do zostania zawodową rodziną zastępczą. Chętni się zgłaszają, ale większość rezygnuje zanim ukończy potrzebne kursy. - Bardzo dużo mamy rodzin, które na etapie szkoleń kwalifikacyjnych stwierdzają, że to jednak nie jest dla nich, że nie dadzą rady, że to nie ten moment - ubolewa nasza rozmówczyni. - Z drugiej strony, to jest też wyraz ich odpowiedzialności, bo skoro nie są do końca przekonani, to lepiej żeby zrezygnowali na wczesnym etapie - dodaje.
Potencjalnych chętnych odstrasza między innymi to, że dzieci muszą mieć kontakt z biologicznymi rodzicami. - Trudno jest współpracować z rodzicami biologicznymi, którzy często przychodzą i po prostu awanturują się pod oknami. Ludzie boją się, że nie podołają - tłumaczy Frankowska. - Poza tym dzieci z interwencji są straumatyzowane i wymagają ogromnego wkładu pracy w rozwój emocjonalny i psychofizyczny, wielu wizyt u specjalistów - dodaje.
Nie bez znaczenia jest także kwestia finansowa. W zależności od formy zatrudnienia rodziny zastępcze otrzymują od 5100 do 6600 złotych miesięcznie. Dodatkowo mogą otrzymać środki na pokrycie kosztów związanych z utrzymaniem mieszkania lub domu jednorodzinnego, jak czynsz, woda czy gaz. - Mieliśmy nadzieję, że poprawa sytuacji finansowej wpłynie na decyzję mieszkańców, ale tak się jednak nie stało - mówi Frankowska.
Zgłoś się do MOPS w Bydgoszczy
Osoby, które jednak chciałyby podjąć trud zostania zawodową rodziną zastępczą, mogą zgłaszać się do Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Bydgoszczy.
- Zawodową rodziną zastępczą może zostać każdy, kto ma otwarte serce, żeby pokochać i sprawować opiekę nad dzieckiem, które nie jest jego biologicznym potomkiem. Procedura kwalifikacyjna jest uproszczona, a wymagania nie są jakoś szczególnie wyśrubowane - ocenia nasza rozmówczyni. - Mogą się zgłaszać single, rodziny z dziećmi, małżeństwa z problemem niepłodności czy emeryci, którzy mają dużo czasu i chęci - wymienia.
Chętni przechodzą kwalifikacje prowadzone przez psychologa, a później cykl szkoleń edukacyjnych. Całość trwa nie dłużej niż 6 miesięcy.
Posłuchaj serialu o pieczy zastępczej: