Krępujący problem w Małopolsce. "Muszą uważać, by nie wejść na 'minę'"
- W Małopolsce toalety publiczne są zazwyczaj płatne (2-4 zł), co budzi sprzeciw zarówno mieszkańców, jak i turystów;
- Część osób unika opłat, załatwiając potrzeby w miejscach niedozwolonych. "Jeśli idą ratownicy z kimś na noszach, muszą uważać, by nie wejść na ludzką 'minę'" - mówił dla TVP3 Kraków Grzegorz Bryniarski z TPN;
- Urzędnicy tłumaczą opłaty wysokimi kosztami utrzymania i brakiem infrastruktury.
W przypadku spływu Dunajcem bilety kosztują około 100 zł za osobę, a toalety pozostają płatne - obecnie to koszt minimum 4 zł. Podobnie jest w Krakowie - cena za skorzystanie z publicznej toalety to dziś 2 złote. Jeszcze kilka lat temu było to 50 groszy lub 1 zł, jednak - jak przypomniało TVP3 Kraków, trzy lata temu Rada Miasta Krakowa zatwierdziła podwyżkę.
Choć koszt 2-4 zł jest relatywnie niewielki, to i tak niektórzy turyści decydują się na "alternatywne rozwiązania" i załatwiają potrzeby fizjologiczne np. w bramach lub - w przypadku turystów w rejonie Morskiego Oka - w kosodrzewinach.
"Tu jest lądowisko śmigłowca. Jeśli idą ratownicy z kimś na noszach, muszą uważać, by nie wejść na ludzką 'minę'" - wskazał Grzegorz Bryniarski z Tatrzańskiego Parku Narodowego.
Opłata miejscowa w Zakopanem nielegalna. Dlaczego turyści wciąż płacą? 'Dylemat moralny'
Problem z toaletami publicznymi. Urzędnicy tłumaczą się kosztami
Urzędnicy tłumaczą, że opłaty wynikają z kosztów utrzymania sanitariatów. W miejscach takich jak Tatry koszty wywozu nieczystości są wysokie, a w części lokalizacji - jak przy Morskim Oku - dopiero trwają prace projektowe nad budową kanalizacji.
W Krakowie problemem bywa także sama dostępność - przykładem jest toaleta, która od ośmiu miesięcy jest nieczynna z powodu problemów z uziemieniem instalacji elektrycznej.
Posłuchaj: