,
Obserwuj
Małopolskie

Coraz więcej agresji, coraz mniej empatii. Co dzieje się z polskim społeczeństwem?

Paulina Nawrocka-Olejniczak
7 min. czytania
28.07.2025 06:28
To bardzo śliska ścieżka, jeśli zaczyna się manipulować prawem w taki sposób, żeby służyło wyłącznie aktualnym interesom politycznym - mówi TOK FM psycholożka społeczna Joanna Grzymała-Moszczyńska, z którą rozmawiamy o powodach radykalizacji postaw społecznych w Polsce i reakcji (czy też jej braku) państwa.
|
|
fot. Aliaksandr Valodzin/East News

 

  • "Od kilku lat, a przez ostatnich kilka miesięcy szczególnie, obserwujemy rosnącą obecność w przestrzeni publicznej ksenofobicznych i nacjonalistycznych narracji czy też wprost antysemickich wybryków";
  • Niespokojną sytuację wykorzystuje strona rosyjska. "Widzieliśmy to wyraźnie już w przypadku ruchów antyszczepionkowych. Różne raporty wskazują, jak wiele takich kont było moderowanych przez rosyjskie służby";
  • "Ważne jest jasne wyznaczenie norm. Tego, co wolno i czego nie wolno. Widzę, że są teraz jakieś delikatne próby działań ze strony rządu w tym zakresie, ale niestety trudno nie pamiętać, że sami również do tego doprowadzili";
  • "Od czterech lat osobiście jestem zaangażowana w pomaganie osobom w drodze na granicy polsko-białoruskiej. Zachowania polskiego państwa w tym obszarze - zarówno rządów Prawa i Sprawiedliwości, jak i aktualnie rządów Koalicji Obywatelskiej - nie sprawiają, że moje zaufanie do państwa i jego aparatu jest jakoś bardzo wysokie".

 

Paulina Nawrocka-Olejniczak, RADIO TOK FM: Jesteśmy coraz bardziej spolaryzowani i coraz śmielej mówimy rzeczy, których jeszcze jakiś czas temu nikt pewnie publicznie nie odważałby się powiedzieć. Rośnie niechęć do imigrantów, ale i do uchodźców z Ukrainy, których jeszcze trzy lata temu witaliśmy z szeroko otwartymi ramionami. Co się z nami dzieje, co się dzieje ze społeczeństwem i z czego to właściwie wynika?

Joanna Grzymała-Moszczyńska, psycholożka społeczna, Wydział Humanistyczny AGH: Jako ludzie jesteśmy zwierzętami społecznymi i w związku z tym jesteśmy bardzo wrażliwi na zmiany w normach społecznych. Od kilku lat, a przez ostatnich kilka miesięcy szczególnie, obserwujemy rosnącą obecność w przestrzeni publicznej ksenofobicznych i nacjonalistycznych narracji czy też wprost antysemickich wybryków, które są podchwytywane przez media. Osoby, które dopuszczają się skandalicznych zachowań, jak na przykład Grzegorz Braun, są dalej zapraszane do mediów. Daje się im platformę do szerzenia nienawiści. To wszystko sprawia, że ludzie, którzy do tej pory - nawet jeśli mieli podobne poglądy, to mieli także poczucie, że po prostu nie wypada pewnych rzeczy powiedzieć - teraz zaś czują się coraz pewniej. Nie tylko mówią, ale też - jak obserwujemy w ostatnim czasie - przechodzą do czynów. Słyszymy o różnego rodzaju atakach na osoby, które nie są Polakami, obserwujemy liczne demonstracje przeciwko migracji.

Czyli nagłaśnianie takich rzeczy szkodzi, nawet jeśli się je krytykuje?

Może tak być, ponieważ ludzie, którzy myśleli do tej pory, że są w zdecydowanej mniejszości, widzą, że osób o podobnych poglądach jest więcej. To tworzy klimat ośmielający do dalszej ekspresji uprzedzeń i napędzania zachowań ksenofobicznych czy rasistowskich.

Internet na pewno ma tu, mówię oczywiście z przekąsem, wielkie zasługi...

Tak. Do tego dochodzą mechanizmy baniek informacyjnych - odbijamy swoje poglądy od osób, które mają takie same przekonania jak my. To może nas upewniać oraz stwarzać złudzenie, że wszyscy ludzie dookoła po prostu mają takie poglądy, na przykład ksenofobiczne czy nacjonalistyczne.

Czyli działa mechanizm potwierdzenia? Przeczytam trzy komentarze ksenofobiczne albo antyukraińskie i utwierdzam się w przekonaniu, że faktycznie jest tak jak myślę?

Tak. W momencie, w którym czerpiemy wiedzę tylko z jednego źródła albo śledzimy głównie profile spójne z naszymi przekonaniami, wtedy tak się może wydarzać.

Ale fakt, że w 80 miastach odbyły się demonstracje antymigracyjne, też niestety sprawia, że ludzie widzą te komentarze nie tylko w internecie. Widzą też innych ludzi [na żywo], którzy są skłonni pokazać się publicznie i wykrzykiwać obrzydliwe hasła nawołujące do przemocy. To ośmiela - nawet jeśli nie do wyjścia na ulicę, to do zażartowania w rasistowski sposób czy gorszego potraktowania osoby z Ukrainy, z którą pracują na co dzień.

Jeden z klasyków psychologii społecznej - Gordon Allport - w swojej piramidzie nienawiści zwracał uwagę, że to właśnie uprzedzenia czy akty werbalnej agresji często są pierwszym krokiem do aktów przemocy fizycznej. Znajdujemy potwierdzenie tych założeń również w badaniach naukowych. Kontakt z mową nienawiści sprawia, że przemoc staje się bardziej akceptowalna.

Niespokojną sytuację wykorzystuje strona rosyjska

Eksperci od cyberbezpieczeństwa mówią też, że doskonale wykorzystuje to strona rosyjska, która podkręca nastroje - na przykład publikując z różnych kont polaryzujące treści dające złudzenie powszechności pewnych opinii.

Tak, obserwujemy tego rodzaju działania już nie od dziś. Widzieliśmy to wyraźnie w przypadku ruchów antyszczepionkowych. Różne raporty wskazują, jak wiele takich kont było moderowanych przez rosyjskie służby. I jestem przekonana, że w tej chwili w ten sam sposób podsycane są nastroje, które rodzą się w wyniku poczucia lęku i niepewności. To zrozumiałe, że towarzyszy nam wiele obaw dotyczących przyszłości. Pytanie, w jaki sposób sobie z tym napięciem poradzimy. Czy będziemy szukać - w ramach takiego czarno-białego myślenia i mechanizmów międzygrupowych - kozłów ofiarnych? (...) Ale możemy też w trochę bardziej złożony sposób analizować tę sytuację i widzieć, że na naszą rzeczywistość wpływają różne czynniki i absolutnie nagonka przeciwko migrantom nie jest tym, co uratuje nas przed dużym kryzysem, którego doświadczamy.

Braun przerwał tamę? 'Żaden z polityków nie ośmielił się stawiać takich tez. Do teraz'

To co można robić czy co powinniśmy robić? Jak państwo powinno przeciwdziałać takim eskalacjom i takiemu nakręcaniu nastrojów?

Ważne jest jasne wyznaczenie norm. Tego, co wolno i czego nie wolno. Widzę, że są teraz jakieś delikatne próby działań ze strony rządu w tym zakresie, ale niestety trudno nie pamiętać, że sami również do tego doprowadzili. Możemy choćby wspomnieć jeden ze spotów wyborczych Koalicji Obywatelskiej, w którym szczuto na osoby uchodźcze, czy postulat odbierania 800 plus niepracującym Ukraińcom, wrzucony do debaty publicznej przez Rafała Trzaskowskiego. Rządzący zbierają owoce swoich własnych działań. To co jest ogromnie ważne, to jasne zaznaczanie granic. Pokazywanie, że tego rodzaju zachowania i przekonania nie akceptowane społecznie.

Jednak na większym planie nie wydaje się, że polityka rządu idzie w tę stronę - przykładem może być chociażby przedłużenie zawieszenia prawa do ubiegania się o ochronę międzynarodową czy powołanie ministra ds. walki z nielegalną migracją. Takie stawianie sprawy tylko podsyca poczucie zagrożenia.

Czyli - na przykład - gdy ktoś, tak jak europoseł Grzegorz Braun, mówi skandaliczne rzeczy, trzeba by go szybko ukarać?

Tak. Mamy cały szereg przepisów, które on swoimi działaniami łamie i jasne działania ze strony aparatu państwa są konieczne.

Czyli w przypadku samozwańczych bojówek, które się organizują na granicy, również warto by było szybko zadziałać i zareagować?

Zdecydowanie. W ramach aparatu państwa istnieją powołane do tego służby. Bez względu na to, co sądzimy o ich działaniach czy jak je oceniamy, to ich zadaniem jest kontrola granic. To absolutnie nie powinny być samozwańcze bojówki, które tak naprawdę nie wiadomo, dlaczego i jakim prawem miałyby kogokolwiek przeszukiwać czy cokolwiek sprawdzać. Państwo powinno w bardzo zdecydowany sposób reagować na to, że ktoś wkracza w obszar tych kompetencji. I zaznaczać, że tego typu działania nie są akceptowane.

To miasto było symbolem pomocy Ukraińcom. Co poszło nie tak?

W kontekście działań rosyjskich służb, które wpływają na destabilizację zachodniej Europy - czy w ogóle zachodniego świata - eksperci mówią, że Rosji tak naprawdę na rękę jest konflikt i polaryzacja. Czyli to nie jest tak, że stronie rosyjskiej zależy na wygranej prawicowych radykałów, bo skrajnie agresywne postawy po drugiej stronie ideologicznego sporu też prowadzą do celu. Jak, z psychologicznego punktu widzenia, nie dać się złapać na tę czarno-białą wizję świata i wciągnąć w plemienną walkę?

Celem jest wzbudzanie w nas lęku, dużej niepewności, braku zaufania wobec siebie nawzajem, ale też wobec państwa. W takiej sytuacji dużo łatwiej jest karmić różne teorie spiskowe, które bardzo destabilizują społeczeństwo. Wtedy bardzo trudno jest zaufać komukolwiek - demokratycznie wybranym instytucjom, ale także naukowcom. Trudno uwierzyć, że decyzje, które są podejmowane przez instytucje państwa, mogą mieć jakiś dobry skutek czy mogą stać za nimi dobre intencje. Niekiedy trudno się temu dziwić.

Od czterech lat osobiście jestem zaangażowana w pomaganie osobom w drodze na granicy polsko-białoruskiej. Zachowania polskiego państwa w tym obszarze - zarówno rządów Prawa i Sprawiedliwości, jak i aktualnie rządów Koalicji Obywatelskiej - nie sprawiają, że moje zaufanie do państwa i jego aparatu jest jakoś bardzo wysokie. To również wiąże się z jawnym łamaniem prawa międzynarodowego i konstytucji. To bardzo śliska ścieżka, jeśli zaczyna się manipulować prawem w taki sposób, żeby służyło wyłącznie aktualnym interesom politycznym. Zaufanie do państwa po prostu wtedy spada. W efekcie ludzie zaczynają mieć takie przekonanie, że muszą wziąć sprawy we własne ręce. W momencie, w którym państwo też nie postawi jasnej granicy, na przykład właśnie takim prawicowym bojówkom, może to bardzo niebezpiecznie eskalować.

Skrajne postawy widać najbardziej. Można mieć wrażenie, że ten świat rzeczywiście jest czarno-biały, ale prawda zazwyczaj jest inna i nie wszyscy chcą wyrzucać migrantów. 

Jak możemy przeczytać w badaniach, przeprowadzonych kilka miesięcy temu dla More in Common, ponad 40 proc. Polek i Polaków towarzyszy niepokój w związku z tym, że więcej osób wybiera Polskę na swoje miejsce zamieszkania, a dla 68 proc. priorytetem jest uzyskanie kontroli nad migracją do Polski. Równocześnie na poziomie realnym te lęki mają mało wspólnego z rzeczywistością - czy to rynku pracy, czy jeśli chodzi o skalę migracji do Polski.

Według różnych statystyk w Polsce w tej chwili tylko 3-6 proc. społeczeństwa to cudzoziemcy. Równocześnie widzimy sprzeciw ze strony społeczeństwa dla nienawiści wobec migrantów. Większość antyimigranckich demonstracji spotkała się jednak z kontrdemonstracjami. Ludzie wyszli na ulice wyrazić swój sprzeciw, mimo że czuli niepokój czy zagrożenie ze strony agresywnych demonstrantów. I to jest ogromnie ważne, żebyśmy reagowali.

Nie być obojętnym?

Absolutnie nie. Dla dobra nas wszystkich.