,
Obserwuj
Mazowieckie

Przeniesiony sędzia z zadośćuczynieniem. "To nigdy nie była dla mnie walka o pieniądze"

4 min. czytania
19.01.2026 12:31

Polska ma wypłacić 20 tys. euro zadośćuczynienia sędziemu Łukaszowi Bilińskiemu - zdecydował Europejski Trybunał Praw Człowieka. Sędzia za rządów PiS wydawał wyroki uniewinniające uczestników antyrządowych protestów, za co został arbitralnie przeniesiony do innego wydziału. - To orzeczenie pokazuje, po czyjej stronie była racja - mówi tokfm.pl Biliński. 

Sędzia Łukasz Biliński w 2018 r.
Sędzia Łukasz Biliński w 2018 r.
fot. Adam Stępień / Agencja Wyborcza.pl

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Gdzie teraz pracuje Łukasz Biliński?
  • Dlaczego zdecydował się pójść ze swoją sprawą do ETPCz?
  • Co sądzi o wyroku?

Sędzia Łukasz Biliński z Sądu Rejonowego dla Warszawy Śródmieścia jest obecnie delegowany do Ministerstwa Sprawiedliwości - pracuje w Departamencie Prawa Karnego. Jest bardziej urzędnikiem, ale - jak sam mówi - tęskni za orzekaniem, i po zakończeniu zadań w ministerstwie na pewno do niego powróci. 

Ofiara "dobrej zmiany"

Od zawsze orzekał w Wydziale Karnym. Za rządów Prawa i Sprawiedliwości trafiały do niego m.in. sprawy osób, które brały udział w ulicznych protestach w obronie sądów, praw kobiet czy praw osób LGBTQ+. Były też sprawy ulicznej opozycji, która próbowała blokować miesięcznice smoleńskie czy marsz narodowców. Biliński - nie patrząc na oczekiwania władzy - orzekał na podstawie Konstytucji, stosując prokonstytucyjną wykładnię przepisów karnych. Jego wyroki odbijały się szerokim echem. Krytykowali je - często publicznie - politycy partii rządzącej. - Zawsze uważałem i uważam, że obywatele mają prawo protestować. Mamy fundamentalne wolności jak wolność zgromadzeń. I nawet, jeśli obywatel - protestując, naruszy formalnie np. przepis ruchu drogowego, to trzeba na to patrzeć szerzej, ważny jest kontekst. Ludzie mają prawo do wyrażania swojego zdania - mówi w rozmowie z tokfm.pl sędzia Biliński. 

Jego działania nie były po myśli rządzących. - Miałem przeczucie, że wcześniej czy później mogą mnie spotkać represje za to, że uniewinniam tych, których służby zatrzymywały i stawiały im zarzuty - mówi sędzia. W połowie 2019 roku ówczesny prezes sądu, Maciej Mitera (jeden z prezesów powołanych przez Zbigniewa Ziobrę) zarządził przeniesienie sędziego Łukasza Bilińskiego z Wydziału Karnego do Wydziału Rodzinnego. - Odebrałem to jako formę represji. Było to trudne, że po latach pracy jako karnista ktoś odgórnie zdecydował, że moja przyszłość ma być inna. Ale jestem osobą, która rzetelnie podchodzi do pracy i do stawianych jej wyzwań - dodaje nasz rozmówca. 

OKO.press i  Onet kilka lat temu ujawniły, że o sędzim Bilińskim dyskutowano m.in. na Grupie Kasta/Antykasta, założonej przez sędziów związanych z ówczesną władzą. W jednym z wpisów pojawiła się sugestia do prezesa sądu Macieja Mitery: "Zrób coś z tym Bilińskim". W odpowiedzi miały paść słowa "Przeniosę do rodzinnego....albo MS?". Niedługo potem sędzia dostał decyzję o przeniesieniu. 

Łukasz Biliński  przyznaje, że nie było łatwo się przestawić, ale "wszedł w buty" sędziego rodzinnego i przez kilka lat w takich sprawach właśnie orzekał. - Miałem duże wsparcie. To głównie panie sędzie, które zawsze służyły mi radą i pomocą, i które zawsze mogłem zapytać o daną kwestię. Pomogło mi też moje doświadczenie życiowe, które w sprawach rodzinnych jest niezwykle ważne - opowiada.

Precedensowy wyrok 

Sędzia Łukasz Biliński od decyzji Macieja Mitery złożył odwołanie w Krajowej Radzie Sądownictwa, ale ta je oddaliła. Nie mógł się odwołać nigdzie wyżej, bo przepisy tego nie przewidywały. Dlatego poszedł ze swoją sprawą do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Wskazywał, że Polska odmówiła mu prawa do sądu. Dowodził również, że jego przeniesienie było odwetem za wydawane przez niego wyroki. ETPCz w ubiegły czwartek przyznał mu rację i odszkodowanie w kwocie 20 tysięcy euro (plus 6 tysięcy euro tytułem zwrotu kosztów postępowania).

- To nigdy nie była dla mnie walka o pieniądze, ale o wartości, o prawdę. Nie może być tak, że prezes sądu podejmuje całkowicie arbitralną decyzję w sprawie sędziego, a ten nie może się od niej odwołać. Cieszę się z wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. To orzeczenie pokazuje, po czyjej stronie była racja. Mam nadzieję, że będzie dla innych przestrogą na przyszłość, że tego typu decyzje są niedopuszczalne i nie można przenosić sędziów z powodu wydawanych przez nich orzeczeń - mówi nam Biliński. 

Wyrok w tej sprawie jest precedensowy, bo pokazuje, że tego typu przenoszenie sędziów za czasów PiS miało formę kary i represji. ETPCz uznał, że "prawo sędziów do ochrony przeciwko arbitralnemu przeniesieniu" dotyczy również sytuacji, gdy chodzi o przeniesienie między pionami, w ramach tego samego sądu. Trybunał zwrócił uwagę na fakt, że sędzia Biliński "był krytykowany przez polityków za decyzje, które podejmował w sprawach wrażliwych politycznie". Zdaniem ETPCz doszło do naruszenia art. 6 paragraf 1 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. To norma, która mówi o tym, że każdy ma prawo do sprawiedliwego i publicznego rozpatrzenia jego sprawy w rozsądnym terminie przez niezawisły i bezstronny sąd.

"Kilka razy sądził mnie ten wspaniały, niezawisły sędzia. Ignorował pisowskie "prawo", orzekał wprost z konstytucji RP i aktów prawa międzynarodowego. SSR Łukasz Biliński nie uniknął zemsty ziobrystów, ale dokonuje się wreszcie sprawiedliwość w jego sprawie" - tak wyrok ETPCz skomentowała w mediach społecznościowych pani Ewa, jedna z protestujących na ulicach za poprzedniej władzy. "Mnie też sądził. W procesie 42 osób z blokady neofaszystów na Nowym Świecie. Wyrok, uniewinniający, a także wspaniałe uzasadnienie zawsze będę miała w sercu i pamięci" - to wpis innej z uczestniczek protestów. 

- To niezwykle miłe słowa. Ale ja niczego wielkiego sam nie zrobiłem. To obywatele poświęcali się w ulicznych manifestacjach, zdając sobie sprawę, że spotkają się z represjami. Nie żałuję swoich rozstrzygnięć, bo uważam, że orzekałem tak jak powinienem, w poczuciu sprawiedliwości i wartości o które walczyli protestujący na ulicach. Wolność zgromadzeń jest jednym z fundamentów demokracji - mówi nam sędzia Łukasz Biliński. I dodaje, że sędzia nie może ulegać naciskom czy "podpowiedziom" władzy. 

źródło: TOK.FM