Trudna rola asystentek z Ukrainy. "Usłyszałam, że to moja wina, że chłopcy dostali złe oceny"
Asystentki międzykulturowe to kobiety, które uciekły do Polski przed wojną w Ukrainie i trafiły do naszych szkół - jako pomoc nauczyciela. Miały być pomostem między polskimi pedagogami a ukraińskimi dziećmi i ich rodzicami w wielokulturowej społeczności, tyle że nikt ich wcześniej do tej roli nie przygotował.
Fundacja Teach for Poland z Warszawy - która działa na rzecz niwelowania nierówności w edukacji - postanowiła pomóc i stworzyła specjalny program. - Otworzyliśmy formularz zgłoszeniowy z pytaniem, czy są osoby chętne i jakiego wsparcia potrzebują. I ten formularz eksplodował! Przyszło ponad trzy tysiące zgłoszeń od kobiet, które przyjechały do Polski z Ukrainy i chciały pracować lub już pracowały w edukacji - mówi Katarzyna Nabrdalik, prezeska Fundacji Teach for Poland.
Tak powstał program mentoringowy, pt.: "W swoim języku". Stacjonarnie wzięło w nim udział 14 asystentek międzykulturowych z siedmiu szkół w Warszawie, ale o wiele więcej pań miało możliwość udziału w formule on-line. Uczyły się, jak pracować z dziećmi w środowisku wielokulturowym, ale też stworzyły własną społeczność zawodową i w "swoim języku" wymieniały się doświadczeniami z pracy w polskiej szkole.
W obliczu wojny w Ukrainie do polskich szkół trafiło ok. 180 tysięcy dzieci. Prawdopodobnie drugie tyle - tak szacują eksperci od edukacji - jest w Polsce, ale w naszych placówkach ich nie ma. Albo uczą się w szkole ukraińskiej on-line, albo nie uczą się nigdzie i są poza systemem. Problem dotyczy w szczególności nastolatków. Opowiadała o tym reporterska opowieść "Wyrwa", przygotowana przez Fundację TOK FM i Outriders, którą można znaleźć tu.
- "Wyrwa" to świetny tytuł, niezwykle trafnie oddający sytuację, w jakiej znalazły się dzieci z Ukrainy, młodzież, ale też ich rodzice - mówi prezeska Teach for Poland.
Po kursie dla asystentek międzykulturowych powstał raport, który pokazuje, jak bardzo to, co pokazaliśmy w "Wyrwie", jest obecne w naszych szkołach. Dyskryminacja ukraińskich uczniów, język nienawiści, kłopoty językowe, problemy emocjonalne, trauma - to wszystko jest wśród dzieci i młodzieży na porządku dziennym.
"Jestem psycholożką, a to, że po polsku mogę powiedzieć tylko rzeczy podstawowe, bardzo mnie ogranicza i pogłębia niepewność siebie. Nie mogę, jak kiedyś, powiedzieć wszystkiego nauczycielom, czego potrzebuje dziecko lub z jakimi problemami się boryka, bo to jest leksyka specjalistyczna i abstrakcyjna (...) Nasze dzieci nie mogą powiedzieć o sobie w języku zrozumiałym dla dzieci polskich. Nie mogą opowiedzieć swojej historii, dlatego nie nawiązują relacji między sobą. W jakimś momencie po prostu milkną" - czytamy w raporcie Teach for Poland.
Pani Natalia, jedna z asystentek w dużej szkole w Warszawie, podkreśla, że "mówienie do dzieci w języku ojczystym jest dla nich niezwykle ważne". - Proszę wyobrazić sobie sytuację, że na świat przychodzi dziecko, które przez 8, 10 czy 14 lat mówi w swoim języku. Ten język otacza go z każdej strony. I nagle to dziecko musi uciekać, i uczyć się kompletnie innego języka. Fakt, iż w tym nowym kraju dalej może mówić po ukraińsku, jest dla niego kluczowy. Bo ten język jest pewnym markerem stwarzającym dziecku przestrzeń, w której wie, że wszystko jest dobrze, wszystko jest OK - tłumaczy pani Natalia.
Raport opisuje m.in. historię dwóch chłopców z VII klasy, którzy mówili, że nie chcą się uczyć polskiego. "Bo boją się, że jak się nauczą polskiego, to pozostaną tu na zawsze. A tego nie chcą" - opowiadała jedna z asystentek.
Raport pokazuje też, że praca asystentek często nie była łatwa. Kobiety opisują trudne doświadczenia. "Na korytarzu spotkała mnie pani wicedyrektor i powiedziała, że to jest moja wina i odpowiedzialność, że dwóch chłopców dostało oceny niedostateczne pod koniec roku i że miałam z nimi się uczyć kilku przedmiotów. Ale ja się uczyłam. Tylko że jestem biolożką - tu zrobiłam wszystko, ale nie dałam rady z fizyką i geografią. Okropnie się czuję" - tłumaczyła jedna z pań.
Choć były oczywiście i budujące momenty. "Dzieci nie potrzebują już mojej pomocy na sprawdzianie, ale proszą, żebym przyszła tylko posiedzieć - czują się bezpiecznie, że mogą na mnie liczyć, a wszelkie zadania wykonują sami" - mówi cytowana w raporcie kolejna z asystentek międzykulturowych z warszawskich szkół.
'Wyrwa'. Reporterska opowieść o szkole czasu wojny. I dzieciach, które muszą się w niej odnaleźć
'Każą mówią po polsku, wyzywają od banderówek'. Skończyła się empatia dla ukraińskich dzieci?
Na Dzień Nauczyciela... chryzantemy?
Są też różnice związane z edukacją i rozbieżności kulturowe, które niekiedy bywają zabawne. Jak np. historia z chryzantemami na Dzień Nauczyciela. - W kulturze ukraińskiej Dzień Nauczyciela przypada mniej więcej w tym czasie, co w Polsce. Daje się wtedy kwiaty. A że jest to też czas chryzantem, to niesie się właśnie je do szkoły jako znak podziękowania. I kilka razy się zdarzyło, że ukraińskie dzieci przyniosły chryzantemy dla nauczycieli w Polsce - opowiada w TOK FM Olga Bochkar, edukatorka, mediatorka, nauczycielka polskiego jako obcego, koordynatorka projektów do spraw wsparcia edukatorów ukraińskich Fundacji Teach for Poland.
Dzięki wsparciu asystentek z Ukrainy można było całą sytuację szybko wyjaśnić. Bo akurat w Polsce chryzantemy mają całkiem inne znaczenie i kojarzone są z dniem Wszystkich Świętych.
Brak stałego finansowania
Praca asystentek w poprzednim roku szkolnym była finansowana przez międzynarodowe organizacje pozarządowe. Teraz tego finansowania - w podobnej skali - już nie ma. W efekcie w szkołach pozostały tylko pojedyncze osoby zatrudnione na takich stanowiskach.
- Wszyscy na tym tracą - przekonuje Olga Bochkar. - Szkoły tracą sprawdzonego pracownika, dzieci - ukraińskie wsparcie, a system oświaty i polskie społeczeństwo - pomoc w integracji cudzoziemców. Widzimy jedno: zawód asystenta międzykulturowego jest niezwykle cenny i wymagający. Naraża na szybkie wypalenie zawodowe. Dlatego - jako Fundacja Teach for Poland - zorganizowaliśmy ten program- podsumowuje gościni TOK FM. I wskazuje, że asystenci są potrzebni, bo dzieci cudzoziemskich w szkołach jest coraz więcej.
'Dlaczego Rosjanie zabijają dzieci w Ukrainie? Bo walczą z szatanem'. Ekspert o propagandzie Putina