,
Obserwuj
Mazowieckie

Odsunęli lekarza od stołu operacyjnego. Siedem lat walczył o sprawiedliwość

3 min. czytania
15.11.2023 08:03
Po siedmiu latach batalii Sąd Okręgowy w Warszawie - prawomocnie - nakazał pracodawcy przywrócenie lekarza z niepełnosprawnością do pracy na swoim stanowisku. Anestezjolog został odsunięty od zabiegów po tym, jak próbował rozmawiać z pracodawcą o swoich prawach i o tym, że nie można go ściągać z urlopu. Twierdził, że doszło do dyskryminacji. Sąd to potwierdził.
|
|
fot. Łukasz Cynalewski / Agencja Wyborcza.pl

Anestezjolog nie ujawnia swoich danych. Ma ponad 30-letni staż pracy w zawodzie. Działał w wielu szpitalach. Miał okazję współpracować z najlepszymi chirurgami i transplantologami. Przed laty znieczulał pacjentów m.in. przy transplantacjach wraz z prof. Zbigniewem Religą. Na swoim koncie ma też ponad siedem tysięcy znieczuleń w szpitalu na Mazowszu, w którym przepracował 11 lat (lekarz i jego pełnomocniczka nie chcą podawać, o który szpital chodzi).

Lekarz ma niewielką niepełnosprawność ruchową, która nie przeszkadzała mu w wykonywaniu pracy na sali operacyjnej. Dostawał też zaświadczenie od lekarza medycyny pracy, że może brać udział w zabiegach jako anestezjolog. Nie było przeciwwskazań. W związku z posiadanym orzeczeniem przysługiwały mu jednak dodatkowe uprawnienia, takie jak brak dyżurów nocnych, siedmiogodzinny dzień pracy czy dodatkowy urlop.

Od pełnomocniczki lekarza słyszymy, że przez lata nie było do niego zastrzeżeń. Sytuacja zmieniła się, gdy sprzeciwił się wzywaniu go do pracy z urlopu. Po jednej z takich sytuacji, odbył rozmowę z pracodawcą. Wskazał, że wzywanie go na zabiegi, gdy ma dni wolne, to łamanie jego praw pracowniczych. Niedługo potem wręczono mu wypowiedzenie zmieniające warunki pracy. To wtedy uznano, że jako lekarz z niepełnosprawnością, nie powinien operować.

- Został przesunięty z pracy na bloku operacyjnym do pracy w przychodni. To była lawina działań odwetowych za to, że się postawił. Pozbawiono go tym samym prawa do wykonywania określonych czynności związanych z jego specjalizacją - mówi mecenas Katarzyna Bogatko, pełnomocniczka anestezjologa, przedstawicielka Polskiego Towarzystwa Prawa Antydyskryminacyjnego, w ramach którego toczyła się ta sprawa.

- Gdy pan doktor upomniał się, by jego prawa pracownicze były przestrzegane, nagle do skierowania na badania okresowe zostały wpisane czynniki niebezpieczne, występujące rzekomo na stanowisku anestezjologa, pracującego na bloku operacyjnym, których nikt wcześniej nie wpisywał. Chodziło m.in. o dźwiganie, pracę stojącą w wymuszonej pozycji ciała czy regularne reanimacje. Od początku podnosiliśmy, że nie było żadnego prawnego ani faktycznego uzasadnienia, by takie kwestie wpisać do skierowania na badania okresowe - tłumaczy prawniczka.

Szczepienia przeciw HPV. Chętnych jak na lekarstwo. 'Pytam pacjentkę, a ona nie wie'

Wygrana w sądzie

Początkowo lekarz odwołał się jedynie do sądu pracy od wypowiedzenia zmieniającego zasady, na jakich pracował. - Jednak w dalszym kroku uznał, że doszło do dyskryminacji, a więc powództwo zostało rozszerzone o żądanie zadośćuczynienia za krzywdę, jakiej doznał w wyniku działań pracodawcy - mówi pani mecenas. Ostatecznie Sąd Okręgowy w Warszawie prawomocnie nakazał pracodawcy przywrócenie lekarza do pracy na poprzednim stanowisku. Szpital ma też zapłacić swojemu pracownikowi 30 tysięcy złotych zadośćuczynienia.

Głównym problemem jest jednak to, że proces trwał aż siedem lat. - Mam poczucie, że pan doktor ucieszył się z tego orzeczenia, aczkolwiek - biorąc pod uwagę czas trwania tego postępowania - myślę, że jest w nim też żal i rozczarowanie. Sprawa od początku wydawała nam się oczywista, a mimo to trwała tak długo. Przyczyniła się do tego m.in. pandemia - tłumaczy mecenas Bogatko.

Te siedem lat wiele zmieniło w życiu lekarza. - W najbliższym czasie będzie miał już prawo do emerytury - dodaje pani mecenas.

Polskie Towarzystwo Prawa Antydyskryminacyjnego, którego siedziba mieści się w Warszawie, od lat pomaga ofiarom dyskryminacji i nierównego traktowania w różnych dziedzinach życia. Pomaga pro bono, przy wsparciu prawników z najbardziej rozpoznawalnych kancelarii. PTPA koordynuje rozbudowaną sieć prawników i prawniczek pro bono o zasięgu ogólnopolskim. Działa od grudnia 2006 roku.

20 lekarzy łamało prawa pacjenta 'lecząc' boreliozę. Kara? Kwota robi wrażenie