,
Obserwuj
Mazowieckie

"Zostaliśmy wyrolowani". Warszawa ucina pieniądze ważnym ośrodkom?

Anna Sapieha, TOK FM
5 min. czytania
26.01.2025 10:00
"Warszawa traci unikalną inicjatywę, która zmieniała życie najbardziej potrzebujących" - piszą przedstawiciele ośrodka "Między innymi" dla osób w spektrum autyzmu. Od kilku tygodni klub nie działa. Warszawa zmieniła zasady finansowania, wpływając na działanie tego typu placówek.
|
|
fot. Mateusz Grochocki/East News
  • To opowieść o środkach 'Między innymi' i Centrum Opiekuńczo-Mieszkalnym 'Malwa' - dla dorosłych osób niesamodzielnych, ale nie tylko. 
  • Ich przedstawiciele alarmują, że m.st. Warszawa zmieniło zasady finansowania, przez co ich finansowa przyszłość jest niepewna. W konsekwencji muszą ograniczyć działalność.
  • - Staramy się organizować naszym dzieciom różne aktywności, samodzielnie, by nie traciły kontaktu ze swoimi przyjaciółmi, ale to kropla w morzu - słyszymy. 
  • Z naszych informacji wynika, że nowy wiceprezydent Warszawy Jacek Wiśnicki chce się sprawie dokładniej przyjrzeć.

 

O ośrodku "Między innymi" pisaliśmy na naszym portalu kilka miesięcy temu, gdy walczył o przetrwanie. To miejsce dla osób w spektrum autyzmu, które istniało od trzech lat przy ul. Samolotowej 2 w Warszawie. Prowadziła go fundacja "Inne spojrzenie". Placówka - w znaczącym stopniu finansowana przez miasto - była jedyną tego typu inicjatywą w Polsce, dedykowaną osobom w spektrum autyzmu, z zaburzeniami w stopniu znacznym, wymagającym szczególnie intensywnego wsparcia. W całej Polsce brakuje miejsc dla takich osób, o czym pisaliśmy wielokrotnie na naszym portalu. Część ośrodków nie chce ich przyjmować ze względu na tzw. zachowania trudne.

Do klubu przy Samolotowej codziennie przychodziło 10 dorosłych osób z niepełnosprawnością, które spędzały tu niemal cały dzień. Część z nich miała opiekę jeden na jeden, czyli jeden asystent na jednego uczestnika. Klub powstał, by pokazać, że osoby w spektrum - również te z niepełnosprawnością intelektualną - są w stanie samodzielnie podejmować decyzje i odnaleźć się w takim miejscu. Ośrodek oferował uczestnikom całą serię aktywności, w tym m.in. wyjścia na basen, hipoterapię, treningi kulinarne, zajęcia z artterapii, ale też wyjścia do muzeów czy na zakupy, by uczyć zachowań w różnych miejscach. 

Zmieniono zasady finansowania

Rodzice dorosłych dzieci liczyli, że klub będzie mógł działać dalej. Niestety, Warszawa zmieniła zasady finansowania. - Do tej pory dostawaliśmy około 4,5 tysiąca złotych na każdego uczestnika, teraz - w nowym konkursie - zaproponowano 3 tysiące złotych. Przy takich środkach nie jesteśmy w stanie tego miejsca utrzymać - mówi prezes fundacji Zbigniew Worony, jednocześnie tata dorosłego syna w spektrum autyzmu. 

Od kilku tygodni klub już nie działa. - Staramy się organizować naszym dzieciom różne aktywności, samodzielnie, by nie traciły kontaktu ze swoimi przyjaciółmi, ale to kropla w morzu. Zamknięcie ośrodka - o czym mówią mi rodzice - już spowodowało regres w zachowaniach ich dorosłych dzieci. Pojawia się frustracja, a co za nią idzie - czasami także agresja. Słyszę, że część osób ma już też objawy depresji. Gdy funkcjonowały u nas, takich rzeczy nie było - opowiada nam Worony.

"Ośrodek 'Między Innymi' był odpowiedzią na dramatyczne potrzeby dorosłych osób w spektrum autyzmu, które po zakończeniu edukacji pozostają wykluczone społecznie. Z jego zamknięciem Warszawa traci unikalną inicjatywę, która zmieniała życie najbardziej potrzebujących" - napisali na Facebooku przedstawiciele klubu. 

Zapytaliśmy miasto, dlaczego zmieniono zasady finansowania takich miejsc jak "Między nami". Mimo dwukrotnie wysłanych pytań, nie dostaliśmy na nie odpowiedzi. Biuro prasowe milczy. Nowy wiceprezydent Warszawy Jacek Wiśnicki zaprosił przedstawicieli ośrodka na rozmowy. Ale jak ustaliliśm, niewiele z nich wynika. - Ja wciąż wierzę, że uda się wznowić naszą działalność. Wierzę, że my nie przestaliśmy działać, tylko - czasowo - zawiesiliśmy naszą działalność - mówi nam Zbigniew Worony.

Inne ośrodki też mają problemy

W dramatycznej sytuacji znalazło się też Centrum Opiekuńczo-Mieszkalne "Malwa" w Warszawie (przy ul. Balcerzaka). To placówka powstała z myślą o niesamodzielnych osobach z niepełnosprawnością wymagających intensywnego wsparcia. Dom był budowany przez ponad 20 lat m.in. przez rodziców osób z niepełnosprawnością intelektualną w stopniu umiarkowanym i znacznym, którzy - w obliczu braku systemowych działań ze strony państwa - wzięli sprawy w swoje ręce.

- Budynek powstawał bardzo długo. Oddano go do użytku w 2019 roku. Od 2019 do 2022 roku prowadzony był tu ośrodek dzienny, a następnie - od października 2022 - rozpoczęliśmy też działanie całodobowe - opowiada Olga Sinkowska, prezeska Fundacji "Malwa". Jak dodaje, budynek powstał częściowo z wpłat dokonywanych przez rodziców, a częściowo ze środków publicznych. 

- To było bardzo wyczekiwane miejsce. Naszymi mieszkańcami są osoby dorosłe po 40. roku życia, głównie z niepełnosprawnością intelektualną. Ich rodzice są odpowiednio starsi - nasi najmłodsi rodzice są po 70-tce, a najstarsi przekroczyli już 90 lat. Są to osoby, które ze względu na stan zdrowia i na wiek nie są w stanie dłużej zajmować się na co dzień swoimi dorosłymi dziećmi - opowiada pani Olga.

Jak mówi, początki (po otwarciu domu) nie były łatwe. - Rodzice trochę się stresowali. Nie wiedzieli, czy ich dorosłe dzieci sobie poradzą, jak się u nas odnajdą. Zadawali mi różne pytania, np.: "Pani Olgo, czy my możemy tutaj przyjechać?", "Czy mój syn może do mnie pojechać na weekend?" albo "Co będzie ze świętami?". Trochę trwało poznanie uczestników z tym miejscem i polubienie go. Po jakimś czasie bywało, że rodzic chciał zaprosić dziecko do domu na weekend, ale słyszał, że syn czy córka nie chce jechać, bo woli być w "Malwie". Także oni się tu bardzo dobrze czuli i czują - opowiada Sinkowska. 

Problem w tym, że fundacja nie dostała finansowania na dalsze prowadzenie ośrodka. Bez pieniędzy z zewnątrz nie jest w stanie sobie poradzić. Ośrodek na razie działa, choć nie wiadomo, co będzie dalej. Obecnie częściowo płacą rodzice, częściowo wykorzystywane są zaoszczędzone wcześniej pieniądze fundacji. Założono też publiczną zbiórkę. "Dom Malwa znalazł się w krytycznej sytuacji. Zostaliśmy wyrolowani przez system, który nie zapewnia nam wystarczającego finansowania, aby móc dalej funkcjonować" - czytamy na stronie zrzutka.pl.

Co się dzieje wokół WOŚP? Prokurator przyznaje, że czegoś takiego nigdy nie widział

W tej sprawie również miasto milczy. Służby prasowe ratusza nie odpowiedziały na żadne z naszych pytań. Chcieliśmy wiedzieć, co dalej z osobami, które od lat korzystały z pomocy ośrodków i jakie są szanse na wsparcie tych miejsc i zmianę decyzji w tym zakresie?

- 31 grudnia 2024 roku zakończył się projekt finansowany ze środków miasta stołecznego Warszawy. Czekamy na złożenie wniosku do wojewody o kontynuację prowadzenia Centrum Opiekuńczo-Mieszkalnego. Czekamy aż urząd to złoży i cała procedura będzie trwać. Optymistyczne prognozy są takie, że z początkiem marca, być może, dostaniemy finansowanie ze środków publicznych, w ramach Funduszu Solidarnościowego. Takie mamy zapewnienia, choć oczywiście trzeba czekać na ostateczne rozstrzygnięcia. Jak będzie? Zobaczymy - mówi Sinkowska. 

Obecnie ośrodek działa na pół gwizdka - stali mieszkańcy pozostali w placówce, a osoby, które korzystały tu tylko z pobytu dziennego - pozostają w swoich domach. - Nie wyobrażamy sobie, by ten dom miał całkiem przestać istnieć - mówi pani Olga. Jak dodaje, miesięczne utrzymanie to - przy 10 mieszkańcach - koszt rzędu 100 tysięcy złotych. Ośrodek jest w stanie przyjąć na stałe 20 osób.