Bodnar dotrzymał słowa. Specjalna komisja zajmie się policjantami
- W poniedziałek minister sprawiedliwości Adam Bodnar powoła specjalną komisję, która zajmie się badaniem nadużywania władzy przez policję w trakcie rządów PiS;
- Na czele komisji ma stanąć adwokatka Sylwia Gregorczyk-Abram, aktywistka Inicjatywy Wolne Sądy;
- "Rozliczeń nie można odpuścić. W wyniku brutalnych zatrzymań na protestach, osoby doznawały obrażeń ciała, traumy i lęków" - mówi tokfm.pl mecenas Jerzy Podgórski.
Był 7 sierpnia 2022 roku. Osoby ze społeczności LGBTQ+, ale też wielu innych warszawiaków i warszowianek, wyszły na ulice w obronie aktywistki kolektywu Stop Bzdurom. Obywatele zgromadzeni w centrum stolicy, chcieli pokazać swoją solidarność z Margot w chwili, gdy policja miała ją aresztować. To wtedy doszło do brutalnych zatrzymań. Na komisariaty trafiło blisko 50 osób - członkowie tęczowej społeczności, ale też zupełnie przypadkowe osoby. Przed sądami mówiły, że miały poczucie, że stały się ofiarami policyjnej łapanki. Rozkaz przyszedł "z góry".
Wśród zatrzymanych był m.in. Wojtek (imię zmienione). Razem z innymi osobami blokował odjazd jednego z radiowozów, w którym byli inni zatrzymani. - W pewnym momencie ten policyjny samochód przejechał mu po stopie. Chłopak był kontuzjowany na tyle, że miał problem z chodzeniem. Usiadł na krawężniku, a wkoło niego pojawiła się grupa osób z mediów. Ktoś wezwał do chłopaka pogotowie, karetka zabrała go do jednego ze szpitali - opowiada jego pełnomocnik, mecenas Jerzy Podgórski. Policjanci postanowili pojechać za karetką. Potem, gdy wyszedł ze szpitala, zabrali go na komisariat, spędził tam kilka godzin, do późnej nocy. - Wtedy jeszcze przesłuchano go jako świadka. Dopiero po jakimś czasie usłyszał zarzuty związane z rzekomym zniszczeniem radiowozu - dodaje prawnik w rozmowie z TOK FM.
- Chłopak był kontuzjowany, nie mógł chodzić, a mimo to kazano mu skakać po piętrach tego komisariatu, przemieszczać się z pokoju do pokoju na komendzie na Wilczej. Nie miał przecież żadnych kul, nikt mu nie pomógł - opowiada mecenas, który działa w ramach Kolektywu Szpila. Jak tłumaczy, sprawa karna przed sądem jeszcze nie ruszyła. - Dla mnie ta historia jest o tyle groteskowa, że mojemu klientowi zarzucono wszystkie możliwe uszkodzenia karoserii w tym radiowozie, na całej jego powierzchni. A przecież naokoło tego auta była grupa kilkunastu czy kilkudziesięciu osób, on nie był tam sam, a przypisano mu całą winę - mówi Jerzy Podgórski.
51 posłów PiS ukaranych po awanturze w Sejmie. Wśród nich Jarosław Kaczyński
W tej sprawie była już rozprawa o zadośćuczynienie za doznaną krzywdę za niewątpliwie niesłuszne zatrzymanie. Sąd przyznał chłopakowi rację, dostał kilka tysięcy złotych zadośćuczynienia. Ale policja poszła jeszcze dalej - wniosła powództwo cywilne o naprawienie szkody związanej z uszkodzeniem radiowozu. - Z tego co pamiętam, chodzi o 5-6 tysięcy zł - mówi adwokat.
Powstanie specjalna komisja
Opisywaliśmy, jak traktowano m.in. uczestniczki Strajków Kobiet i wielu innych manifestacji. - Jak określiłbym zachowanie policjantów, z którymi miałem do czynienia? Niewątpliwie jako wyraz bezmyślności. Momentami były to też zachowania brutalne, część określiłbym nawet okrucieństwem - mówił w rozmowie z TOK FM Dominik Puchała, wtedy student, też zatrzymany w czasie Tęczowej Nocy. -Jeden z funkcjonariuszy, gdy siedziałem w celi, groził mi, że dołączy do mnie jakichś skinheadów i że może dojść nawet do gwałtu. Uważam, że ten człowiek powinien ponieść konsekwencje. Czy poniósł? Nic mi o tym nie wiadomo - opowiadał gość TOK FM.
Teraz wszystkimi tymi historiami ma się zająć specjalna komisja, którą powoła minister sprawiedliwości Adam Bodnar. Skład Komisji w sprawie nadużywania władzy wobec aktywistów za rządów PiS minister przedstawi oficjalnie w najbliższy poniedziałek. Na dziś wiadomo, że na czele zespołu stanie adwokatka Sylwia Gregorczyk-Abram, aktywistka Inicjatywy Wolne Sądy, przez lata zaangażowana w walkę o przywrócenie w Polsce praworządności. Powołanie komisji, która ma zająć się przypadkami nadużywania władzy w latach 2016-2023, zapowiedziano już w lutym.
- Nie mam wątpliwości, że rozliczeń nie można odpuścić - bo te rozkazy dotyczące zatrzymań, łapanek, brutalnego traktowania protestujących - ktoś przecież wydawał. A w wyniku tego typu działań, osoby doznawały obrażeń ciała, traumy, lęków i to musi być rozliczone - mówi mecenas Jerzy Podgórski. Gość TOK FM dodaje, że nie ma wątpliwości, że policjanci, którzy dopuszczali się niewłaściwych zachowań i bezprawnych zatrzymań aktywistów, powinni wiedzieć, że to było niewłaściwe. - W wielu z tych spraw sądy stwierdzały niezasadność i nieprawidłowość zatrzymań i komendanci dostawali te wyroki. W mojej ocenie te informacje powinny docierać do wszystkich policjantów na dole, a wiem, że nie dochodziły - dodaje nasz rozmówca. Pytany, czy zdarzyło mu się być na rozprawie, na której któryś z policjantów przeprosiłby osobę pokrzywdzoną, bez wahania odpowiada, że nigdy nic takiego nie miało miejsca.
Sąd uchylił ostatnią uchwałę anty-LGBT. 'Polska wolna od nienawiści'
Jak dodaje, oprócz rozliczeń, kluczowe jest też to, by z tego, co się wydarzyło, wyciągnąć wnioski. - W mojej ocenie, jeśli w pomieszczeniach policyjnych nie ma kamer i policjant nie ma kamery nasobnej, na mundurze, to wtedy powinno być domniemanie, że to obywatel mówi prawdę w kwestii niewłaściwego zachowania policjanta. Bo wtedy - następnym razem, jestem o tym przekonany - policja będzie się starała zawsze przestrzegać porządku prawnego i podejmie działania, by móc zweryfikować tego typu zarzuty. Czyli nie będzie sytuacji, że - nie wiadomo, dlaczego - w chwili zatrzymania kamera na ubraniu była wyłączona - tłumaczy gość TOK FM. I dodaje, że na działanie zespołu do spraw rozliczeń nigdy nie jest za późno.
Mecenas Jerzy Podgórski działa w wymiarze sprawiedliwości od blisko 30 lat. Na początku był sędzią, orzekał w wydziale karnym. Jak mówi, widział i słyszał już wiele. Za rządów PiS zaangażował się w pomaganie ludziom, którzy realizowali swoje prawo do wolności zgromadzeń czy do protestów. - Co mi to dało? Trudne pytanie. Myślę, że ważne było poczucie dawania bezpośredniego wsparcia osobom represjonowanym przez państwo. Bo rzeczywiście - samo moje pojawienie się na komisariacie, poprawiało nastrój osób zatrzymanych i dawało im poczucie bezpieczeństwa. Miałem przeświadczenie, że biorę udział w czymś istotnym, choć nie gloryfikuję tamtych wydarzeń. Skala tych zatrzymań była bardzo duża - przyznaje nasz rozmówca. I podkreśla, że zatrzymywani byli w dużej części ludzie młodzi, którzy wcześniej nie mieli żadnego kontaktu z policją czy wymiarem sprawiedliwości.
- Wiele z tych osób było w wieku mojego syna. Wiem, jak bardzo dużo je to kosztowało. Z jednej strony to zasinienia i ból np. po rzuceniu na chodnik, ale z drugiej - to także trauma psychiczna. Część z nich po tych zatrzymaniach nie chodziła już na protesty, bo był w nich ogromny lęk. Bały się nawet wtedy, gdy mijały policjantów gdzieś na ulicy. Koszty emocjonalne też były. I nie można o nich zapominać - podsumowuje gość TOK FM.
Posłuchaj: