,
Obserwuj
Mazowieckie

"Warszawa to jeszcze nie Kraków". Będzie problem z najmem krótkoterminowym?

Tomasz Fenske
9 min. czytania
24.08.2025 07:00

Warszawę rocznie odwiedza ponad 21 mln osób, na które czekają co najmniej 44 tys. miejsc noclegowych w tzw. najmie krótkoterminowym. Gdy przybywa takich obiektów, rosną ceny mieszkań i spada ich dostępność. Turyści bywają też uciążliwymi sąsiadami. Czy stolica jest gotowa na wzrost liczby gości? Pytamy szefa Stołecznego Biura Turystyki, Pawła Morasa. 

Turyści w Warszawie
Turyści w Warszawie
fot. Piotr Molecki/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Ilu turystów odwiedza Warszawę? Na jak długo tu zostają?
  • Co jest atutem nie tylko Warszawy, ale w ogóle - tej części Europy?
  • Kto odwiedza Warszawę, a kogo jeszcze brakuje?
  • Jak dużym problemem w stolicy jest kwestia najmu krótkoterminowego i co można z tym zrobić?

Tomasz Fenske: Jeśli chodzi o ruch turystyczny, z pandemii wygrzebaliśmy się dopiero w zeszłym roku. Ten przynosi kolejny przyrost liczby turystów odwiedzających Warszawę. Czy Warszawa staje się jednym z hitów dla turystów zagranicznych?

Paweł Moras, dyrektor Stołecznego Biura Turystyki: Nadrabianie zaległości wynikających z pandemii zajęło nam sporo czasu, ale i tak był to czas krótszy niż było to szacowane dla naszego regionu Europy. W roku 2020 powstała ekspertyza, która mówiła, że do normalnych warunków, zbliżonych do ostatniego normalnego roku, czyli 2019 - przedpandemicznego - wrócimy w 2025 roku. My ten poziom uzyskaliśmy w zasadzie już w 2023 roku. W zeszłym to odbicie w górę było bardzo wyraźne. To jest ponad 30 procent wzrostu rok do roku, co świadczy o atrakcyjności Warszawy i o tym, że Warszawa - jako miejsce przede wszystkim na city break, ale również na podróże biznesowe, jako gospodarz kongresów, konferencji, seminariów - jest kierunkiem bardzo atrakcyjnym.

W oczach turysty zagranicznego Europa Środkowa, Europa Wschodnia, staje się modnym miejscem do odwiedzenia? Mam wrażenie, że rośnie i Warszawa, i Wilno. Coraz częściej napotykam treści promujące Bukareszt, Sofię.

Z pewnością tak jest. Przyspieszenie ostatnich lat ma swoje korzenie w momencie przystąpienia do Unii Europejskiej, które to członkostwo jest swego rodzaju gwarantem bezpieczeństwa i pewnego standardu. Natomiast ostatnie lata popandemiczne to poszukiwanie nowych miejsc. Ogromną szansą dla naszego regionu Europy jest na przykład rynek amerykański czy rynek kanadyjski, ponieważ po lockdownach, które trwały lat kilka, podróżujący z tamtego rynku chcą spełnić ponownie lub po raz pierwszy swój "European Dream". On nie musi oznaczać wyjazdu nad Morze Śródziemne czy do metropolii tzw. "starej" Europy. To widać również w statystykach, bo akurat turyści amerykańscy są w ścisłej czołówce odwiedzających Warszawę spośród turystów zagranicznych.

Powstał film "Prawdziwy ból" Jessego Eisenberga, który pokazuje losy dwóch Amerykanów, którzy przyjeżdżają do Polski szukać swoich korzeni.

Każda produkcja tak wielkiej oglądalności oczywiście wzmaga zainteresowanie danym miejscem i tak jest również w przypadku Warszawy. Jednak to nie tylko czynniki zewnętrzne, ale również bardzo systematyczna praca nad tym, aby Warszawę pokazywać jako miasto nowoczesne.

I ta nowoczesność bywa poważnym zaskoczeniem, ponieważ Warszawa kojarzona jest jako miejsce historyczne, które zostało zrównane z ziemią i które powstało z ruin. Często wielkim zaskoczeniem jest nie rekonstrukcja Warszawy i starówki, znana, wpisana na listę UNESCO - choć to również zachwyca - ale to połączenie zarówno walorów historycznych, kulturalnych, z nowoczesnością, która postępuje bardzo, bardzo szybko.

Redakcja poleca

Kto odwiedza Warszawę, a kogo brakuje?

Często słyszę od cudzoziemców: wy tu macie czysto, wy tu macie porządek, wy tu macie sprawnie funkcjonującą komunikację publiczną, przejrzystą.

Nic dodać, nic ująć. To są dokładnie te atrybuty Warszawy, które zachwycają naszych gości i - mam nadzieję - skłaniają ich do polecenia jej swoim znajomym. Dlatego, że nic nie działa tak dobrze jak marketing szeptany.

Rzeczą, która może być niespodzianką dla czytelników, jest na przykład wysoki udział gości z Litwy.

Wydawałoby się właściwie, że w XXI wieku odwiedziny u sąsiadów nie są niczym zaskakującym. I wreszcie faktycznie to działa. Przez wiele lat nie zauważaliśmy gości z Litwy w naszych statystykach. W tej chwili są już w pierwszej dziesiątce i wszystko wskazuje na to, że Warszawa stała się atrakcyjna również dla sąsiadów z krajów bałtyckich, dla sąsiadów z Czech, którzy tłumnie ruszyli do Polski, w tym również do Warszawy. Oczywiście nie jest to skala porównywalna z odwiedzinami na Bałtyku, bo nie mamy do niego dostępu. Natomiast język czeski coraz częściej słychać w Warszawie i również odnotowywany jest w statystykach.

Kto jeszcze przyjeżdża?

Wrócili turyści z Izraela, którzy w latach pandemii właściwie byli w Warszawie zupełnie nieobecni. Brakuje jeszcze Japończyków, u których lockdown trwał najdłużej i kiedy został zniesiony, trwała już pełnoskalowa inwazja Rosji na Ukrainę, co związane jest z tym, że niemożliwe są loty nad terytorium Rosji, nad Syberią. Samoloty do Japonii latają okrężną trasą, co z kolei oznacza, że są znacznie droższe. To jest problem, który dotyczy nie tylko Warszawy, nie tylko Polski, ale praktycznie całej Europy.

Redakcja poleca

Wiadomo, że dla każdego miasta najcenniejszy turysta to ten, który zostaje przynajmniej na jedną noc. Czytałem że Warszawa wyprzedza pod tym względem Wiedeń?

My jesteśmy w tej szczęśliwej sytuacji, że aż 86 proc. turystów przyjeżdżających do Warszawy spędza w niej ponad dwie doby, a największa grupa to są osoby, które spędzają pomiędzy 4 a 7 noclegów. To, jak na turystykę miejską, jak na city break, jest bardzo wysoki wskaźnik, zatem nie jest to naszym zmartwieniem. W większym stopniu wyzwaniem jest skłonienie osób, które przyjeżdżają do Warszawy, na kilka czy kilkanaście godzin do tego, aby weszli do tej podręcznikowej kategorii turystycznej, to znaczy spędzili tutaj przynajmniej jedną noc.

Tu wyjaśnienie dla czytelników: definicja jest taka, że "turysta" to osoba, która decyduje się na nocleg, natomiast osoby, które nie spędzają w mieście nocy, ale są w nim przez co najmniej 6 godzin, wpadają do kategorii "goście" lub "odwiedzający".

I tutaj z pomocą śpieszy chociażby narodowy przewoźnik lotniczy, który umożliwił w ramach biletu przesiadkowego w Warszawie wydłużenie tak zwanego stop overu, czyli pobytu przesiadkowego, nawet do tygodnia. Mam nadzieję, że część z tych jednodniowych odwiedzających Warszawę skłoni to do tego, aby nasze miasto poznać i zostać tu na chwilę dłużej.

Ważne:

W 2024 roku do Warszawy przyjechało 21 milionów osób, spośród których ponad 12 mln zdecydowało się spędzić w mieście przynajmniej jedną noc. To ich badacze określają mianem "turystów". Ci, którzy nie decydują się na nocleg, określani są mianem "gości" lub "odwiedzających". W Warszawie są to osoby, które spędziły w mieście minimum 6 godzin (w ten sposób wykluczane są osoby, które są w mieście przejazdem lub oczekują na przesiadki na dworcach). Ich liczba szacowana jest m.in. na podstawie danych z nadajników telefonii komórkowych.

Chodzi o to, że nie trzeba przeczekać tych kilku czy kilkunastu godzin na lotnisku, można się wyprawić do miasta i spędzić w nim trochę czasu, niejako przekładając przesiadkę.

Dokładnie tak. I tu pomocne są również lokalne biznesy turystyczne, które dla tych przesiadkowych pasażerów przygotowują specjalną ofertę po to, aby to był pobyt szczególnie atrakcyjny.

Warszawa będzie miała problemy z najmem krótkoterminowym?

Warszawie jeszcze daleko do Barcelony, Rzymu czy Paryża, które zaczynają się - zwłaszcza w centrach - dławić turystami. Ale narasta problem związany z najmem krótkoterminowym. Miasta, które już mają kłopot z nadmierną turystyką, próbują go w jakiś sposób rozwiązać, np. wprowadzając regulacje związane z koniecznością rejestrowania takich mieszkań lub ograniczaniem liczby dni w roku, kiedy można wynajmować mieszkanie krótkoterminowo. A Warszawa?

To jest bardzo złożony problem i on oczywiście w pierwszej kolejności dotyka te miasta, o których pan wspomniał. Do Barcelony czy Paryża koniecznie należy dodać Amsterdam, który jako pierwszy ten problem w kategoriach poważnego kryzysu zidentyfikował i jest liderem koalicji miast zabiegających o regulację tych kwestii na poziomie europejskim. I to się w końcu dzieje.

Ustawodawstwo narodowe w poszczególnych krajach Unii Europejskiej jest w tym zakresie bardzo różne. Są państwa, które takie regulacje posiadają. Polska takich regulacji nie posiada, na tym etapie, żadnych. Możemy zaryzykować stwierdzenie, że najem krótkoterminowy w Polsce jest zupełnie nieuregulowany, a w dużej mierze działa również w szarej strefie. To się odbywa ze szkodą dla samych podróżujących, dla turystów, którzy nie mają zagwarantowanego odpowiedniego standardu bezpieczeństwa czy higieny, ponieważ nikt wynajmujących mieszkania do nich nie obliguje.

Ale to również wymierne straty w dochodach samorządów, dlatego że mieszkania na wynajem krótkoterminowy nie są opodatkowane chociażby poprzez podatek od nieruchomości: lokale mieszkalne powinny być rozliczane tak jak lokale użytkowe przeznaczone na działalność gospodarczą. Ale nie ma na chwilę obecną instrumentów, za pomocą których można by to egzekwować.

Samorządy we własnym zakresie mogą to w jakiś sposób uregulować? Bo jeśli tego nie robią, to pojawiają się niepokoje społeczne. Przykład z Rzymu, gdzie aktywiści sami zrywali kłódki z zamkami kodowymi, żeby turyści nie mogli się dostać do lokali wynajmowanych krótkoterminowo.

Największy kłopot ze zjawiskiem związanym z najmem krótkoterminowym w Polsce ma Kraków. Warszawa jeszcze nie, ale antycypując rozwój ruchu turystycznego możemy się takiego zjawiska spodziewać. W Ministerstwie Sportu i Turystyki trwają prace nad projektem ustawy, która będzie regulowała najem krótkoterminowy i tworzyła centralny rejestr obiektów noclegowych.

W tym kontekście uregulowania europejskie, które w przyszłym roku będą musiały być wdrożone również w Polsce, na poziomie ustawowym, to są działania, które wychodzą naprzeciwko oczekiwanym potrzebom, a właściwie już istniejącym. Musimy zdać sobie sprawę z tego, że - według badań - w samej Warszawie - według danych za pierwszy kwartał bieżącego roku - jest aż 12 tysięcy obiektów najmu krótkoterminowego, w których do dyspozycji jest ponad 44 tysiące miejsc. To jest ta część rynku, która w żaden sposób nie może być weryfikowana pod względem standardu, pod względem bezpieczeństwa fizycznego, przeciwpożarowego, jak i sanitarnego.

To jest ta część, o której wiemy, a pewnie jeszcze o jakiejś części nie wiemy?

To są liczby wynikające z badań przeprowadzonych na zlecenie City Destination Alliance, którego Warszawa jest członkiem. Europejskie miasta w tym zakresie dość ściśle ze sobą współpracują, wymieniają się informacjami. Takie badania są prowadzone przez specjalistyczne firmy i dostarczane kwartalnie każdemu z miast członkowskich. Wzrost, w przypadku Warszawy, jest kilkunastoprocentowy w skali roku, więc należy spodziewać się, że ten trend będzie utrzymany.

W Warszawie, ze względu na charakter struktury miasta, nie obserwujemy takich zjawisk gentryfikacyjnych, albo w takim stopniu, jak to ma miejsce chociażby w Krakowie, gdzie na krakowskim rynku bodajże dwa mieszkania zaledwie są zamieszkałe przez stałych mieszkańców, a reszta przeznaczona jest na działalność komercyjną, w największym stopniu na wynajem krótkoterminowy. Podobne zjawisko jest na krakowskim Kazimierzu i również władze Krakowa bardzo intensywnie się do tych nowych przepisów przygotowują. Przy czym tak naprawdę jesteśmy na etapie, na którym nieznany jest jeszcze projekt ustawy.

Ważna informacja

Ciekawe:

W zeszłym roku zespół DELab z Uniwersytetu Warszawskiego opublikował raport z badania rynku najmu krótkoterminowego w Warszawie. Wynikało z niego, że 75 proc. zbadanych ofert najmu krótkoterminowego znajdowało się w promieniu 5 km od stacji metra Centrum. Poziom profesjonalizacji i koncentracji usług był wysoki: 74 proc. ofert należało do podmiotów zarządzających co najmniej 4 ofertami, a 5 proc. zbadanych profili odpowiadało za 51 proc. aktywnych ofert najmu krótkoterminowego. Zjawisko narasta.Według autorów raportu, niekontrolowana "turystyfikacja" prowadzi do spadku komfortu życia mieszkańców i zaniku tkanki miejskiej.

Nie wiemy jeszcze, co w nim będzie.

Nie wiemy na przykład, czy lokalne samorządy będą mogły podejmować uchwały o wyłączeniu jakichś obszarów z możliwości prowadzenia najmu krótkoterminowego. Pogłoski o takich rozważaniach pojawiają się co czas jakiś, ale kiedy projekt ustawy będzie poddany konsultacjom, wtedy będziemy wiedzieć, na czym stoimy. Z pewnością jest to problem, przy czym chciałbym zaznaczyć, że najem krótkoterminowy sam w sobie nie jest zjawiskiem negatywnym. To jest ważne uzupełnienie oferty noclegowej. Ale istotne jest, aby - po pierwsze - było to bezpieczne dla samych podróżujących, a po drugie - aby szanse dla wszystkich graczy na rynku były równe, to znaczy, aby wymagania względem właścicieli bazy noclegowej najmu krótkoterminowego były takie same jak w przypadku hoteli.

I wreszcie istotne jest, aby to się nie odbywało w szarej strefie, bo - tak jak hotelarze płacą wszystkie należne podatki - tak również w przypadku tej działalności de facto hotelarskiej taki obowiązek musi być egzekwowany.

To jeszcze zapytam o turystów krajowych, którzy przyjeżdżają do Warszawy, bo mamy do czynienia ze zjawiskiem, które trudno było przez pewien czas zmierzyć, ale coraz wyraźniej można je już wyodrębnić. Mam na myśli mieszkańców Ukrainy, którzy już osiedlili się w Polsce i zaczynają funkcjonować tak jak Polacy, a do Warszawy przyjeżdżają turystycznie.

Tak, to prawda. Od momentu rozpoczęcia pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę mieliśmy kłopot z klasyfikacją odwiedzających Warszawę Ukraińców. W pierwszych kilku miesiącach trudno było mówić o pobytach turystycznych, bo mieliśmy do czynienia z uchodźcami uciekającymi przed działaniami wojennymi. Natomiast w tym zakresie sytuacja się o tyle zmieniła, że bardzo wielu obywateli Ukrainy na stałe osiedliło się w Polsce, mieszka w jej różnych zakątkach i podróżuje po Polsce w celach turystycznych. I to jest również udziałem Warszawy, bo ponad 900 tysięcy odwiedzających Warszawę rocznie, na podstawie danych z ubiegłego roku, to właśnie obywatele Ukrainy, a w dużej mierze są to Ukraińcy, którzy de facto są turystami krajowymi w tym rozumieniu, że jako mieszkańcy naszego kraju ten kraj zwiedzają. Warszawa na tym bardzo korzysta.