,
Obserwuj
Lubelskie

Warszawa jako rowerowy wzór? "Wszyscy postukaliby się w głowę"

4 min. czytania
21.06.2025 13:00
- Drogi rowerowe w Warszawie powstają, ale powstają wolno. Niestety niektóre ulice wyglądają dokładnie tak jak 25 lat temu i to jest bardzo duży zarzut do władz stolicy - mówi TOK FM Rafał Muszczynko z inicjatywy "Miasta dla rowerów".
|
|
fot. Robert Kowalewski / Agencja Wyborcza.pl

 

  • Trwa rowerowy weekend w Radiu TOK FM. W serwisach, audycjach i tekstach poruszamy temat jednośladów w miastach - w różnych odsłonach;
  • Warszawa ma około 600 km dróg dla rowerów. Czy stolicę można stawiać za wzór?
  • Drogi rowerowe w Warszawie powstają, ale powstają wolno - uważa Rafał Muszczynko z inicjatywy "Miasta dla rowerów";
  • Według aktywisty w stolicy brakuje dwóch podstawowych tras: bezkolizyjnej przeprawy północ-południe i wschód-zachód.

 

W wielu polskich miastach rowery publiczne cieszą się niesłabnącą popularnością i rozwijają swoją ofertę. Jednocześnie są też miejsca, które zrezygnowały z tego rozwiązania. Nie wszystkie systemy zdołały dostosować się do zmieniających się nawyków i potrzeb mieszkańców. W ten weekend w Radiu TOK FM mówimy właśnie o rowerach. Kto z nich korzysta, a kto nie? Dlaczego jedne miasta mają na tym polu sukcesy, a drugie zupełnie wprost przeciwnie? Słuchaj audycji, informacji i czytaj teksty na portalu.

W Warszawie - w ramach systemu Veturilo - do dyspozycji jest 338 stacji i 3345 rowerów miejskich. Wśród nich znajdziemy 300 rowerów elektrycznych i 30 tandemów, z których mogą korzystać osoby z niepełnosprawnościami, w tym osoby niewidome z opiekunami. Pierwsze wypożyczalnie wystartowały w sierpniu 2012 roku i od tego czasu Warszawski Rower Publiczny jest systematycznie rozbudowywany. Umowa z operatorem przewiduje opcję zwiększania liczby rowerów miejskich w stolicy nawet do 5,5 tysiąca. Poza systemem publicznym są oczywiście rowery prywatne, na których też jeździ coraz więcej mieszkańców. Czy wobec tego Warszawę można stawiać za rowerowy wzór?

Zdaniem Rafała Muszczynko z inicjatywy "Miasta dla rowerów" niekoniecznie. - Drogi rowerowe w Warszawie powstają, ale powstają wolno - uważa aktywista. - Niestety niektóre ulice wyglądają dokładnie tak jak 25 lat temu i to jest bardzo duży zarzut do władz stolicy. Zresztą podobny zarzut można postawić też w innych miastach. Wciąż jest naprawdę dużo ulic, po których jeździ się fatalnie - podkreśla gość TOK FM. 

W Warszawie jest około 800 km różnej infrastruktury rowerowej, w tym około 600 km dróg dla rowerów. - Ale to nie ilość robi robotę, a jakość - kręci głową Muszczynko. - Tymczasem my wciąż wyjeżdżamy na przykład na Aleje Jerozolimskie i okazuje, że tam nie ma nic. Trzeba jechać środkowym pasem, bo prawy to buspas, a na niego rowerem wjechać nie wolno - dodaje. I podkreśla, że wciąż w wielu miejscach jazda rowerem przypomina "sport ekstremalny" i slalom między samochodami.

Rowerowa Warszawa. Co nie działa?

Nasz rozmówca przyznaje, że powstaje sporo nowych tras, ale - w jego ocenie - nie są ze sobą do końca spójne. - Mamy na przykład fajną inwestycję Okopowa - Towarowa, ale przy poczcie znajdziemy tabliczkę: "Prowadź Rower 80 metrów" - dziwi się. 

- To trochę tak jakbyśmy kierowcom powiedzieli: "Słuchajcie, jadąc do pracy będziecie musieli w pewnym momencie jechać kilkaset metrów w bok, potem wyjść z samochodu, przepchnąć go przez skrzyżowanie, a potem wsiąść i możecie jechać dalej". Wszyscy postukaliby się w głowę. A takie rozwiązania dla rowerzystów wciąż w Warszawie się pojawiają - twierdzi aktywista.

Nasz rozmówca podkreśla, że widzi i docenia zmiany. Mówi chociażby o tym, że nie ma już kostki na drogach dla rowerów, likwiduje się ostre zakręty czy schody. Chociaż te ostatnie, jak zaznacza, zostały w dwóch miejscach. - To rondo Zesłańców Syberyjskich i zbieg ulic Zwoleńska-Żegańska, przy tunelu pod torami PKP - podaje.

- Są też oczywiście w Warszawie rozwiązania wspaniałe, chociażby kładka pod mostem Łazienkowskim. Ona zrobiła niesamowitą robotę, a powstała przypadkiem. Gdyby nie spłonął most, to pewnie by jej nie było - zastanawia się Muszczynko.

Tych tras w Warszawie brakuje

Według naszego rozmówcy w Warszawie wciąż brakuje dwóch podstawowych tras. - Nie ma opcji, żeby bezproblemowo przejechać z północy na południe miasta tak, by gdzieś po drodze nie utknąć. I marzyłbym też o identycznej trasie ze wschodu na zachód - bez zsiadania z roweru i problemów. A my wciąż często budujemy te trasy po kawałku - tu 500 metrów, tu 300 metrów, w innym miejscu 800 - tłumaczy aktywista. 

W kontekście problemów rowerzystów Muszczynko wskazuje również na porozrzucane hulajnogi elektryczne, a także osoby, które na takich hulajnogach pędzą po drogach dla rowerów nawet 70 km na godzinę. - A to bywa niebezpieczne - podkreśla.

Zwraca uwagę również na parkujące samochody, które zostawiane są na pasie dla rowerów, przez co nie da się bezpiecznie przejechać. Jednak kultura kierowców - co do zasady - jego zdaniem się poprawia. Jak podkreśla Muszczynko, nie ma już nagminnego zajeżdżania drogi, spychania rowerzystów na pobocze, trąbienia czy wymuszania pierwszeństwa. - Oczywiście furiaci dalej mogą się zdarzyć, ale jest tego zdecydowanie mniej - mówi. 

Co zmienił rower publiczny?

Nasz rozmówca podkreśla dużą rolę rowerów miejskich w zmianie stylu poruszania się. - Część osób od nich właśnie zaczynała i tak się im to spodobało, że kupili własne rowery, którymi teraz jeżdżą. Ale oczywiście wciąż wiele osób wybiera rower publiczny, na przykład dojeżdżając do pracy, do metra, na uczelnię. Stał się czymś oczywistym - dodaje pan Rafał.

I przekonuje, że przesiadanie się na rower ma mnóstwo plusów dla wszystkich mieszkańców. W tym kontekście wymienia chociażby mniejsze korki czy poprawę jakości powietrza.